W 1987 r. Kaczmarski napisał utwór „Witkacy do kraju wraca” o groteskowym pogrzebie Witkacego z udziałem sekretarza PZPR w Zakopanem (opisuje go Joanna Siedlecka w książce „Mahatma Witkac”).
Patrząc na prezentację Koalicji Europejskiej, zobaczyłem odkopanych przez Schetynę trzech sekretarzy z końcówki komuny, jakby wyjętych z piosenek Kaczmarskiego: I sekretarza KW PZPR w Skierniewicach Leszka Millera, sekretarza PZPR na Uniwersytecie Warszawskim Włodzimierza Cimoszewicza i sekretarza PZPR na Uniwersytecie Łódzkim Marka Belkę.
Nie spieram się o chrzest Kaczmarskiego na łożu śmierci, raczej głoszę nieortodoksyjną i nienową tezę, że prawdziwa poezja ma moc zbawiania. Ale wiem na pewno, co krzyknąłby, widząc tych trzech Europejczyków – „Jezus, Maria!”.