Jego refleksje bywają, z rozmaitych przyczyn, dość często niezbyt poukładane i aż zanadto pourywane, polemika zaś z nim okazuje się niemożliwa, bo albo adwersarzy blokuje, albo każdego, kto ma inną opinię niż on, wyzywa od „banderowskich psów”. Ewentualnie od „banderowskich podpasek”. Przy okazji opisywanej tu erupcji intelektu Gadowskiego skrytykowano także Muchę za jego negatywną ocenę artystycznej jakości Pomnika Rzeź Wołyńska dłuta Pityńskiego. Opinia redaktora także okazała się „banderowska”. Oczywiście każdy ma prawo do swojej oceny danego dzieła. Osobiście w pełni zgadzam się z redaktorem, uznając to za formę prymitywnej pornografii przemocy.
Istotne jest jednak co innego. Pozwalam sobie opisywać tę sytuację, ponieważ idealnie pokazuje ona, jak pod przykrywką „walki o Wołyń” rozgrywa się zupełnie inne kwestie, zaś samą pamięć o tym ludobójstwie ośmiesza. W świecie, w którym sam fakt skrytykowania jakieś inicjatywy powiązanej z Wołyniem okazuje się asumptem do oskarżeń o zdradę, gorszy pieniądz wyprze ten lepszy, i to błyskawicznie.
Opowieść o tej zbrodni stanie się plebiscytem na to, kto najbardziej wrzeszczy, nieważne jak głupio. Festiwalem groteski i tanich chwytów rodem z horrorów. Zresztą już mieliśmy z tym do czynienia – podczas Marszu Wołyńskiego w Warszawie jeden z jego uczestników paradował z doczepioną do pleców sztuczną siekierą. Nawet jeśli intencje przebranego mężczyzny były szczere, w co wierzę, jest to kostium, który pasuje na Halloween, a nie do jakichkolwiek obchodów. Jedno jest więc pewne. Jeśli twarzami „pamięci o Wołyniu” będą człowiek ze sztuczną siekierą w plecach czy Gadowski wołający o „banderowskich podpaskach”, to Zełenski i Wiatrowycz będą zachwyceni.