Historia i interesy
W czasie rządów komunistów w Polsce historia była elementem ich polityki dominacji.
W czasie rządów komunistów w Polsce historia była elementem ich polityki dominacji.
Siedem lat to szmat czasu. Tak długo ma się nieszczęście, jeśli zbije się lustro. Ponoć siedem lat to okres, w którym w organizmie ludzkim zmienia się każda komórka. Okazuje się jednak, że w polityce to tylko mgnienie oka.
Dużo się mówi o tym, że Prawo i Sprawiedliwość straciło przewagę w internecie, którą wyraźnie miało jeszcze w 2015 r. i która przyczyniła się do uruchomienia, trwającego do dziś, pasma wyborczych zwycięstw. Przy tej okazji podkreśla się znaczenie mediów społecznościowych, w których w ostatnich latach szaleje lewicowa cenzura. Jednak mało się mówi o miejscach, gdzie owa cenzura nie sięga. Chodzi o strony z memami.
Anne Applebaum, żona Radosława Sikorskiego, to uznana dziennikarka, autorka m.in. fantastycznej książki „Gułag” i świetnych analiz na temat polityki imperialnej Stalina. Gdy pisze o historii, można „połykać” ją garściami. Jednak wystarczy, że zabiera głos w sprawach relacji polsko-amerykańskich, a czar natychmiast pryska.
Już w rok po sławetnym „upadku komunizmu” w 1989, żeby dowiedzieć się nieco prawdy o Polsce i świecie, trzeba było pożegnać się na zawsze z „Gazetą Wyborczą”, pozbawioną symbolu Solidarności przez Lecha Wałęsę; była to bodaj jedyna dobra rzecz, jaką zdziałał. Na stronie tytułowej „wybiórczej” zamiast napisu pozostała czerwona plama, stanowiąca przedtem jego tło. Odkrywaliśmy wówczas nowe pisma – „Tygodnik Solidarność”, dziennik Wierzbickiego „Nowy Świat” w 1992 przekształcony w tygodnik „Gazeta Polska” i „Najwyższy Czas!” Korwin-Mikkego. Z szyderczej rubryki w tym ostatnim zaśmiewaliśmy się do rozpuku z wiadomości o kretyńskich „Postępach postępu”, czyli pierwocinach politpoprawności. 30 lat później nie jest nam do śmiechu, bo większość tych kretynizmów uzyskała w krajach zachodnich sankcję prawną.
Emocje piłkarskie kiedyś znajdowały ujście w stadionowych i ulicznych awanturach, a dziś, jak wiele innych aktywności, w pewnym stopniu przenoszą się do internetu.
Z wielkiej antyrasistowskiej armaty wystrzelił poseł lewicy, ob. Gdula Maciej. Uznał on książkę mojego i Waszego dzieciństwa „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza za propagującą rasizm, niewolnictwo i imperialistyczny kolonializm.
Stało się. Jednak mesjasz przybył z brukselskich, rajskich łąk i gotów jest walczyć o Polskę. Samym pojawieniem się udowodnił, że przynajmniej w jednym PO ma rację. Faktycznie, nie jesteśmy normalnym państwem.
Pamiętam, jak w 2012 r. organizowaliśmy pierwszy wyjazd Polaków na Węgry. W sumie do Budapesztu dotarło ok. 10 tys. osób – pociągiem, dziesiątkami autokarów, setkami samochodów osobowych.
Dzisiaj w Sulejowie rozpoczyna się XVI Zjazd Klubów „Gazety Polskiej”. Ze względu na panującą pandemię musieliśmy czekać dwa lata, żeby ponownie się spotkać. Wszyscy czekaliśmy na to z utęsknieniem, bo przecież zjazdy od lat są wielkim świętem środowiska Strefy Wolnego Słowa, stały się tradycją, którą co rok kontynuujemy.
Garść cytatów źródłowych: „suwerenami w Europie są i pozostaną narody europejskie”. Ich „współpraca (...) powinna opierać się na tradycji, na szacunku do kultury i historii państw europejskich, na poszanowaniu judeochrześcijańskiego dziedzictwa Europy i łączących nasze narody wspólnych wartości, a nie na ich destrukcji”.
Porażki przeważnie bywają cenniejszymi lekcjami niż wygrane. Wie o tym dobrze Jarosław Kaczyński. Najpierw przeżył on serię porażek w latach 90., potem serię porażek po 2007 r.
Pamiętają Państwo, jak niedawno Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki prezentowali program Polski Ład? To było raptem kilka tygodni temu. Dziś chyba wszyscy samorządowcy w Polsce wiedzą, że jest on wdrażany.
Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, ujawnił niedawno w mediach, że w materiałach śledztwa przeciwko Sławomirowi Nowakowi, oskarżonemu o kierowanie grupą przestępczą, znajdują się zapisy jego korespondencji prowadzonej poprzez komunikatory WhatsApp i Signal. Nie jest to zaskoczenie.
Rafał Trzaskowski przejdzie do historii polskiej polityki jako ten, któremu Warszawa powiedziała: „nie!”. I nie chodzi o wilanowski elektorat, bo ten liberałom pozostanie wierny chyba na zawsze, nawet tonąc w śmieciach i stojąc w korkach.
Wielkie wrażenie na polskiej polityce zrobił powrót Donalda Tuska, byłego przewodniczącego KLD, PO, premiera, szefa Rady Europejskiej i jeszcze – ale już chyba krótko – Europejskiej Partii Ludowej. Po co był potrzebny PO? Wiadomo. Przy sondażach 11–17 proc. może być już tylko lepiej. Ciekawsze pytanie: do czego PO potrzebne Tuskowi? I to takie jasne nie jest. Na prezydenta startować nie chciał, bo miał lepszą fuchę w EPL.
Przekazanie przez USA kontroli nad Europą Niemcom, co zakłada milczącą zgodę na sojusz niemiecko-rosyjski, wywołało w Polsce jawną propagandę rusofilstwa przez agenturę i zgodę wielu patriotów na stanie się niemiecką wycieraczką, co oznacza w tej sytuacji akceptację także interesów rosyjskich. Niejaki Gryguć, czyli kompletne zero, doradza sojusz z Białorusią Łukaszenki i Rosją, co ma uratować nasz naród przed zniszczeniem przez Zachód i spowodować jego zawalenie się świata imperialistów.
Posłowie Konfederacji przed siedzibą Komisji Europejskiej protestowali w obronie klatek. Rozumiem. Posłowie ci od lat mają radykalne poglądy w kwestii zarabiania pieniędzy, o czym najlepiej świadczy fakt, że są w stanie wejść w największą bzdurę, byle tylko zarobić.