Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
26.08.2026 13:00

Dorwać Trumpa, czyli demokraci zapowiadają zemstę

Przewodniczący Republikańskiego Komitetu Narodowego (RNC) Joe Gruters twierdzi, że jego partia przełamie historyczny schemat, zgodnie z którym ugrupowanie sprawujące władzę traci ją w wyborach środka kadencji. – Jestem optymistą, gdyż ludzie rozumieją, że zdrowy rozsądek i nadzieja na realizację amerykańskiego snu są tysiąc razy lepsze niż nędza i rozpacz, do których chcą nas doprowadzić demokraci swoją socjalistyczną polityką oraz pozwalaniem, by dziesiątki milionów osób niebędących obywatelami zalewały nasze granice, bez jakiegokolwiek systemu opartego na kryteriach merytorycznych – mówi. Biorąc pod uwagę niewielką, czteromiejscową większość republikanów w Izbie Reprezentantów i malejące poparcie dla Donalda Trumpa, demokraci spodziewają się zwycięstwa.

Ostatni raz partia urzędującego prezydenta utrzymała kontrolę nad Senatem i Izbą Reprezentantów w wyborach w połowie kadencji w 2002 r. – udało się to republikanom niespełna dwa lata po rozpoczęciu pierwszej kadencji George’a W. Busha. W obliczu wojny z Iranem oraz rosnących obaw obywateli o koszty życia w większości badań wskaźnik poparcia dla prezydenta spada. Z niedawnego sondażu przeprowadzonego przez „The Economist” i YouGov wynika, że 33 proc. respondentów pozytywnie ocenia sposób, w jaki Trump sprawuje urząd. Przeciwnego zdania było 62 proc. ankietowanych. Poparcie dla prezydenta USA jest oczywiście w dużej mierze uzależnione od przynależności partyjnej: działania Trumpa pozytywnie oceniło 79 proc. wyborców Partii Republikańskiej i zaledwie 4 proc. elektoratu Partii Demokratycznej. Najbliższe wybory pokażą, czy będziemy mieli kontynuację jego polityki, czy też nastąpi paraliż poczynań Białego Domu, łącznie z próbami impeachmentu prezydenta. 

Dziedzictwo Trumpa stawką wyborów

Przejmując kontrolę nad Kongresem, a przynajmniej jedną izbą, demokraci będą blokować nie tylko decyzje prezydenta, ale za wszelką cenę będą chcieli też uprzykrzyć mu życie serią przesłuchań, śledztw i oskarżeń. A dotyczyć one będą nie tylko samego prezydenta, ale również jego politycznego otoczenia, w tym członków najbliższej rodziny. Próby usunięcia go z urzędu poprzez impeachment nie powiodą się, ale mogą napsuć wiele krwi. 

Bill O’Reilly, konserwatywny komentator polityczny i przyjaciel Trumpa, wprost głosi, że od tego, czy republikanie utrzymają w listopadzie kontrolę nad przynajmniej jedną izbą Kongresu, zależało będzie całe dziedzictwo prezydenta i ocena jego spuścizny. Dodaje, że zwycięstwo demokratów na obu frontach wywoła falę wściekłych ataków na Trumpa i całkowicie zahamuje realizację jego programu. O szykowanych agresywnych działaniach ze strony demokratów słyszymy już od dawna i nie będą one podejmowane w białych rękawiczkach.

– Jeśli demokraci wygrają wybory do Senatu i Izby Reprezentantów, to będzie to koniec dla prezydenta Trumpa. To po prostu koniec – nie pozostawia złudzeń O’Reilly. – Bo rozpoczną procedurę impeachmentu, będą go pozywać, co chwilę będzie pojawiać się coś nowego i nic nie zostanie uchwalone. Absolutnie nic – zaznaczył. – Czekają nas więc dwa lata pod hasłem „dorwać Trumpa”. Tak właśnie się stanie; tego chcą media i tego chce Partia Demokratyczna. Partia Demokratyczna nie będzie robić nic poza atakowaniem Trumpa – kreśli pesymistyczny scenariusz dla środowisk konserwatywnych w Stanach Zjednoczonych.

O’Reilly uważa, że republikanie muszą się skoncentrować na dwóch kwestiach istotnych dla wyborców: sprawie Iranu oraz kosztach utrzymania. – Obecnie mamy nierozwiązaną kwestię Iranu i wysokie ceny dla konsumentów – może nie astronomiczne, ale wysokie, co budzi niezadowolenie ludzi – wyjaśnił. 

O tym, że demokraci rozpoczną impeachment, przekonany jest lider większości w Izbie Reprezentantów Steve Scalise (republikanin z Luizjany). – Demokraci nawet się z tym nie kryją. Mówią wprost, co zamierzają zrobić. Postawią prezydenta w stan oskarżenia już pierwszego dnia – prognozował. Scalise dodał, że inicjatywę tę napędza skrajna lewica wewnątrz partii, podczas gdy jej kierownictwo zachowuje w tej sprawie milczenie. 

