W środę dwóch prokuratorów w obstawie przynajmniej kilkudziesięciu policjantów weszło do budynku Krajowej Rady Sądownicwa żądaniem wydania akt postępowań dyscyplinarnych. Po odmowie jednej z pracowniczek KRS, śledczy przeszli do wariantu siłowego. Ślusarze rozwiercali kolejne zamki drzwi, pancernych szaf i sejfów, po czym śledczy wszystko skrupulatnie opróżniali.
Na miejscu - jako osoba przybrana - był Michał Woś. Polityk Prawa i Sprawiedliwości opowiedział na antenie Telewizji Republika o wydarzeniach w KRS.
- To jest bandytyzm, dlatego pojechaliśmy na miejscu z Darkiem Mateckim. Przedarliśmy się przez kordon policji, bo przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa nas zalegalizowała, zgłaszając nas jako osoby przybrane. Już wyczytaliśmy, że prokuratura rozważa prawnokarne konsekwencje dla Wosia i Mateckiego za transmitowanie na antenie Telewizji Republika tego, co działo się wewnątrz - mówił.
Żurkowcy w panice‼️
— Sebastian Kaleta (@sjkaleta) January 23, 2026
Posłowie jako funkcjonariusze publiczni ujawnili fakt popełniania poważnych przestępstw przez innych funkcjonariuszy publicznych. Tylko, że tamci chcą pozostać ANONIMOWI.
Straszą posłów za pokazywanie ich działań‼️ Posłowie działali w oparciu o prawo, w… pic.twitter.com/6PM0opX4Qa
Zwrócił się do śledczych:
„razem z posłem Mateckim czekamy. Uchylajcie nam immunitet - będzie piękna debata w Sejmie. Mamy jeszcze trochę materiałów, które można opublikować”.
Zaznaczył, że „w normalnej procedurze powinno być tak, każdy jeden zabezpieczony dokument powinien być stosownie opisany”.
- Tu wszystko pakowano do worów. Brali żółty segregator i opisywali to… „żółty segregator”. Co teraz w tych segregatorach się pojawi, albo co z nich zniknie… Tego nie wiemy. Ciekawe jednak, że media donosiły, że w którejś z tych teczek znajdują się akta z postępowania dyscyplinarnego, prowadzonego wobec pana Waldemara Żurka
- przekazał polityk.
Podkreślił, że wszystko działo się w dniu debat w Sejmie nad ustawami o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o „przywróceniu praworządności”.
- Chodziło o pokaz siły - chciał wyprężyć prawne muskuły, by nikt go ze stajni hejterskiej nie podgryzał - ocenił Woś.