Kremlowska opcja w Sejmie
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego powinna jak najszybciej przedstawić premierowi i prezydentowi raport na temat prorosyjskiej działalności oraz powiązań z Kremlem niektórych parlamentarzystów i ich współpracowników.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego powinna jak najszybciej przedstawić premierowi i prezydentowi raport na temat prorosyjskiej działalności oraz powiązań z Kremlem niektórych parlamentarzystów i ich współpracowników.
26 września 1946 roku komunistyczna Rada Ministrów na wniosek Michała Roli-Żymierskiego pozbawiła obywatelstwa polskiego ponad 70 dowódców Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Wśród nich znalazł się gen. Władysław Anders.
Główny wykonawca polskiej wersji resetu relacji z Rosją, dodajmy resetu realizowanego na grubo ponad rok przed resetem Baracka Obamy, od jakiegoś czasu konsekwentnie przedstawia sam siebie jako… głównego architekta antyrosyjskiej polityki w Polsce i co ciekawe, w całej Unii Europejskiej.
Rosjanie uciekający przed wcieleniem do armii są z naszej perspektywy jedynie korzystnym zjawiskiem – mimo wszystko nie masowym. Czynienie z nich herosów przeciwstawiających się Kremlowi i otwieranie szeroko dla nich granic jest niesprawiedliwe, niesłuszne i niebezpieczne.
Wybuchy na Morzu Bałtyckim, które doprowadziły do rozszczelnienia gazociągów Nord Stream i Nord Stream 2, skłaniają do poważnych pytań o bezpieczeństwo polskiej infrastruktury krytycznej.
Bez mapy trudno objaśniać historię, ale wystarczy rzec, że podbite przez wielkiego wodza Mongołów ziemie były największym imperium w dziejach, dużo większym od byłego Związku Sowieckiego. Jak każde imperium najpierw się rozpadło, a potem zniknęło bez śladu.
Była kanclerz Niemiec Angela Merkel poza jednym czy dwoma oświadczeniami od 24 lutego „stoi z boku” i milczy. Gdy już zabrała głos, mogliśmy usłyszeć, że potępia tę wojnę, ale też nie ma sobie nic do zarzucenia. A przecież jej polityka przyczyniła się do ludobójczej inwazji.
Do sensacji wyborczej doszło na Łotwie. Do stumiejscowego Sejmu (Saeima) nie weszło żadne z ugrupowań prorosyjskich. To nieoczekiwane wydarzenie, zważywszy, że rosyjskojęzyczna mniejszość stanowi aż 1/3 populacji wynoszącej 1 mln 950 tys., nawet jeśli uwzględnić fakt, że wielu z nich nie ma prawa wyborczego.
W tych dniach znów pojawia się nieśmiertelne hasło Józefa Piłsudskiego: „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. Uzupełniają je słowa innego wielkiego Polaka, Zbigniewa Brzezińskiego: „Bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium, ale w przypadku podporządkowania Ukrainy Rosja automatycznie staje się imperium”. I właśnie z tego względu – podobnie jak w 1920 roku – toczy się dzisiaj walka egzystencjalna: Rosja walczy o odrodzenie swojego imperium, Imperium Zła.
Iluż z czterech miliardów gapiów śledzących spektakl między Westminsterem a Windsorem zdaje sobie sprawę z tego, co się stało?
Rosyjski artysta Wasia Łożkin, bezlitośnie portretujący rodaków, wyobraził granicę z obcym państwem, gdzie zza drutu kolczastego szczerzą kły nienawidzący Moskali inostranni ludożercy. W rosyjskim internecie na fali ucieczek przed poborem pojawiają się relacje „potwierdzające” ten straszny obraz:
Jeśli zero doda się do zera i pomnoży przez zero, to nadal pozostaje… O tej prostej prawdzie ciągle zdają się zapominać politycy, którzy od kilku lat boleśnie cierpią na syndrom odstawienia i zamiast przemyśleć źródła swych klęsk, ciągle powracają do starego schematu, który kiedyś w Polsce, z powodzeniem, zastosowały postkomunistyczne służby specjalne. Zastrzegam, że tą metaforą nie określam person, lecz jedynie zjawisko.
Donald Tusk zapowiedział, że będzie rozliczał polityków Zjednoczonej Prawicy.
Ten poboczny wymiar wojny, dotyczący bardziej samej Rosji, niż Ukrainy, bardzo często umyka Zachodowi. Jest to o tyle ciekawe, ze przecież to Zachód lubi być strażnikiem równości, tak mocno wyczulonym na wszelki rasizm. Szukającym go w policyjnych śledztwach, prasowych kronikach kryminalnych czy bibliotekach z klasycznymi pozycjami literatury. Nie widzi go lewica, nawet ta antyputinowska, o tej wciąż ślepo wpatrzonej w Rosję nawet nie wspominając. Systemowy rasizm, którym w ramach samobiczowania uwielbia swe sumienie obarczać Ameryka, w dzisiejszej Rosji ma się znakomicie. Nie jest w niej niczym nowym, jednak w chwili, gdy trzeba wysyłać kolejne porcje armatniego mięsa na front, nabiera nowego znaczenia.
Symetryzm i przekonanie, że widzi głębiej niż inni - to dwa powody, dla których papież Franciszek nie jest w stanie adekwatnie zareagować na wojnę. U podstaw obu tych postaw leży zaś brak dostrzegania prawa do suwerenności i niezależności niektórych narodów.
Tusk mówił o Putinie: „nasz człowiek w Moskwie” (w rozmowie z Pawłem Płuską w TVN 24). Radosław Sikorski tak daleko nie szedł, ale też ocieplał wizerunek Moskwy, twierdząc, że „Putin to nie Stalin”, a Rosja też jest „zupełnie inna” niż kiedyś...
Jednym z podstawowych narzędzi narracyjnych obecnej opozycji są próby ukazania rządzącej prawicy, jako formacji myślącej nieracjonalnie, kierującej się emocjami, nierozsądnej i populistycznej. O wszystkich epitetach w stylu „faszyści”, rasiści”, „nacjonaliści”, „grabarze demokracji” – nie wspomnę, to już standard. Na drugim biegunie ma być ta „racjonalna”, myśląca „zdroworozsądkowo” opozycja, która gdy w końcu dorwie się do upragnionej władzy, przywróci kraj na tory stabilizacji, spokojnego rozwoju, potiomkinowskich wsi i uśmiechniętych mas ludu idącego z hasłami tolerancji dla wszystkich stu pięćdziesięciu płci tego świata na sztandarach.
No wiem, znowu jakieś nieznane słowo. Mama, absolwentka polonistyki na KUL, ciągle mnie sztorcuje, że w sposób zbyt skomplikowany piszę dla „pisowskiego ludu”, ale ja czytam uważnie komentarze pod moimi artykułami publikowanymi na portalu Niezależna i widzę, że wszyscy wszystko rozumieją, a jak ktoś nie pojmie z pierwszego podejścia, to przecież ja w gruncie rzeczy piszę wciąż to samo – strzeżmy Polski! – i tylko okoliczności geopolityczne się zmieniają, niestety zgodnie z moimi ostrzeżeniami…