I na tym koniec, bo właśnie został odsunięty od prowadzenia wspomnianej audycji będącej podsumowaniem najważniejszych informacji tygodnia. Budował w umysłach Rosjan obraz oblężonej twierdzy i imperialnej potęgi. Grzmiał o setkach głowic nuklearnych, które miały rozerwać Zachód na strzępy. Jako powód zmiany prowadzącego podano spadającą oglądalność. Oznacza to, że Kreml jest wyraźnie niezadowolony z efektów telewizyjnego prania mózgów, bo zmęczone wojną społeczeństwo najwyraźniej przestało reagować na stare sztuczki. Na placu boju wciąż tkwi Władimir Sołowjow. Seanse nienawiści i wojenne wizje w wieczornym programie opatrzonym jego nazwiskiem jeszcze się ostały, a on sam jest mocnym przekaźnikiem putinowskiej propagandy. Strącenie Kisielowa potwierdza jednak, że nawet wewnątrz „jądra ciemności” nie ma ludzi nietykalnych. Gdy spada skuteczność manipulacji, reżim bez wahania zaczyna zżerać własnych akolitów.