Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Lisiewicz o Wyszkowskim: Jako 15-latek rzucił szkołę, był rockandrollowcem i wymyślił nazwę Solidarność

- „S” to piękna litera, była w herbie królów Stanisława i Zygmunta – bo łacińskie „Sigmundus”. Potem „Sol”, czyli Słońce, a więc uruchamiamy podświadomość dalej. Teraz istota tematu, czyli „Solid”. Ojciec zawsze mówił: „solidne, przedwojenne”. Solidna robota, solidny człowiek, na którego słowie można polegać. Solidność to przedwojnie, prawdziwa Polska. A to, co jest teraz, jest niesolidne, sowieckie, komunistyczne... Czyli razem: Solidarność! – tak Krzysztof Wyszkowski mówi o tym, jak wymyślił nazwę, która niebawem obiegła cały świat. Droga do Orderu Orła Białego, który dostał wczoraj od prezydenta Karola Nawrockiego była kręta: porzucenie szkoły, oficyna „Punk”, przygody na dachu gdańskiego falowca, wojna z Wałęsą… Awantura za awanturą! – pisze dla Niezależna.pl Piotr Lisiewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Polskiej.

Wielu patrzy dziś na Krzysztofa Wyszkowskiego, jak na postać ze spiżu. Uniknąć starał się tego prezydent Karol Nawrocki, który nazwał go wczoraj „wojownikiem, który bardzo szybko dobiera bardzo cięty i ostry oręż swojego słowa”. No więc zamiast budować mu pomnik (na te przyjdzie czas!) napiszmy, jak było naprawdę, bo tylko prawda jest ciekawa!

Wyszkowski bandażuje dziewczynom biusty

Od czego zaczął się bunt Krzysztofa Wyszkowskiego? Może od awantury zrobionej nauczycielce, która w II klasie olsztyńskiej podstawówki biła dzieci linijką? - Ta pani biła nas po wewnętrznej stronie dłoni. Mogłem wytrzymać, gdy bito mnie, wtedy nie czułem krzywdy. Ale gdy nauczycielka wzięła koleżankę i był ten widok linijki spadającej na delikatną skórę wewnątrz dłoni, to było powyżej mojej wytrzymałości i wrzasnąłem: „Tego nie wolno robić!” – wspomina. Wezwano rodziców, kazano mu przepraszać, ale 8-latek stanowczo odmówił.

Był klasowym prymusem, pani od matematyki zlecała mu poprawianie kartkówek. Siedział za biurkiem nauczyciela, poprawiał prace i wystawiał oceny. Ale gdy w VII klasie dowiedział się, że w ramach nauki historii będzie „Wychowanie Obywatelskie”, w czasie którego przyswoić ma wiedzę o Sejmie, Radzie Państwa i roli PZPR oświadczył stanowczo: „Ja się tego uczyć nie będę”. Na mocy układu zawartego z dyrektorką siedział w czasie owych lekcji na korytarzu („Tylko nie wychodź ze szkoły i nie rozrabiaj!)”.

Komiczne skutki miała odmowa uczestnictwa w strzelaniu na lekcjach Przysposobienia Obronnego (PO)  w proteście przeciwko chamstwu „trepa” z komunistycznego wojska. W efekcie Wyszkowski został przeniesiony do grupy… dziewczyn. - Dopóki uczyliśmy się teorii, wszystko było w porządku. Ale przyszedł czas na bandażowanie klatki piersiowej. Dziewczyny zaczęły piszczeć. W efekcie znowu wylądowałem na korytarzu – wspomina Wyszkowski.

W I klasie liceum, jako 15-latek uznał, że szkoły ma dość. Zatrudnił się jako goniec, bo robotnikiem mógł zostać dopiero po 16 roku życia. - To była wielka radość, wyzwolenie. Chciałem być wolnym człowiekiem – wspomina. Wolność kosztowała: pracował operator spychacza, konwojent, ajent stacji benzynowej. A literaturę i książki filozoficzne pochłaniał w dużo lepszej niż w szkole: pod kierunkiem olsztyńskich bibliotekarek, z przedwojennym, wileńskim wykształceniem.