Od czasu powrotu Trumpa na urząd prezydenta w styczniu 2025 r. już trzech demokratów złożyło wnioski o impeachment: członkowie Izby Reprezentantów Shri Thanedar z Michigan, Al Green z Teksasu oraz John Larson z Connecticut. Co ciekawe, wszyscy trzej przegrali tegoroczne prawybory, choć – jak się wydaje – nie z powodu promowania impeachmentu wobec prezydenta. Demokraci także dwukrotnie wszczynali procedurę usunięcia z urzędu Trumpa w czasie jego pierwszej kadencji, gdy sprawowali kontrolę nad Izbą Reprezentantów, jednak obie próby zakończyły się niepowodzeniem w Senacie.

Trwają przygotowania

Media coraz częściej informują, że demokraci zdążyli przygotować obszerną listę dochodzeń, które zamierzają wszcząć przeciwko prezydentowi, jego rodzinie i jego administracji. Kongresmeni Robert Garcia (demokrata z Kalifornii) i Jamie Raskin (demokrata z Maryland) – którzy w przypadku odzyskania przez Partię Demokratyczną kontroli nad Izbą stanęliby na czele odpowiednio Komisji Nadzoru oraz Komisji Sądownictwa – niezwłocznie planują wykorzystać swoje stanowiska do zbadania takich spraw jak odrzutowiec przekazany przez Katar z przeznaczeniem na maszynę typu Air Force One czy interesy rodziny Trumpa związane z kryptowalutami.

Garcia i Raskin sugerują, że dysponują długą listą urzędników administracji, których działania chcą sprawdzić i których ewentualnie zamierzają wezwać przed swoje komisje. Obaj jednak podkreślają, że zamierzają skupić się przede wszystkim na samym Trumpie. – W idealnym scenariuszu chodzi o synów prezydenta, samego prezydenta i jego rodzinę – stwierdził Garcia. Polityk chciałby przesłuchać szefową personelu Białego Domu Susie Wiles, zastępcę szefa personelu Stephena Millera oraz zięcia i doradcę Trumpa Jareda Kushnera.
Oprócz kryptowalut i katarskiego odrzutowca Garcia zapowiedział zbadanie rzekomych kontraktów federalnych przyznanych członkom rodziny Trumpa oraz serii ułaskawień, jakich prezydent dokonał na początku drugiej kadencji. Raskin – który brał udział w pierwszej procedurze impeachmentu Trumpa i pełnił funkcję głównego przedstawiciela Izby (tzw. menedżera) podczas drugiego impeachmentu – zapowiedział, że skupi się na zjawiskach, które określił mianem „wzbogacania się Trumpa i jego rodziny, niedozwolonych zagranicznych wpływów na amerykańskie instytucje oraz rosnących tendencji autorytarnych w rządzie”. – Przyjrzymy się mechanizmom łapówkarstwa, nielegalnym prowizjom i korupcji finansowej, a także możliwościom odzyskania środków i zadośćuczynienia na rzecz społeczeństwa amerykańskiego – odgrażał się Raskin. Ma to być „priorytet numer jeden”. 

Choć brzmi to groźnie, to przy szacowanym rozkładzie sił w Senacie skuteczna próba usunięcia prezydenta jest niemożliwa. Aby uznać prezydenta za winnego i usunąć go z urzędu, konstytucja wymaga, by dwie trzecie obecnych senatorów zagłosowało za uznaniem „za” w odniesieniu do co najmniej jednego punktu aktu oskarżenia. Przy obecności wszystkich 100 senatorów oznacza to konieczność uzyskania 67 głosów; jeśli jednak obecnych jest mniej senatorów, próg ten ulega odpowiedniej zmianie (np. 47 głosów, gdy obecnych jest tylko 70 senatorów). Tak się nie stanie, ale zamieszanie może być spore i zupełnie niepotrzebne Ameryce. 

Z nowego sondażu Emerson College/The Hill wynika, że w ogólnokrajowym zestawieniu preferencji wyborczych do Kongresu republikanie tracą do demokratów blisko 8 pkt proc. Badanie wykazało, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj, 50,7 proc. prawdopodobnych wyborców poparłoby demokratów, a 43 proc. – republikanów. Demokraci potrzebują zyskania zaledwie trzech mandatów w Izbie Reprezentantów, aby uzyskać w niej większość, oraz czterech miejsc w Senacie, by przejąć kontrolę nad izbą wyższą. Zapowiadają się ciekawe miesiące. Gra toczy się o poważną stawkę.

 

NAJNOWSZE