Jerzy Bończak podkreśla, że mniejsza obecność w produkcjach filmowych i serialowych nie oznacza wycofania się z zawodu. Jak zaznacza, większość swojej energii poświęca dziś pracy teatralnej, zarówno na scenie, jak i w reżyserii. – Bardzo dużo pracuję w teatrze, reżyseruję i w większości spektakli, które reżyseruję, również gram – mówi w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Aktor przyznaje, że ma na koncie ponad 100 ról filmowych i serialowych, choć obecnie propozycji jest mniej. – Żałuję. Ale nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Nie tracę nadziei, że będę potrzebny – dodaje. Zwraca uwagę, że widzowie do dziś kojarzą go przede wszystkim z produkcjami sprzed kilkudziesięciu lat, mimo że były to role drugoplanowe.
W rozmowie wraca także do zamiłowania do ról negatywnych, które – jak podkreśla – są aktorsko ciekawsze i dają większe pole do interpretacji. – Staram się znaleźć moment, w którym mógłbym obronić taką postać – zaznacza, podkreślając, że w życiu niewiele spraw jest jednoznacznych.
Bończak szeroko opowiada również o swojej drodze reżyserskiej. Ma na koncie 59 wyreżyserowanych spektakli i zapowiada rozpoczęcie pracy nad kolejnym. Reżyseruje w teatrach w różnych częściach kraju, przyznając, że praca poza Warszawą bywa spokojniejsza i bardziej zdyscyplinowana.
Aktor odnosi się również do planów, które nigdy nie zostały zrealizowane, w tym do pomysłu stworzenia własnego teatru. Z perspektywy czasu ocenia, że rezygnacja z tego przedsięwzięcia mogła okazać się rozsądną decyzją. – Jestem bardzo emocjonalny i podejrzewam, że włożyłbym tyle energii, że nie wiem, czy moje serce by to wytrzymało – mówi.
Bończak wspomina także o swoich dzieciach, które nie zdecydowały się na aktorstwo. Syn wybrał inną drogę zawodową, a córka – choć pracuje przy projektach telewizyjnych – konsekwentnie unika występów przed kamerą i medialnej obecności.
- Kiedyś syn powiedział: „Tyle się musiałeś uczyć i tyle musiałeś przeczytać. Nie chce mi się”. Syn próbował różnych rzeczy, w końcu został trenerem końskim. Córka skończyła dwie uczelnie: psychologię i produkcję w łódzkiej Szkole Filmowej, i pracuje przy różnych projektach telewizyjnych. Nigdy nie ciągnęło jej, żeby wejść przed kamerę, wręcz ją to odrzuca. Kiedy jakaś telewizja śniadaniowa proponuje nagranie z dziećmi, absolutnie się na to nie zgadza
- mówi.