Dlaczego Wyszkowski przez 71 lat kłamał w sprawie daty urodzenia?

Te anegdoty są prawdziwe, ale to nie był początek buntu małego Krzysia. Ten zaczął się jeszcze wcześniej. Gdy był przedszkolakiem odwiedzał ojca, żołnierza Kedywu AK, w stalinowskim więzieniu. W sąsiednich celach bito i mordowano ludzi. To także dlatego tak nienawidził komuny, że nie mógł być w szkole narzucającej komunistyczny światopogląd.
Pierwszym wybrykiem chuligańskim Krzysztofa były… jego narodziny. Mama sfałszowała bowiem datę jego urodzenia. Ukrywał to przez… 71 lat i ujawnił prawdę dopiero w 2018 r. w „Wywiadzie z chuliganem” w Republice:  - Nie wiem, czy nie mogę być za to pociągnięty do odpowiedzialności. Mam w dokumentach fałszywą i datę, i miejsce urodzenia. Urodziłem się 10 sierpnia 1947 roku w Ostrowi Mazowieckiej, a mam wpisane Mrągowo i 19 listopada tego roku.

Jakie były przyczyny fałszerstwa? Przez ponad 3 miesiące fakt jego narodzin matka ukrywała przed władzą. Bo uciekała przez komunistami będąc z nim w ciąży. - 10 sierpnia, w Ostrowii Mazowieckiej, w domku mojego dziadka, przy Słonecznej 8, na pierwszym piętrze, urodziłem się. Ale musieliśmy zameldować moją siostrę, która wprowadziła się tam, gdy mama była w ciąży. No więc trzeba było odczekać trzeba było odczekać jakąś prawdopodobną odległość czasu do moich narodzin – mówi Wyszkowski.

„Na dwór wychodziliśmy zimą oddzielnie, bo nie starczało ubranek”

Jak wspomina dzieciństwo? - To była okropna nędza. Było nas troje rodzeństwa i walczyliśmy o kawałek starego chleba, który mama przypiekała na wodzie na patelni. Mieszkaliśmy w piwnicy porośniętej grzybem, spaliśmy na łóżku piętrowym. Ja na górze, pod sufitem, nad nosem mając piękny, kolorowy grzyb. Na dwór wychodziliśmy zimą oddzielnie, po kolei, bo nie starczało ubranek dla wszystkich trojga od razu.

Działo się tak, bo rodzinę „faszysty” z AK zesłano celowo do dzielnicy czerwonej nomenklatury. - W dużych poniemieckich willach mieszkali tam funkcjonariusze. Nas umieszczono w piwnicy i dzieci funkcjonariuszy nie chciały się z nami bawić – opowiada. Ojciec wtedy siedział, a potem wysłano go do niewolniczej pracy w kopalni i kamieniołomie, a także przy formowaniu betonowych belek służących do budowy Pałacu Kultury im. Stalina. W czasie budowy zginęło 16 robotników.

Co Krzysztof Wyszkowski mówi dziś o zburzeniu Pałacu Kultury? - Bardzo bym tego chciał. Gdy ojciec wyszedł z więzienia, zawiózł mnie na pływalnię do Pałacu Kultury i pokazywał kawałki marmurów, które osobiście musiał piłować w kamieniołomie.

