Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Piotr Lisiewicz,
04.02.2019 08:03

Mandelsztam, Witkacy, Schetyna

W 1987 r. Jacek Kaczmarski napisał piosenkę „Zmartwychwstanie Mandelsztama”. Relacjonował w niej trudne zadanie sekretarzy partii, którzy tłumaczyli wówczas rehabilitację zmarłego w łagrze poety: „Po Archipelagu krąży dziwna fama, że mają wydawać Ośkę Mandelsztama \ Dziwi się bezmiernie urzędnik nalany: Jakże go wydawać? On dawno wydany! \ Tłumaczy sekretarz nowy ciężar słowa: Dziś wydawać« znaczy tyle, co »drukować«”.

W 1987 r. Kaczmarski napisał utwór „Witkacy do kraju wraca” o groteskowym pogrzebie Witkacego z udziałem sekretarza PZPR w Zakopanem (opisuje go Joanna Siedlecka w książce „Mahatma Witkac”).

Patrząc na prezentację Koalicji Europejskiej, zobaczyłem odkopanych przez Schetynę trzech sekretarzy z końcówki komuny, jakby wyjętych z piosenek Kaczmarskiego: I sekretarza KW PZPR w Skierniewicach Leszka Millera, sekretarza PZPR na Uniwersytecie Warszawskim Włodzimierza Cimoszewicza i sekretarza PZPR na Uniwersytecie Łódzkim Marka Belkę.

Nie spieram się o chrzest Kaczmarskiego na łożu śmierci, raczej głoszę nieortodoksyjną i nienową tezę, że prawdziwa poezja ma moc zbawiania. Ale wiem na pewno, co krzyknąłby, widząc tych trzech Europejczyków – „Jezus, Maria!”.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane