Wstrzymana rotacja wojsk USA
Reuter, CNN i portal NOTUS podały niedawno, że Pentagon miał wstrzymać rotację 4 tys. żołnierzy do Polski, rozważać redukcję sił USA w Europie oraz obniżenie rangi dowództwa sił lądowych USA w Europie i Afryce. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oraz MON w odpowiedzi na te doniesienia zapewniły, że decyzje mają charakter logistyczny i nie dotyczą bezpośrednio Polski.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta w trakcie konferencji prasowej przypomniał, że "prezydent Karol Nawrocki niedawno rozmawiał z prezydentem USA Donaldem Trumpem na temat obecności wojsk amerykańskich w Polsce i ustalenia z tamtej rozmowy absolutnie nadal obowiązują".
Pan prezydent pozostaje też w bezpośrednim kontakcie z Ministerstwem Obrony Narodowej. Niedawno spotkał się z wicepremierem Kosiniakiem-Kamyszem oraz generałem Kukułą. Tutaj mamy pełną koordynację działań. Pan prezydent może liczyć na wsparcie, bo to jest kwestia bezpieczeństwa Polski
- powiedział.
Narracja polityków koalicji 13 grudnia
Polityk dodał, że jego zdaniem "część działań strony amerykańskiej wynika nie tylko z ich własnych decyzji, ale także z narracji budowanej przez ostatnie tygodnie i miesiące".
Ta negatywna wobec Amerykanów narracja, często nieprzemyślane i niepotrzebne wypowiedzi, dają argumenty tym środowiskom w Stanach Zjednoczonych, które chciałyby ograniczenia obecności wojsk amerykańskich w Europie. Są takie siły w USA, które mówią, że skoro Europa nie okazuje solidarności i nie wykazuje odpowiedniej postawy, to być może amerykańskie wojska nie są tam potrzebne. Trzeba mieć tego świadomość. Pan prezydent i cała administracja starają się przekonywać o wartości obecności wojsk amerykańskich w Polsce, na wschodniej flance NATO i szerzej w Europie. Natomiast nieprzemyślane wypowiedzi, wynikające z chęci zdobywania politycznych punktów w krajowej debacie, bezpieczeństwu nie służą
– powiedział.
Przydacz zwrócił się też z apelem do Donalda Tuska i Włodzimierza Czarzastego.
Apeluję do pana premiera i marszałka Czarzastego, aby powstrzymali się od fałszywych, antyamerykańskich narracji, bo one po prostu szkodzą sprawie
- oznajmił.
Przypomniał, że "podważanie gwarancji bezpieczeństwa, brak wiary w relacje polsko-amerykańskie i krytyka Stanów Zjednoczonych nie umknęły uwadze polityków oraz urzędników Pentagonu".
Dlatego ponownie apeluję do pana premiera o większą dojrzałość i odpowiedzialność w kwestiach związanych z bezpieczeństwem państwa polskiego
- apelował.
Kontakty z Amerykanami
Polityk mówił też o kontaktach z Amerykanami.
W ostatnich dniach byłem w kontakcie z Departamentem Stanu, Narodową Radą Bezpieczeństwa przy Białym Domu i z samym Białym Domem. Stanowisko Polski jest stronie amerykańskiej dobrze znane. Minister Grodecki będzie działał na linii BBN - Pentagon. Natomiast kluczowe zadanie spoczywa dziś na Ministerstwie Obrony Narodowej. Mam przekonanie, że przez ostatnie miesiące MON nie uczestniczył wystarczająco aktywnie w tej dyskusji, czego efektem było późniejsze zaskoczenie tymi decyzjami. Będziemy oczywiście współdziałać, ale liczymy, że w pierwszej kolejności chaos komunikacyjny zostanie uporządkowany i wyjaśniony przez MON. Jeśli to nie przyniesie skutku, pan prezydent i całe jego zaplecze będą angażować się jeszcze intensywniej, bo sprawa jest naprawdę bardzo ważna
- zadeklarował.
Przydacz zwrócił też uwagę, że "rząd za każdym razem mówi, iż to on prowadzi politykę zagraniczną i że nikt nie powinien się wtrącać, bo wszystko jest pod kontrolą, natomiast gdy pojawia się problem, zaczyna krytykować opozycję i prezydenta".
Pan prezydent ma dobre relacje z Białym Domem i dzięki tym relacjom udało się dla Polski wiele osiągnąć w ostatnich miesiącach. Nie wykluczamy więc dalszych działań, jeśli okażą się potrzebne i pomocne. Jednocześnie ponownie apeluję do rządu o ograniczenie antyamerykańskiej narracji, bo ona szkodzi bezpieczeństwu Polski i jest po prostu nieodpowiedzialna. Już kilka dni przed zapowiadaną decyzją Pentagonu zwracałem uwagę, że z USA płyną negatywne sygnały od środowisk przeciwnych obecności wojsk NATO na wschodniej flance. Te środowiska wykorzystują wypowiedzi pana premiera Tuska i marszałka Czarzastego jako argument przeciwko dalszej obecności wojsk amerykańskich w regionie. Już wtedy wskazywaliśmy, że to ryzykowne działania, dlatego mam nadzieję, że bezpieczeństwo państwa okaże się dla nich ważniejsze niż bieżące polityczne emocje
– powiedział.