Razem z legendą od Niemena i Czerwonych Gitar

Wyszkowski, po uwolnienie się od szkoły, starał się organizować bunt młodzieży przeciwko komunie. Przyjaźnił się ze starszym, nieżyjącym już Franciszkiem Walickim, nazywanym ojcem polskiego rockandrolla, autorem tekstów piosenek Czesława Niemena czy Czerwonych Gitar. Jak trafił do punków? - Uważałem, że trzeba przeciwstawiać komunizmowi jakieś szersze środowiska. Te, które chcąc nie chcąc, przez sam styl życia, podejmowały spór, jeżeli nie walkę z komunizmem – mówił. Sam nie będąc punkiem opiekował się grupą uczniów liceum w Gdańsku, którzy utworzyli takie pisemko ulotne „Zjadacz radia”. - Genialny tytuł. Pisali o tym,  jak młody człowiek, mówiąc brutalnie, rzyga tą konformistyczną rzeczywistością. Dawałem im narzędzia do druku – wspomina Wyszkowski. Punki urządziły sobie siedzibę koło dachu jednego z „falowców” gdańskich. To była budka nad windą, pomieszczenie mechanika. Pewnego wieczoru grali tam muzykę. - I nagle patrzą, a przez okienko wystaje lufa kałasznikowa. Okazało się, że otoczył ich cały oddział milicjantów bronią w ręku. Sądzili oni, że punki to jest jakiś oddział angielski, który dokonał tu desantu na dach falowca. To brzmi dziś śmiesznie, ale pokazuje, jak władza bała się jakiejkolwiek inności – opowiada Wyszkowski. 

Wyszkowski był też pierwszym podziemnym wydawcą książek Witolda Gombrowicza. Organizował kanał przerzutu książek z Zachodu, m.in. z Instytutu Literackiego w Paryżu. Przemycaną nielegalnie literaturę otrzymywał dzięki przyjaźni z Tadeuszem Kadenacym, wnukiem siostry Józefa Piłsudskiego. 

40 osób, które wstrząsnęły światem. „Czegoś takiego na świecie nie było”

W 1977 r., gdy Wyszkowski został współpracownikiem KSS KOR, zaczęła się dla niego poważna opozycja. W kwietniu 1978 został współzałożycielem i autorem deklaracji założycielskiej Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. - Celem Wolnych Związków Zawodowych jest organizacja obrony interesów ekonomicznych, prawnych i humanitarnych pracowników… Wzywamy wszystkich do solidarności w walce o lepszą przyszłość – czytamy w deklaracji. Po latach Andrzej Bulc, jeden z założycieli WZZ wspominał: - Nieduża grupa… w granicach czterdziestu osób potrafiła zorganizować coś niesamowitego… strajk na skalę światową. Czegoś takiego na świecie jeszcze nie było.

Jak doszło do tego, że to Wyszkowski wymyślił nazwę Solidarność? - Wszystko z Józefa Piłsudskiego! Cała moja wiedza pochodziła z jego „Dzieł zebranych” no i literatury, dla której myśl Piłsudskiego była wektorem, wyznaczającym kierunek myślenia – opowiada. Zaprocentowała erudycja ucznia olsztyńskich bibliotekarek z Wilna i pierwszego Czytelnika emigracyjnych, zakazanych przez władzę książek. 

Nazwa „Solidarność”, czyli wszystko przez Piłsudskiego

Dla Wyszkowskiego jasne było, że to jest powtórka z Piłsudskiego, który prawie 100 lat wcześniej poszedł do robotników z ideą niepodległości Polski, walcząc o ich względy z… Leninem, teraz patronem gdańskiej stoczni. Śledził słowo po słowie, jakiej retoryki używał „Ziuk”: - Wprost przenieść tamtych nazw się nie dało. Z PPS-u to były wszystkie te „Naprzody”, „Jutrzenki”, „Świty”. To już nie był ten język, nie te czasy. Myślałem o „Więzi”. Ale wychodziła już „Więź” Mazowieckiego, ten miesięcznik katolicki. A po za tym słowo „więź” nie ma barwy, nie ma dźwięku, to jest słowo drętwe, bierne – wspomina Wyszkowski.

Jak wpadł na słowo „Solidarność”? -  Poszedłem do biblioteki i szukałem. Była Partia Robotnicza Solidarność z 1893 roku. Solidarność… to mnie zainspirowało, ktoś miał niezły pomysł. Ale komuniści też używali tego słowa, jako internacjonalistycznego, ogłaszali np. solidarność z narodem wietnamskim, atakowanym przez imperializm amerykański. To było słowo i przykurzone, i przybrudzone, ale w niedawnych interpretacjach komunistów nie było odnoszone do relacji międzyludzkich. Myślę sobie – to nie tak źle.

