Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Taktyka lumpenliberalnych elit III RP. Krzysztof Wołodźko o tym, jak partia Tuska szkodzi Polsce Wschodniej

Kilka mediów obudziło się poniewczasie i ze sporym opóźnieniem podaje do wiadomości to, co jako pierwszy przekazał portal Niezalezna.pl: rząd Donalda Tuska nie zamierza starać się o kolejne środki na Program Operacyjny Rozwój Polski Wschodniej (obecnie Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej), który powstał w 2007 roku jeszcze staraniem Prawa i Sprawiedliwości. To potężna strata nie tylko dla Podkarpacia – obecna władza wkrótce wygasi program. Polityka antyspołeczna znów idzie w parze z zemstą na elektoracie prawicowych partii politycznych.

W pierwszej połowie maja prezydent Chełma poinformował, że trzynastogrudniowy rząd cichcem zamyka Program Operacyjny Rozwój Polski Wschodniej (PO RPW). W trakcie kolejnej konferencji z cyklu „Myśląc Polska – Alternatywa 2.0” Jakub Banaszek mówił:

„Kilka dni temu dostałem informację, że, niestety, ale tak bardzo ważny dla Chełma, województw podkarpackiego, lubelskiego, podlaskiego czy świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego program Polski Wschodniej zostanie zlikwidowany. Że jego nie będzie! Ta góra środków, która była potrzebna, nie będzie już do nas płynęła. Ale obecna minister funduszy zajęta jest walką o polityczne stołki, choć powinna używać swoich kompetencji po to, żeby walczyć. Nie robi tego”. 

Program Polski Wschodniej to osiągnięcie PiS

Informację błyskawicznie podał portal Niezalezna.pl, ale w większości mediów zapadła głucha cisza. Dobry tydzień później sprawą zainteresowała się biznesowa redakcja Wprost.pl, przyznając, że unijny program, zapewniający finansowe wsparcie dla ściany wschodniej, nie będzie kontynuowany. Co znamienne, dalej czytamy: „Program Polski Wschodniej to osiągnięcie PiS. Mieszkańcy wschodniej części Polski dobrze o tym wiedzą i odwdzięczają się przy urnach wyborczych. We wschodniej Polsce PiS wygrywa wszystkie wybory bez wysiłku”. Dobrze sprofilowany program, który pomógł wielu regionom naszego kraju choć częściowo poradzić sobie z transformacyjnym szokiem, obejmował województwa: lubelskie, podlaskie, podkarpackie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie, w latach 2021–2027 korzystały z niego również mazowieckie samorządy, ale z wyłączeniem Warszawy. Dzięki staraniom partii Jarosława Kaczyńskiego w latach 2007–2013 wschodnia Polska otrzymała z tego programu blisko 2,4 mld euro (Unia oferowała początkowo o ponad połowę mniejsze pieniądze). W latach 2014–2020 budżet PO RPW wyniósł ponad 2 mld euro. I wreszcie budżet programu Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej (FEPW), czyli kontynuacja PO RPW, na lata 2021–2027 to ponad 2,6 mld euro. 

Trudno się dziwić, że mainstreamowe media wolą milczeć na ten temat: potencjalnie to kolejny, duży wizerunkowy pożar do gaszenia dla ekipy Donalda Tuska i wspierających go ośrodków opinii. Ale wschodnia Polska już wie, co się szykuje, rośnie niepokój i samorządowców, i mieszkańców. Marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl (sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego za pierwszych rządów PiS) mówi bez ogródek: „Istnieje wielkie zagrożenie, że program operacyjny Polska Wschodnia nie będzie miał kontynuacji. To paradoks, że bardziej za tym programem dzisiaj opowiada się Bruksela i Komisja Europejska niż ministerstwo czy rząd w Warszawie”. I dodaje: „Poprzednio było odwrotnie, Bruksela była bardzo sceptyczna do tego programu, przynajmniej w tej drugiej edycji” (cytuję za portalem Nowiny24.pl). Mamy do czynienia ze skandaliczną wręcz sytuacją: unijne ośrodki, które przecież nigdy nie były specjalnie zainteresowane „pompowaniem” pieniędzy do Polski, szczególnie za rządów Zjednoczonej Prawicy, dziś widzą większy pożytek w kontynuacji programu niźli liberalno-postkomunistyczny polityczny układ skupiony wokół Donalda Tuska. 

