W Polsacie News na pytanie dziennikarza o to, które miasta w Polsce mają obronę przeciwrakietową, wiceszef Agencji Uzbrojenia gen. bryg. Michał Marciniak odpowiedział z rozbrajającą szczerością: żadne. Film z generałem obiegł media społecznościowe. Jednak wojskowy sprecyzował, że wynika to z prostego faktu – braku rozstawienia stacjonarnych zestawów bojowych wokół miast, który wynika z tego, że funkcjonujemy w czasie pokoju. Obecnie nie jesteśmy w stanie obronić większości strategicznych punktów, lecz nasza tarcza antyrakietowa będzie gotowa między 2030 a 2035 r.
Szczerość generała
Tłumaczenia nie rozwiewają jednak mocnych wątpliwości. Wypowiedź medialna wywołała poruszenie w Ministerstwie Obrony Narodowej. MON wydał natychmiastowe sprostowanie, wskazując, że Polska dysponuje wielowarstwową tarczą powietrzną, a jej użycie ma charakter całościowy i manewrowy. Obecnie nie jest potrzebne rozlokowanie jej poszczególnych elementów. Minister resortu Władysław Kosiniak-Kamysz zwołał konferencję prasową w Płocku, gdzie filmował się na tle zestawów Patriot, załatwionych przez poprzedni rząd, które zapewne chroniły rafinerię koncernu Orlen. Miejmy nadzieję, że nie zdradził przy tym rzeczywistych pozycji zajmowanych przez te wyrzutnie.
Do sprawy odniósł się także były minister obrony Mariusz Błaszczak. Poseł PiS zarzucił obecnemu kierownictwu MON wycofanie obrony przeciwrakietowej ze stolicy, przypominając, że za jego kadencji podjęto decyzję o uruchomieniu stałej obrony Warszawy ze względu na zagrożenie ze strony Rosji. Opinia publiczna ma święte prawo być zaniepokojona takimi komunikatami ze strony władz. Jako obywatele chcielibyśmy wiedzieć, czy możemy czuć się bezpiecznie. Czy Polska przetrwałaby „deszcz” balistyczny, jaki Rosja funduje codziennie Ukrainie? Dotychczasowe doświadczenia mogą temu przeczyć. W listopadzie 2022 r. ukraiński pocisk systemu S-300 zabił dwie osoby w podlubelskim Przewodowie. W połowie grudnia tego samego roku w lasach pod Bydgoszczą odnaleziono rosyjskich pocisk manewrujący Ch-55 bez głowicy bojowej, który przeleciał sobie nad Polską jak cywilny samolot. W marcu 2024 r. rosyjska rakieta lecąca z prędkością 800 km/h przez blisko minutę znajdowała się w rodzimej przestrzeni powietrznej i zawróciła. W lipcu tego roku w miejscowości Tarnawa-Kolonia rozbiła się kolejna rosyjska rakieta Ch-101 – tym razem uzbrojona. Systemy ostrzegawcze zareagowały dopiero po fakcie.
Polska żelazna kopuła to melodia przyszłości
Powyższe fakty każą zadać pytanie, na ile jesteśmy chronieni, i czy to, co budujemy, będzie chroniło polskich obywateli. Oczywiście nie jest możliwe zbudowanie takiego systemu, który pokryje swoim zasięgiem cały kraj. Obrona przeciwlotnicza jest dostosowywana do konkretnych sytuacji. Rozmieszczanie jej obecnie w pełnym zakresie jest oczywiście nieracjonalne. Polska od lat buduje własne, niezależne zdolności obrony przeciwrakietowej i przeciwdronowej. Nasz system – jeden z najnowocześniejszych na świecie – opiera się na trójwarstwowej, w pełni zintegrowanej architekturze rażenia, przechwytującej wszelkiego rodzaju zagrożenia z powietrza.
Pierwsza warstwa – średniego zasięgu, nazwana Programem Wisła – uwzględnia zwalczanie taktycznych rakiet balistycznych typu Iskander-M. Opiera się na wyrzutniach Patriot i pociskach, o które tak bardzo zabiega teraz Ukraina. System ten jest zintegrowany z amerykańskim systemem zintegrowanego dowodzenia, który umożliwia wyeliminowanie martwych punktów obserwacji. Program Narew odpowiada za warstwę krótkiego zasięgu i jest uważany za najistotniejszy. Odpowiada on za zwalczanie pocisków manewrujących i dronów na dystansie 25–45 km. Ów system bazuje na wyrzutniach iLauncher oraz brytyjskich pociskach CAMM. Z kolei programy Pilica i Pilica+ to warstwa bezpośredniej obrony punktowej przed nisko lecącymi pociskami. Opiera się na armatach i zestawach Piorun.