Bomba podłożona pod komunizm. „Panie, dawaj pan, przecież to genialne!”

W deklaracji nazwa się więc nie znalazła, a większość liderów WZZ ustaliła potem, że pismo nazywać się „Robotnik Wybrzeża. Ale potem przyszedł Sierpień 1980: - Wydajemy pisemko strajkowe… Mariusz Wilk mówi „Strajkowy Biuletyn  Informacyjny”. Ja dodaję: „Strajkowy Biuletyn Informacyjny Solidarność”. Oni na to: „No, dobre, dobre…”. Nie było telefonu do Warszawy i jakoś przeszło – opowiada Wyszkowski.

Nazwa okazała się bombą, skandowane przez tłumy słowo „Solidarność” rozchodziło się lotem błyskawicy. Natychmiast powstała też graficzna wersja nazwy związku, napisana „solidarycą”. - Przychodzi Jurek Janiszewski i mówi „Proszę Pana, my tutaj napisaliśmy tą nazwę, taka forma, może wam się to przyda – wspomina Wyszkowski. Rzut oka wystarczył mu, by zrozumieć:  „Panie, dawaj pan, przecież to genialne. – A my możemy to nawet na koszulkach dać. – Kiedy? – Jutro”. Nie poczekali do jutra. Jurek przyleciał za kilka godzin, przyniósł mi tą koszulkę. - Wciągnąłem ją na siebie jako pierwszy, jeszcze z tym dopiskiem „Gdańsk, Sierpień 80” - wspomina dzisiejszy kawaler Orderu Orła Białego.

Uczestniczył w strajku w Stoczni Gdańskiej w Sierpniu 1980. W 1981 r. został sekretarzem redakcji „Tygodnika Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany w Strzebielinku. W marcu 1982 uczestniczył w 7-dniowej głodówce w proteście przeciw stosowaniu przemocy wobec współinternowanego. Ze względu na stan zdrowia trafił  do Szpitala Rejonowego w Wejherowie, skąd uciekł 8 sierpnia 1982 r. Przez prawie rok, do 22 lipca 1983 r., ukrywał się. Aresztowano go ponownie, ale wkrótce na władzy wymuszono amnestię i trafił na wolność. 

W czasie „okrągłego stołu” Wyszkowski przyglądał mu się jako obserwator z ramienia solidarnościowego Studia Video Gdańsk. To, co się działo, skrytykował w artykule „Spod Stołu” w paryskiej „Kulturze”. Odmówił podjęcia pracy w „Tygodniku Solidarność”, którego naczelnym został Tadeusz Mazowiecki, ale gdy ten został premierem, a kolejnym szefem tygodnika był Jarosław Kaczyński, objął funkcję kierownika działu politycznego.

Rozbijanie z Niemcami państwa polskiego

Bliżej Kaczyńskiego niż Mazowieckiego wydawało się być wówczas środowisko gdańskich liberałów, skupione wokół Jana Krzysztofa Bieleckiego i Donalda Tuska, stojących na czele Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Ponieważ nazwiska te nic ludziom nie mówiły, starali się oni przyciągnąć do siebie ludzi z autorytetem, jak Wyszkowski. Tak trafił on do KLD. Kiedy Wyszkowskiemu włączyła mu się lampka ostrzegawcza, że Tusk reprezentuje interesy Niemiec? - Zaniepokoiło mnie, gdy KLD zaczęło mówić o podziale Europy na regiony. O tym samym mówił pewien polityk z Meklemburgii, agent Stasi. One miały sięgać 100 kilometrów w głąb Niemiec i 200 kilometrów w głąb Polski. I tak od góry do dołu, od Szczecina do Turoszowa. To wyglądało na rozbijanie państwa polskiego.

