Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski
20.01.2026 11:30

Państwo Tuska przeciw prawu do obrony

W ubiegłym tygodniu polską polityką wstrząsnęła informacja o uzyskaniu przez Zbigniewa Ziobrę azylu politycznego na Węgrzech. Większość mediów podkreśla przy tym, że nastroje społeczne wokół wyjazdu Ziobry są dla byłego ministra sprawiedliwości niekorzystne – jednak każdego dnia działania władz dają byłemu ministrowi i jego obronie mocne argumenty. Tym bardziej że rząd atakuje bezpardonowo już nie tylko polityków opozycji, lecz także mecenasów.

Rozmawiając o wizerunkowych konsekwencjach decyzji Zbigniewa Ziobry, trzeba pamiętać, że nieobecność posądzanego o absurdalne czyny (przypomnijmy, że do „przewin” byłego ministra zaliczono między innymi remont pomieszczeń prokuratury, która dziś prowadzi przeciwko niemu postępowanie) uderza również coraz mocniej w ministra Waldemara Żurka i premiera Donalda Tuska. Polityczna żądza zemsty wobec chyba najbardziej znienawidzonego przez nich polityka Zjednoczonej Prawicy miała zostać nakarmiona szybko i spektakularnie zdjęciami Ziobry z aresztu, policyjnych transportów, być może w kajdankach zespolonych. Tak się nie stało. Dramatyczna walka z chorobą, przez politycznych przeciwników zresztą kwestionowaną, opóźniła działania władz wobec Ziobry. 

Dylemat Ziobry i przestrogi

W walce z byłym liderem Suwerennej Polski nie pomogło też ludziom Tuska obsadzenie zajmującej się sprawą Pegasusa komisji wyjątkowo niekompetentnymi działaczami partyjnymi, którzy przed konfrontacją ze Zbigniewem Ziobrą tak naprawdę uciekali i przegrywali każde starcie zarówno z nim, jak i wszystkimi innymi przesłuchiwanymi przez siebie osobami, związanymi z obecną opozycją. Komisja, w której zasiadają takie figury jak Magdalena Sroka, Tomasz Trela i Witold Zembaczyński, została całkowicie ośmieszona już wcześniej przez Jarosława Kaczyńskiego. Również z punktu widzenia władzy działanie tego ciała należy uznać za najbardziej niefortunne z trzech powołanych do politycznych rozliczeń sejmowych komisji specjalnych. Tu nie udało się wykreować żadnej gwiazdy nawet na użytek własnego elektoratu.

Decyzja Ziobry o pozostaniu na Węgrzech w warunkach normalnie funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości byłaby dużo łatwiejsza do oceny. Były minister sprawiedliwości przez część obozu Zjednoczonej Prawicy uważany jest często za współwinnego wyborczej porażki, ponieważ głosząc radykalne tezy i postulaty, zaostrzył jedynie szkodzące PiS konflikty społeczne, nie mogąc jednocześnie przeforsować przygotowywanych przez siebie zmian. Ocena reform wymiaru sprawiedliwości jest tu jednak wątkiem pobocznym – ograniczę się tylko do stwierdzenia, że za trafnymi diagnozami nie zawsze szły najlepsze z możliwych rozwiązań, co zresztą jest stałą bolączką zarówno polskiej publicystyki, jak i polityki. Ziobro, kreujący się przez lata na polityka niezłomnego i bezkompromisowego, powinien poddać się śledztwu i poradzić sobie z wymiarem sprawiedliwości Waldemara Żurka i Donalda Tuska nie gorzej niż z komisją Magdaleny Sroki. Jednak w momencie podejmowania trudnej na pewno decyzji wiedział już nie tylko o swojej chorobie, lecz także o tym, jak instytucje państwa obeszły się z księdzem Michałem Olszewskim i byłymi urzędniczkami Ministerstwa Sprawiedliwości, docierać też musiały do niego sygnały o utrudnianiu leczenia osadzonych, mogącym skutkować trwałą utratą zdrowia. Tego typu praktyki opisywane były na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” wielokrotnie. Los Barbary Skrzypek, niezależnie od tego, co faktycznie wydarzyło się podczas przesłuchania na kilka dni przed jej śmiercią, musi być także przestrogą. 