Obecnie, na bazie doświadczeń zaczerpniętych z wojny na Ukrainie, budowany jest system obrony antydronowej w ramach programu SAN. Drony są stosunkowo tanie i nie ma sensu zbijać ich drogimi zestawami za miliony dolarów. Dlatego szukamy bardziej ekonomicznych alternatyw. Struktura SAN opiera się na 18 bateriach i 70 plutonach, które dysponują ponad 700 pojazdami wojskowymi. Będą mogły być rozmieszczane w zależności od potrzeb. Drony będą strącane karabinami, armatami, pociskami rakietowymi mniejszego kalibru, innymi dronami, a także środkami walki radioelektronicznej. Na terytorium kraju są ponadto rozmieszczone jednostki 3 Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej, w której skład wchodzą dywizjony chroniące stolicę, Wybrzeże, Śląsk, zachodnią Polskę, Bramę Podlaską i centrum kraju. Wojska rakietowe stacjonują m.in. w Gdyni, Bytomiu, Sochaczewie, Elblągu czy Jarosławiu.
Niezależnie od działań lokalnych obrona przeciwlotnicza budowana jest przez NATO oraz sojuszników europejskich. Nasz kraj nie bierze udziału w Inicjatywie Europejskiej Tarczy Powietrznej, choć premier Donald Tusk zapowiadał przystąpienie do programu i zintegrowanie go z krajowymi rozwiązaniami. Dużym zabezpieczeniem jest obecność w naszym kraju sojuszniczych zestawów Patriot, chroniących lotnisko w Rzeszowie-Jasionce. Sojusznicze wojska strzegą także naszego nieba. Innym elementem infrastruktury NATO jest amerykańska baza w Redzikowie. Chroni ona USA i sojuszników przed rakietami balistycznymi dalekiego zasięgu.
Doświadczenia Ukrainy
Wojna na Ukrainie pokazuje, jak szybko ewoluuje pole walki. Obecny konflikt to głównie wojna dronowa. Bezzałogowce wspierają wojnę pozycyjną. Potrafią także niszczyć cele dalekiego zasięgu. Są tańsze od głowic balistycznych i trudno wykrywalne dla radarów. Ukraina codziennie jest zasypywane deszczem rakiet i bezzałogowców. Dlatego ukraińskie siły powietrzne mają wielowarstwowy system obrony.
Jego najsłabszym ogniwem jest przechwytywanie pocisków balistycznych i hipersonicznych. Do tego celu wykorzystywane są amerykańskie Patrioty i francusko-włoskie zestawy SAMP/T. Brakuje jednak dostępności pocisków i obecnie znajdują się one na wyczerpaniu. Do neutralizacji pocisków manewrujących Ch-101 czy Kalibr stosowane są wyrzutnie NASAMS oraz niemieckie IRIS-T. Służą przede wszystkim do obrony miast oraz infrastruktury krytycznej. Natomiast za zestrzeliwanie dronów kamikadze, Shahedów i Gerani odpowiadają mobilne grupy uderzeniowe, poruszające się samochodami terenowymi, wyposażone w wielkokalibrowe karabiny maszynowe czy ręczne zestawy ziemia-powietrze typu Piorun czy Stinger. Drony zestrzeliwane są także przez systemy artyleryjskiej czy działa przeciwlotnicze. Istotnym punktem obrony są także systemy walki radioelektronicznej.
Ukraińcy wdrożyli system zagłuszania nawigacji satelitarnej, emitujący fałszywe sygnały GPS, wskutek czego kamikadze tracą orientację w terenie, a ich eksplozje przenoszone są na tereny neutralne. Z tych doświadczeń powinniśmy skorzystać w szczególności, zwłaszcza po informacjach, że Rosja buduje bazy do wystrzeliwania dronów blisko naszych granic. Do chwili pierwszego ataku mamy czas, aby wdrożyć system, pod którego parasolem będziemy czuli się bezpieczni. Do czasu wdrożenia pełnego systemu polskiej żelaznej kopuły, czyli do roku 2035, znajdujemy się w okresie przejściowym. Dlatego pierwsze, na czym powinniśmy się skupić, to obrona antydronowa – tworzenie systemu SAN oraz ochrona kluczowych elementów infrastruktury krytycznej bateriami Patriot.