Ktoś może stwierdzić, że nie ma w tym nic dziwnego, że Tusk w ten sposób się usprawiedliwia, co właściwie innego może zrobić. Dowcip polega jednak na tym, że w ten sam sposób Tusk reklamuje swoje „sukcesy”. Idealnym przykładem jest SAFE. Tu ponownie mieliśmy do czynienia z ustaleniami „europejskich możnych”, do których łaskawie dopuszczono polskiego premiera, który „załatwił nam miliard”.
Zauważmy, że clou pozostaje takie samo – Polska jest przedmiotem pewnych potężnych procesów, nigdy ich współtwórcą. Możemy tylko liczyć na to, że w jakimś stopniu opłacą się nam one lub że uda się uniknąć związanych z nimi kosztów, jednak jest to uzależnione nie od państwa, naszych instytucji czy społeczeństwa, lecz od osobistych kontaktów Tuska. Mamy tu do czynienia z oczywistym budowaniem prymitywnego kultu wodza. Jednak jeszcze istotniejsze i niebezpieczniejsze jest wspomniane zaszczepianie fatalizmu. Polacy mają być przekonani, że nic od nich nie zależy, że są zdani na łaskę ważniejszych, na to, co spadnie z ich stołu. Nie ma się więc co wychylać, podskakiwać, bo możemy jeszcze bardziej oberwać. Tego typu przekonanie o własnym imposybilizmie jest dla wspólnoty destrukcyjne, prowadzi bowiem do zakwestionowania sensu jakiejkolwiek aktywności obywatelskiej. To nie my bowiem decydujemy o stanie własnego państwa, o jakości jego instytucji etc. Co więcej, wspomniany fatalizm każe też nienawidzić tych, którzy chcą społeczeństwo wyrwać z marazmu, są oni bowiem niebezpieczni, mogą sprowadzić na nas „karę”. Przepojone tego typu imposybilizmem społeczeństwo staje się więc zbiorowiskiem leniwych tchórzy. I o takiej właśnie Polsce marzą dziś Tusk oraz jego media.
Jak zmienił się głód wśród dzieci. Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej": Wracamy do szczawiu i mirabelek?
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) June 23, 2026
Czytaj » https://t.co/XEYpuBMLYH#GazetaPolska
Prenumerata » https://t.co/P6zoug8Eh6 pic.twitter.com/aH3jIT4uxT