Emocje związane z kolejnymi odsłonami afery w Szpitalu Południowym w Warszawie udzieliły się również posłom występującym w Sejmie.
Politycy w kolejnych wystąpieniach pytali o to, kiedy zostanie wyciągnięta odpowiedzialność polityczna za te wydarzenia.
Ile jeszcze będziecie się migać od odpowiedzialności i udawać, że nic się nie stało w sprawie Szpitala Południowego?
- zwrócił się do ław rządowych Adrian Zandberg przemawiając z mównicy sejmowej.
Doszło do złodziejstwa. Doszło do dojenia publicznych pieniędzy i nikt nie poniósł za to politycznej odpowiedzialności
- kontynuował poseł partii Razem.
Hordy aparatczyków
Naprawdę uważacie, że to Wam ujdzie na sucho? Takie standardy obiecywaliśmy wszyscy w 2023 roku, kiedy szliśmy po władzę? Przecież to jest naplucie w twarz tym ludziom, którzy stali do późnych godzin w kolejkach, żeby zagłosować. Liczyli na zmianę, a okazało się, że teraz hordy aparatczyków z PSL panie Kosiniak-Kamysz, z Nowej Lewicy panie premierze Gawkowski i z Platformy panie nieobecny premierze Tusk, po prostu rozkradają publiczne pieniądze
- powiedział w swoim wystąpieniu.
Przypomniał, że afera wybuchła dopiero, gdy media ujawniły o niej informacje i dopytywał o odpowiedzialność "koryciarzy" z rad nadzorczych, którzy powinni zarządzać.
Potem wychodzi premier i mówi: "o kurczę, chciałbym, żeby tam nie było aparatczyków". Jest pan premierem, niech pan weźmie odpowiedzialność, a nie od tej odpowiedzialności się miga
- zakończył swoje emocjonalne wystąpienie Zandberg.