Tak dziś wygląda wybór polityczny w naszym państwie. Gregorczyk-Abram, nowy RPO, jest bowiem człowiekiem z orbity Giertycha. To ona (a to niejedyny zarzuty wobec niej) jest zamieszana w sprawę „grupy wejście”, kryminału związanego z nielegalnym przejęciem mediów publicznych, razem z najbliższym współpracownikiem mecenasa, Ewą Wrzosek. Ostentacja władzy jest w tym przypadku uderzająca. Trudno sobie wyobrazić, co będzie dalej. Giertych jednak zostanie ministrem sprawiedliwości? Wrzosek edukacji? Jachira ministrem spraw wewnętrznych, a Kocjan dostanie funkcję „strażnika uczciwości wyborów”? Żarty na bok. To, co robi obecna władza, jest łatwe do rozszyfrowania. Wybór Gregorczyk-Abram jest i wyrazem strachu uśmiechniętej Polski, i przygotowywaniem się na największą bandyterkę i łamanie prawa tuż przed wyborami. Stąd betonowanie systemu funkcjonariuszami, którzy już pokazali swoją skuteczność, to, że dla Koalicji Obywatelskiej nie cofną się przed niczym. Ludźmi, którzy wiedzą, że przegrana obecnej ekipy to ich koniec, że nie mają czego szukać gdzie indziej. Tacy będą gotowi na wszystko – tak przed wyborami, jak i po nich, zwłaszcza po ewentualnej porażce tej władzy. Miejmy więc nadzieję, że już w tym momencie najważniejsza partia opozycji przygotowuje ekspertyzy prawne, które, kiedy wróci normalność, pozwolą skompromitowaną tak poważnymi oskarżeniami postać natychmiast usunąć z tego ważnego urzędu. Zwłaszcza że powodów do tego jest aż nadto, w tym chęć uratowania chociaż resztek powagi związanej z funkcją rzecznika praw obywatelskich. Niestety obawiam się, że opozycja może być w tym momencie zbyt zajęta awanturą wewnętrzną oraz ściganiem się z Braunem na radykalizm, by zajmować się takimi „błahostkami”...
Uśmiech się zaciska
Głosowanie nad nowym rzecznikiem praw obywatelskich było kolejnym obrazem fundamentalnego pęknięcia naszego państwa. Starciem między Polską Giertycha i jego ludzi a Polską Borowskiego oraz jego przyjaciół.