Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Bogusław Dopart,
11.07.2015 18:12

Propaganda strachu, pedagogika bezsilności

Dzięki swoim dokonaniom rządząca PO powinna spoglądać w przyszłość z pogodnym optymizmem, a wszelkie aspiracje konkurentów do przejęcia władzy mogłaby zbywać pobłażliwym uśmieszkiem.

Dzięki swoim dokonaniom rządząca PO powinna spoglądać w przyszłość z pogodnym optymizmem, a wszelkie aspiracje konkurentów do przejęcia władzy mogłaby zbywać pobłażliwym uśmieszkiem.

Nic z tych rzeczy. Propaganda Trzeciej RP, owszem, lubi efektowne plakaty i barwne spoty, bardziej jednak zdaje się wierzyć w moc sprawczą horrorów i thrillerów. Przekaz partii prosystemowych od zawsze atakuje czernią i mgłą, za którą kłębi się koszmar. „Jaskiniowy antykomunizm”, „kościelny fundamentalizm” i „populizm” (głównie solidarnościowy) straszyły od roku 1989. Opozycją polityczną media wciąż straszą jak w reżimach autorytarnych. Tak więc Prawo i Sprawiedliwość miało już zafundować Polakom krainę ajatollahów i szariatu, podręcznikowe państwo policyjne (IV RP, której nie było) oraz Orbánowski „faszyzm”. A teraz szykuje drugą Grecję. Jak wiadomo, po drodze PiS omal nie wywołało wojny z Rosją.

Desperacka propaganda

Straszak grecki to nie nowość w mediach III RP. To zaczęło się chyba w lutym, gdy rząd w Atenach bezskutecznie zabiegał o nowe porozumienie finansowe bez wdrażania drakońskich reform. Na potrzeby kampanii prezydenckiej urobiono narrację, że spełnienie obietnic wyborczych kandydata PiS-u spowoduje krach finansowy.

Straszenie Grecją przez PO zadziwia. Ma ono cechy propagandy desperackiej. Bo przecież ktoś przy zdrowych zmysłach nie kładzie dobrowolnie głowy pod topór. Publiczna polemika wokół możliwości ziszczenia się w Polsce scenariusza greckiego wciąga partię rządzącą w fatalny dla niej splot faktów i argumentów.

Dwa fakty wystarczą. Tzw. licznik Balcerowicza czy też licznik jawnego długu publicznego każe nam spodziewać się na koniec grudnia br. długu w wysokości 1116 mld zł, co daje 30 021 zł na głowę. Przy czym kwota ogólna rośnie z szybkością 250 mln zł na dobę, 10,4 mln zł na godzinę i 2995 zł na sekundę (dane za: Forum Obywatelskiego Rozwoju). Przypomnijmy inny konkret. W 2013 r. Donald Tusk sięgnął po inwestycje emerytalne Polaków (OFE). Trudno było mu ukryć, że chodzi o dopięcie budżetu na przyszły rok. Krytycy tego manewru zwracali uwagę, że premierowi chodziło raczej o możliwość wydawania hojną ręką pieniędzy w sezonie przedwyborczym.

W świetle faktów trudno PO odeprzeć zarzut, że osiem lat jej rządów to okres psucia finansów publicznych.

Łapaj złodzieja!

Tym samym każdy scenariusz kryzysowy kieruje uwagę na niebezpieczną politykę finansową ostatnich lat. Ktoś Polakom wyjął z kasy grube pieniądze i krzyczy: „łapaj złodzieja!”. To chyba nawet nie zuchwałość, już raczej naiwność.

Ostatnio zestawiono m.in. dług zagraniczny Grecji i Polski. Tam prawie 320 mld euro, tu około 380 mld dol. Kwoty porównywalne. Greckie zarobki i zdobycze socjalne są w porównaniu z naszymi godne zazdrości, ale jedno jest wspólne: koszty kryzysu spadają na obywateli. Oni już zaciskają pasa, dla nas taką niebezpieczną możliwość stworzyły rządy ostatnich lat. Czy dlatego ciąży nad nami widmo bankructwa, że przesadziliśmy z zarobkami i zabezpieczeniami socjalnymi? Nic podobnego – raczej przeciwnie. Przypomnijmy choćby motywy emigracji młodych Polaków. Przyjrzyjmy się liczbom ilustrującym budżet polskich rodzin (Rocznik Głównego Urzędu Statystycznego) czy dostęp ludzi starszych do opieki geriatrycznej (np. za raportem Najwyższej Izby Kontroli). Skonfrontujmy polskie wydatki socjalne z analogicznymi w UE na podstawie tabel Eurostatu.

Polacy od długich lat imponują pracowitością. Rośnie PKB, rosną też długi budżetowe, ale ani owoce ciężkiej pracy, ani korzyści z rządowych kredytów nie są dla ogółu Polaków. Polemizując z projektami PiS u, ludzie władzy surowo ostrzegają: Polak musi pracować do siedemdziesiątki – albo scenariusz grecki. Nie wspomożemy dzietnych rodzin w kraju, w którym poniżej minimum socjalnego bytuje 60 proc. gospodarstw domowych – bo Grecja. Podniesienie kwoty wolnej od podatków – to zaraz Grecja. Wielkie pytania na całą kampanię wyborczą. Kto żyje z naszej pracy, z kim musimy się dzielić naszym dorobkiem? Wszyscy widzimy niesprawiedliwy podział dóbr, ale niepokoi coś jeszcze. Padamy ofiarą gigantycznego pasożytnictwa czy potwornego marnotrawstwa?

