Pragną przekonywać, że ich uczucia były na tyle ważne, że usprawiedliwiają ewidentne łamanie prawa w okresie pandemii. To oczywiście naigrawanie się z tysięcy ludzi, którzy np. musieli zrezygnować z organizacji wesela przez pandemię, fanów i kibiców, którzy nie mogli brać udziału w ważnych dla siebie imprezach masowych, czy chociażby milionów katolików w Polsce. Mogę mówić za siebie i w sumie w ostatnich miesiącach musiałem pogodzić się z tym, że nie będę uczestniczył w wielu ważnych dla mnie uroczystościach, których nie opuściłem ani razu w swoim świadomym życiu. O tym, jak katolicy podeszli do sprawy, świadczy ponadto fakt, że wiele pielgrzymek w tym roku odbyło się w sposób symboliczny. A historia tych peregrynacji liczy często kilkaset lat. No, ale te uczucia, jak rozumiem, się nie liczą. Ważniejsze jest spacerowanie po ulicach z hasłem „Wyp…lać” na ustach. Wasz ból jest lepszy niż mój.
Ból feministki najważniejszy
Pamiętają Państwo aferę o wizytę Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu? Artyści pisali piosenki, a publicyści oburzali się, że czyjś ból jest lepszy niż ból kogoś innego. Mniej więcej te same osoby teraz uzasadniają strajki kobiet bólem i emocjami, czyli inaczej mówiąc: gniewem.