Rozliczenia frustrują silnych razem

Ziobrę atakują więc wciąż politycy koalicji rządzącej, nie sprzyja mu duża część opinii publicznej, a z kolegów partyjnych jednoznacznie kibicują mu wyłącznie ci, którzy do PiS weszli w chwili połączenia partii Jarosława Kaczyńskiego z Suwerenną Polską. Jednak wiele wydarzeń z ostatnich tylko dni każe zastanowić się kolejny raz nad racjonalnością takiego postępowania. Jeśli ktoś chciałby wierzyć, że Ziobro ma szansę na uczciwy proces lub – w gorszym razie – proces, w którym nieuczciwe praktyki państwa i stronniczość wymiaru sprawiedliwości zrównoważy fachowa i błyskotliwa obrona, powinien już na dobre pozbyć się tych złudzeń. Od początku roku w procesach politycznych wydarzyło się bowiem bardzo wiele. Widzimy przykłady ręcznego sterowania sądami, kluczowymi dla spraw z udziałem polityków. Byliśmy świadkami odwołania sędziego, który ośmielił się zakwestionować zasadność wydania za Marcinem Romanowskim europejskiego nakazu aresztowania, co uznane zostało za jedną z bardziej dotkliwych porażek ekipy Żurka. 

Jednak nawet to nie pomogło, ponieważ druga strona zakwestionowała nowy skład sądu i sprawa została opóźniona o kilka tygodni. Wciąż nie wszystko zależy od ministra i jego zaufanych ludzi. Wystarczy poczytać komentarze na portalu X lub posłuchać, co mają do powiedzenia najtwardsi i najbardziej fanatyczni sympatycy rządu nagrywający wideofelietony na YouTubie, by wiedzieć, że ta sytuacja jest dla nich szalenie frustrująca. Jeszcze nie dojrzeli oni do poddania Żurka takiej samej krytyce, z jaką pod koniec urzędowania spotykał się Adam Bodnar, winnych szukają wśród domniemanych ludzi poprzedników Żurka w sądach i prokuraturze, emocja jest jednak wyraźna i dla władzy niekorzystna. 

Uderzenie w mecenasa Ziobry

I w tej właśnie sytuacji, a nie tylko w prymitywnej politycznej zemście, należy szukać źródeł kolejnej odsłony tego samego dramatu. Niemal w tym samym czasie, gdy dowiedzieliśmy się o sterowaniu składem sądu w sprawie Ziobry (rezygnacja z losowania i przydzielenie sprawy sędzi z Iustitii), odmówieniu obronie prawa do dostępu do korzystnych dla oskarżonego dowodów, lecz również prawdopodobnym bezpodstawnym, ręcznym wyznaczeniu ławników przez sędzię w zbliżającej się rozprawie ks. Olszewskiego, doszło o bezprecedensowego ataku na adwokata Bartosza Lewandowskiego, zajmującego się obroną posłów Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Rzecznik rządu Adam Szłapka zaatakował mecenasa manipulacją, że jego kancelaria umieszczona jest na stronie ambasady Rosji jako jedna z tych placówek, do której zwracać mogą się o pomoc prawną obywatele tego państwa. Wpis ten dokonany został bez wiedzy kancelarii, zapewne na podstawie dostępnej informacji o znajomości rosyjskiego wśród pracowników. Jest to jeden niewielu chyba przykładów, gdy Rosjanie realizują standardowe obowiązki wobec swoich obywateli, typowe dla służby dyplomatycznej. Wykorzystanie tego do ataku na Romanowskiego, mającego wywołać w opinii publicznej skojarzenie prawnika z uważanym powszechnie za wrogie Polsce i bandyckie państwo, to działanie z arsenału środków wykorzystywanych do obrzydzania opinii publicznej przeciwników politycznych w czasach stalinowskich, gdy każdego „wroga władzy ludowej” mianowano w propagandzie agentem imperializmu lub niemieckiego rewanżyzmu. 

Mecenas Lewandowski zapowiada wejście na drogę sądową. Już w sprawie ks. Olszewskiego broniący go prawnicy, a zwłaszcza mecenas Krzysztof Wąsowicz, poddawani byli rozmaitym szykanom, mającym na celu utrudnienie lub wręcz uniemożliwienie obrony klientów. W pamiętnym przesłuchaniu Barbary Skrzypek adwokat w ogóle nie wziął udziału, gdyż wystarczyło, że prokurator Ewa Wrzosek uznała jego obecność za „zbędną”. Kilka dni temu bez udziału prawników i rodziców policja próbowała przesłuchiwać uczniów w sprawie usunięcia krzyża ze szkoły w Kielnie. Dzisiejsza administracja państwa nie tylko prześladuje swoich przeciwników politycznych, lecz również stara się pozbawić ich należnego we współczesnej cywilizacji prawa do obrony. 
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane