„Dekameron”, arcydzieło nowelistyki, zrodził się z zarazy we Florencji (1347); epidemię dżumy w Londynie (1665–1666) wykorzystał literacko Daniel Defoe. Albert Camus w swojej „Dżumie” spotęgował efekt zarazy w algierskim Oranie (95 przypadków w 1944 r.), aby dwa lata po zakończeniu wojny przestrzegać przed recydywą zła. Po Październiku dzieło Camusa przełożyła Joanna Guze (1957), stało się ono lekturą szkolną i nikt nie ukrywał, że godzi ono w realny totalitaryzm. W kulturze zaraza stała się metaforą kary bożej, złego losu, nienawiści i zbrodni, anarchii, kryzysu cywilizacji. Dziś czytamy jedynie, z niewesołą miną, analizy „co będzie z gospodarką?”. To ważne. Ale miałbym też inne pytania. Do kapłanów. Do prawników. Do politologów. Do strażników porządku społecznego. A najlepiej, gdyby ktoś napisał po polsku „Dżumę” naszych czasów.
Zaraza – czyli w istocie co?
W niedzielę późnym wieczorem podawano, że na świecie zarażeniu koronawirusem uległo dotąd 87 tys. ludzi, a ok. 3 tys. chorych zmarło. W latach 1918–1919 hiszpanka (największa pandemia w dziejach) pochłonęła 50 mln ofiar. Czarna śmierć w XIV w. zabiła 2/5 ludności Europy; ziemie polskie miały ucierpieć nieznacznie.