To dowód, że polityczna rywalizacja w PO nie została zawieszona w czasie tragicznych wydarzeń. Odwrotnie, zarówno Tusk, jak i Schetyna uznali ją za moment, który może być w niej rozstrzygający. I opinia większości Polaków stała się dla nich mniej ważna niż oddziaływanie na twardy elektorat PO, który zdecyduje o owym przywództwie. Zaczął Tusk, który ogłosił: „Obronimy nasz Gdańsk, nasz kraj i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą”. Schetyna poczuł się zepchnięty do głębokiej defensywy. To przecież on, marginalizując ludzi Tuska w PO, zdecydował, że w związku z kłopotami z prawem Adamowicz nie będzie kandydatem PO na prezydenta Gdańska. Przewaga psychologiczna Tuska zarysowała się jasno. I dlatego Schetyna postanowił przebić Tuska w agresji, nawet za cenę osłabienia przekazu własnej partii o walce z hejtem.
Brudna wojna
„To nie jest wezwanie do mnie, ale do tych, którzy spowodowali tę sytuację” – tak Grzegorz Schetyna skomentował w TVN24 apel o. Ludwika Wiśniewskiego związanego z „Tygodnikiem Powszechnym”, by skończyć z nienawistnym językiem i pogardą. Po co w czasie, gdy na większości Polaków lepsze wrażenie robi umiar i refleksja, Schetyna wypowiedział tak agresywne słowa?