Tymczasem nikt o to nie dba. Ważna jest zadyma, wykrzyczenie wulgarnych haseł bez treści i, jeśli się uda, zdewastowanie kościołów. Nawet to bym przełknął, bo taka jest demokracja, ale nie sposób nie zauważyć, że wszystko to bazuje na zmianie znaczeń. Wojnę i agresję nazywa się pokojowymi protestami. Ci sami ludzie, którzy oburzają się na malowanie po synagogach, teraz kibicują ludziom dewastującym pomniki i świątynie. Zabójstwo dzieci nienarodzonych nazywa się wyborem, a negowanie faktu, którym jest powstanie nowego życia, to dla lewicowego aktywisty tolerancja. Gubię się w tym wszystkim i zastanawiam się, jak oni sobie z tym oderwaniem od faktów radzą. Pewnie tak, jak bohater „Zapisków oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego, który mawiał: „Polityka to delikatna sprawa i bez przeczytania »Prawdy« albo »Izwiestii« trudno zrozumieć, co rzeczywiście na świecie dzieje się”.
Neobolszewizm
Dzięki zaangażowaniu lewicy w proaborcyjne protesty z pewnością jesteśmy w stanie w drugiej fali pandemii pobić rekordy zarażeń Europy Zachodniej. Na piątek wszelkiej maści aktywiści mają zjechać do Warszawy, aby wyrazić swój sprzeciw. Nie mam nic przeciwko, ale każdy protest można zorganizować bezpiecznie.