Opowiada, jak wyglądały złodziejstwa gdańskich liberałów: - Donald jeździł do ministerstw i załatwiał koncesje, a także stanowiska syndyków, którzy uwłaszczali się na przedsiębiorstwach. 

„Jak ktoś wspomni o koalicji z SLD, to dam w mordę!”

Zdaniem Wyszkowskiego, Tusk „został rodzajem wielkorządcy na Polskę północną”, co według niego sprawiło, że „mógł ten majątek rozdawać”. Jak doszło do rozstania Wyszkowskiego ze środowiskiem Tuska? - Byłem na imprezie w prywatnym mieszkaniu. I oni w pewnym momencie przestali mówić o kręceniu lodów, a mówić wprost, że będą kraść, używali tego słowa przy swoich żonach. Nie wytrzymałem i wyszedłem z pokoju. Oni zamilkli na chwilę. W przedpokoju trafiłem na Donalda, niósł tacę z kieliszkami. Zacząłem mu mówić, że gdzie oni zaszli…. On zaczął mnie uspokajać, mówiąc, że to jego wina.

Ostatecznie rozstanie nastąpiło w gmachu Sejmu: - W końcu 1991 r. było spotkanie KLD w Sejmie, podczas którego Andrzej Machalski powiedział, że najlepszym koalicjantem dla nas byłoby SLD. Donald stwierdził, że faktycznie gdy chodzi o program gospodarczy, do SLD nam najbliżej. Wtedy ja powiedziałem, że jak ktoś jeszcze raz wspomni o koalicji z SLD, to dam mu w mordę. Andrzej Arendarski, który siedział naprzeciwko mnie, strasznie się obruszył.

O Wałęsie: „Największa kanalia, jaką w życiu spotkałem”

W III RP o Wyszkowskim głośno było dzięki jego wojnie z Lechem Wałęsą. - Wałęsa jest ważny dla wszystkich byłych agentów SB. Dlaczego? Ponieważ on cały czas niezłomnie broni tego, czego nauczono go na szkoleniach jako donosiciela „nie przyznawaj się”. On jest konsekwentny, jak widać jest wiernym uczniem i miał dobrych nauczycieli… Jeśli Wałęsa zacząłby „sypać”, to mógłby ich wszystkich wysłać do więzienia, dlatego oni wszyscy go wspierają i dopingują, aby się nie przyznawał – mówił Wyszkowski.

Co sądził o uznawanym za ikonę „Bolku”? – Teczki Bolka to materiał przerażający. Wałęsa, muszę to powiedzieć, to geniusz zbrodni. Potworny oszust – stwierdził Wyszkowski. – Zaczął od współpracy jako TW, ale później wszedł chyba na wyższy poziom – prowokatora politycznego. Gdy dołączył do nas jeszcze w WZZ chciał robić zamachy terrorystyczne, od razu wzbudzał podejrzenia – dodał przypominając: "opiekowałem się nim, gościłem go w swoim domu. Nie mogę uwierzyć w to, co zrobił ten człowiek".

Order Orła Białego dla Krzysztofa Wyszkowskiego mówi wszystko o tym, co ustaliło w sprawie tego sporu o państwo polskie. Kto był po dobrej stronie mocy, a kto był małym zdrajcą. I mocno łączy się odznaczenie Wyszkowskiego ze sprowadzeniem do Polski prochów innego antykomunistycznego awanturnika, pisarza Sergiusza Piaseckiego. Tak - walka z komuną i postkomuną była dobrem, a rozmywanie winy ludzi służącym komunizmowi złem. Piasecki i Wyszkowski mieli rację. Szczególnie dla młodych ludzi popierających dziś w 73 proc. prezydenta Nawrockiego powinna być to ważna opowieść.

Pełen tekst ukaże się w najbliższym numerze miesięcznika Nowe Państwo. A poniżej odcinek „Wywiadu z chuliganem” – opowieść o niesamowitej historii Krzysztofa Wyszkowskiego.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polityka