Bruksela otwiera szampana
Otwiera się bardzo interesujący rozdział relacji Polska–Unia Europejska. Zobowiązania przedwyborcze, jakie złożył Donald Tusk, będą więcej niż trudne do spełnienia. Pieniądze z UE miały być „dzień po wyborach”.
Otwiera się bardzo interesujący rozdział relacji Polska–Unia Europejska. Zobowiązania przedwyborcze, jakie złożył Donald Tusk, będą więcej niż trudne do spełnienia. Pieniądze z UE miały być „dzień po wyborach”.
Piosenkarka i aktorka Cher, czyli Cherilyn Sarkisian, zapowiedziała wyjazd z USA, o ile prezydentem zostanie ponownie Donald Trump. Gdy po raz pierwszy republikanin wygrywał wybory, nabawiła się – jak wyznała – wrzodów, bo jest on „pieprzonym zdrajcą”.
Putinowski patriarcha Cyryl powiedział w kazaniu, że „trzeba dziękować Bogu, iż żyjemy w prawdziwie wolnym kraju. Takich krajów naliczyłem tylko pięć, może trochę więcej”. Nie wyjawił, jakie kraje miał na myśli, ale rosyjski opozycyjny politolog Stanisław Biełkowski przyznał, że chodziło o Chiny, Koreę Północną, Kubę i Białoruś.
Aż dziw bierze, z jakim uporem niektóre międzynarodowe środowiska próbują przywrócić do rywalizacji sportowców z Rosji i Białorusi. Po kilku miesiącach od wybuchu inwazji na Ukrainę zabiegi te przypominały delikatne podszczypywanie – a może ich dopuśćmy? Już swoje odcierpieli. Co ma wspólnego sport z polityką? – próbowano przekonywać.
Koalicja Obywatelska z triumfem ogłosiła w social mediach, że od początku nowego roku będzie wypłacane 800+. W dość nowej dla siebie oprawie: z użyciem biało-czerwonych barw. Internauci mało nie zabili śmiechem tego samochwalstwa.
Oskarżany o to, że jego twórczość jest rodzajem eskapizmu, słynny angielski pisarz J.R.R. Tolkien odparł z dumą: „Oczywiście, że to eskapizm i chwała mu! Gdy żołnierz trafia do niewoli, ma obowiązek uciekać z niej i zabrać ze sobą tylu współwięźniów, ilu się uda"
Ile to już razy próbowano wcisnąć nam coś starego i lekko cuchnącego w zupełnie nowym opakowaniu! Metoda stara jak świat. Bo i pokusa odwieczna: zrobić coś z niczego. Wzbogacić się, nie mając grosza. Zagwarantować sobie raj na ziemi.
Dosłownie w odstępie szesnastu minut pojawiły się w mediach dwie informacje. Pierwsza to wypowiedź rzecznika Rady Bezpieczeństwa Narodowego Johna Kirby’ego, który – podkreślając pat między Białym Domem a Kongresem w kwestii budżetu – stwierdził, że USA „nie są w stanie obiecać Ukrainie, że pomoc USA będzie kontynuowana”. Na pocieszenie dodał, że prezydent J. R. Biden jest gotowy do kompromisu z republikańską opozycją, aby przełamać impas wokół pakietu wsparcia dla Ukrainy. Po kilkunastu minutach media informowały, że Izrael po raz pierwszy od napaści Hamasu podjął decyzję o otworzeniu przejścia Kerem Szalom na granicy ze Strefą Gazy. „Times of Israel” stwierdził, że właśnie tam sprawdzane byłyby ciężarówki z pomocą humanitarną.
Niemiecki Instytut Gospodarki Światowej w Kilonii wyliczył, że od sierpnia do października br. zachodnia pomoc wojskowa dla Ukrainy była o 90 proc. niższa niż w analogicznym okresie 2022 r.
Już wiadomo, co planuje przyszła władza w publicznych mediach: odpolitycznienie i oczyszczenie! Jak podała „Gazeta Wyborcza”, w ramach takowego kluczowe stanowisko w nowych władzach TVP „ma dostać Tomasz Sygut”. Skąd przyjdzie owo odpolitycznienie?
W całej Polsce w tych dniach odbędą się uroczystości upamiętniające ofiary stanu wojennego wprowadzonego w 1981 r. przez Jaruzelskiego. Dzień 13 grudnia na trwałe wpisał się na listę narodowej hańby. W Gdańsku jak co roku w tym dniu spotkamy się na mszy św. w kościele św. Brygidy. Uroczystości organizują m.in. Stowarzyszenie Godność, Stowarzyszenie Kibiców Lechii Gdańsk „Lwy Północy” i byli działacze Federacji Młodzieży Walczącej.
Listopad, a zwłaszcza jego druga połowa, to „black weeks”, czas wyprzedaży. Wygląda na to, że ten zwyczaj wszedł do Polski nie tylko na poziomie portali i galerii, lecz także planowanej przez szykującą się do władzy ekipę polityki.
8 grudnia 1943 roku rozpoczęła się walka o San Pietro Infine i Monte Lungo – preludium do bitwy o Monte Cassino. Wchodzimy w okres, który doprowadzi nas już niedługo, za kilka miesięcy, do 80. rocznicy polskiego zwycięstwa pod Monte Cassino.
Jesteśmy dziećmi określonej kultury i epoki. Ale przecież nie jesteśmy jej niewolnikami. Jeśli desakralizacja wkracza również do naszej ojczyzny, jeśli coraz słabiej odczuwamy, że – jak mówi Martin Heidegger – „brak Boga jest właśnie brakiem”, to jednak ten kulturowy fakt nie ma takiej mocy, aby uniemożliwić nam, poszczególnym osobom, żyjącym ciągle jeszcze w katolickim kraju, obudzenie w sobie tęsknoty za Nim.
Po konflikcie o zboże z Ukrainą jest konflikt o tiry. Polscy przewoźnicy blokują przejścia graniczne z Ukrainą i nie przepuszczają samochodów ciężarowych. Domagają się, by Unia Europejska wprowadziła dla ukraińskich firm przewozowych specjalne zezwolenia na przewóz towarów komercyjnych – z wyjątkiem przewozów na potrzeby humanitarne czy armii.
Po ostatnim meczu pucharowym warszawskiej Legii więcej mówiło się o wydarzeniach pozaboiskowych niż o aspektach sportowych. Przed ostatnim spotkaniem w Lidze Konferencji Europy kibice stołecznej drużyny mieli wywołać zamieszki w Birmingham. W wyniku starć zostało aresztowanych 46 fanów z Warszawy. Powodem napięć było niedotrzymanie przez angielski klub umowy, która gwarantuje przyjezdnym kibicom określoną pulę biletów – zgodnie z przepisami UEFA. Zamiast 2100 wejściówek kibice Legii otrzymali jedynie 890 biletów. Czy fani klubu z 38-milionowego kraju są pariasami na Zachodzie?
Progresywni komentatorzy jeszcze niedawno prześcigali się w podkreślaniu, jak ważne są wybory w Polsce dla przyszłości kontynentu lub wręcz całego świata. Nicholas Lokker z „Foreign Policy” stwierdził np., że od tej politycznej batalii zależy przyszłość integracji europejskiej. Cóż, fortuna bywa złośliwa. Wygląda bowiem na to, że już za rok, dwa, zamiast być początkiem dobrej passy, Donald Tusk może stać się żywym reliktem mijającej epoki.
„Druże hej, hej! Tuhaj-bej Rozserdywsia duże. Hej, hej, Tuhaj-bej. Ne serdysia druże!” – śpiewała tłuszcza kozacka na majdanie, gdy dowiedziała się o złym humorze tatarskiego władcy. Scena z „Ogniem i mieczem” przypomniała mi się, gdy przeczytałem, że Donald Tusk jest wściekły na sprawę wiatraków. Tym razem Kozaka z wąsami zagrali dziennikarze Onetu.