Łukacijewska wepchnięta na minę

Na marginesie: nastroje jak zwykle próbuje tonować europosłanka Koalicji Obywatelskiej Elżbieta Łukacijewska: „Walczymy o specjalne, dodatkowe pieniądze dla regionów przyfrontowych, graniczących z Ukrainą, Białorusią i Rosją. Takie działania wymagają ciszy dyplomatycznej. Trzeba wykazać się ciężką pracą i dyplomacją, żeby nam się udało dodatkowo coś osiągnąć”. Pani europosłanka musi jednak doskonale zdawać sobie sprawę, że znów ktoś ją wpakował na minę. To ona w 2025 roku, po porażce wyborczej Rafała Trzaskowskiego, udzieliła „GW” głośnego wywiadu, w którym mówiła, że politycy Platformy Obywatelskiej/Koalicji Obywatelskiej kompletnie odpuścili sobie Podkarpacie czy wręcz je lekceważą.

Łukacijewska mówiła wówczas: „Samorządowcy mówią mi: byli ministrowie z PiS-u niewiele nam pomogli, ale zawsze mieli dla nas czas. Jak zadzwoniliśmy, to w trzy minuty było umówione spotkanie. Minister wychodził po nas na korytarz. Czuliśmy, że ktoś nas szanuje. A wy nie macie dla nas w ogóle czasu. Oczywiście minister nie jest od tego, ale żyjemy w trudnych czasach i w kraju, w którym ludzie mają swoje potrzeby emocjonalno-wartościujące”. Zostawmy na boku kwestię, czy „ministrowie z PiS niewiele pomogli” podkarpackim samorządowcom – historia programu rozwojowego Polska Wschodnia wskazuje na coś diametralnie innego. Wiele wskazuje na to, że problemy polityczne Koalicji Obywatelskiej we wschodnich województwach Polski jeszcze się pogłębią. A Elżbieta Łukacijewska desperacko robi dobrą minę do coraz gorszej gry.

Niegdyś linia Curzona, dziś linia Tuska

Problem jest szerszy. Koalicja Obywatelska w sprawach społeczno-gospodarczych niewiele potrafi, ale jedno trzeba jej przyznać: z wielką determinacją i niemałym talentem łączy ekonomiczne nieudacznictwo, które szczególnie uderza w Polskę B, z ostentacyjną wręcz polityczną wendettą. W „Chłopcach z ferajny” Martina Scorsese znajdziemy wątek, w którym „dobre chłopaki” przejmują sklep nieszczęśnika, który nie tylko nie cieszył się ich zbytnią sympatią, lecz dodatkowo uwikłał się w krzywe interesy z nimi. Ferajna szybko doprowadziła biznes jego życia do ruiny. Ta metafora nie jest doskonała, bo Podkarpacie wolałoby pewnie nie robić żadnych biznesów politycznych z partią Tuska, ale mechanizm zemsty jest podobny: partia Tuska przejęła Polskę i najbardziej niszczy i szkodzi tym regionom kraju, które uznaje za nieprzychylne sobie. To jest logika lumpenliberalnych elit III RP, których interesy żyruje Koalicja Obywatelska. Ten mechanizm nie dotyczy wyłącznie Polski Wschodniej, uderza z całą mocą w Polskę B od Odry do Bugu, od Bałtyku aż po Tatry. W większych i mniejszych miejscowościach masowo upadają lokalne zakłady pracy, zamykają się rodzime firmy i filie zachodnich biznesów, publiczna ochrona zdrowia zależy od minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy, która bez mrugnięcia okiem potrafi ściemniać w telewizji, że pacjenci są bardzo zadowoleni z zapaści systemu, wreszcie – z twardych danych wynika, że polski przemysł wpadł w recesję. A chłopcy z ferajny?

Najpewniej wynoszą sprzęt ze zrujnowanego sklepu.

Na koniec zostawię Państwa z myślą tak straszną, że aż prawdopodobną w przypadku trzynastogrudniowej ekipy. Być może kalkuluje ona, że i tak zostawi Polskę Wschodnią na pastwę Rosjan i wyznaczy „linię obrony”, czyli de facto podziału III RP na „linii Tuska”. I już w tę część Polski, której szczerze nie znosi, nie opłaca się jej inwestować.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polityka