Jeśli zatęsknią Państwo za Aleksandrem Fredrą, zachęcam do lektury „Dożywocia”. Lichwiarz i skąpiec Łatka, odrażający bohater tej komedii, trzęsie się nad najdrobniejszym wydatkiem, tak że nawet swoją narzeczoną usiłuje wyposażyć w dobra zastawione we własnym lombardzie. Syndrom Łatki (nomen omen) trapi ludzi, którzy bronią przed Prawem i Sprawiedliwością strategii gospodarczej PO. Skubać podatników, dyscyplinować potrzebujących – to chyba zbyt nieskomplikowany pomysł na budżet. Ludzie z syndromem Łatki nie biorą pod uwagę, że większe wydatki to niekoniecznie finansowa klęska. Jeśli jest odwaga, żeby postawić na rozwój, jeśli jest pomysł na rozwój – da się więcej zyskać i więcej wydać. Ale może to za proste?

Pedagogika bezsilności

To, że straszak grecki ma dzisiaj służyć za środek odwracania uwagi obywateli od kryzysu Platformy Obywatelskiej, nie wymaga szerszych uzasadnień. Propaganda strachu to parawan, za którym ta formacja usiłuje skryć pustkę programową, bezradność wobec społeczno-gospodarczych skutków własnej polityki, a także brzemię grzechów aferalnych i poczucie dezintegracji partii władzy. Strach zagląda w oczy straszącym, a jednak – rzecz ciekawa – nie cofają się oni przed zwiększaniem dawek czarnego przekazu. Bo co mają robić? Pendolinowa dynamika pani premier miała być podróżą choćby za jeden miły uśmiech, a stała się przejażdżką za tysiąc ironicznych memów... Nie dość więc, że nie są oni w stanie otrząsnąć się z powyborczej traumy, to jeszcze nie umieją tego sprytnie zakamuflować.

Kryzys lewicowo-liberalnej dziś Platformy, od której odsuwają się na coraz większą odległość „konserwatywni” koalicjanci z PSL-u, równie jak aksamitni „opozycjoniści” z SLD-owskiej lewicy (jedni i drudzy praktykują zasadę: brać, ale nie kwitować), to największy kryzys systemu od czasu tzw. afery Rywina. System więc energicznie reaguje, usiłuje nadrabiać straty, potwierdzać swój stan posiadania. Ma strukturę zdecentralizowaną, można powiedzieć: wieloośrodkową, i nadal narzuca się agresywnie społeczeństwu jako „siła przewodnia”. Na przykład w mediach czy w sądownictwie.

Łatwo o przykłady. Tuż przed Konwencją Programową PiS-u i Zjednoczonej Prawicy w Katowicach pewna pani redaktor z radia publicznego (magazyn południowy Jedynki) przepytywała posła ze Śląska na temat kompleksowego programu dla tego regionu. Poseł ze Śląska wypowiadał się językiem polskiego inteligenta, jasnym, precyzyjnym, bogatym pod względem słownictwa. Językiem, któremu warszawska pani redaktor daremnie starałaby się dorównać. Postanowiła ona zniszczyć komunikat śląskiego posła PiS u, konkurencyjny wobec propagandy PO-wskiej (pani premier też ostatnio zatroszczyła się o Śląsk), raz po raz przerywając mu w pół zdania, rozsadzając składnię i sens jego wypowiedzi. Pożałowałem wówczas, nie po raz pierwszy i pewnie nie po raz ostatni, że jestem uczciwym płatnikiem abonamentu radiowego.

Pewna pani sędzia skazała ostatnio producentów filmu „Córka” (o pani Marcie Kaczyńskiej) na przeprosiny i odszkodowanie dla twórców materiałów dokumentalnych, które zostały wykorzystane w filmie z najskrupulatniejszym poszanowaniem praw autorskich. Twórcy materiałów dokumentalnych zostali jakoby skrzywdzeni przez instytucję państwową, lecz poskarżyli się na media niezależne. I te ostatnie skazano. Sprawa wciąż jest szeroko komentowana, co zwalnia mnie z opowiadania jej od początku.

Logika systemu

Mnożenie się takich incydentów nie jest przypadkowe. Ich sprawcami nie są prawdopodobnie osoby z deficytami kompetencji i inteligencji, lecz ludzie doskonale wprowadzeni w logikę systemu. Ta logika wydaje się prosta: w państwie fasadowym, w państwie równych i równiejszych prawa, zasady i reguły mają znaczenie o tyle, o ile służą systemowi. W przeciwnym wypadku są martwe. Oburzenie na ten stan rzeczy powinno powiększać przestrzeń obywatelskiej aktywności. Bo zadaniem funkcjonariuszy systemu jest prowokowanie bezsilnego oburzenia ludzi, którzy nie znają lub nie uznają logiki systemu. Bezsilne oburzenie przechodzi we frustrację. Frustracja prowadzi do poczucia bezsilności. Na poczuciu bezsilności gruntuje się władza systemu.

Czy propaganda strachu, czy pedagogika obywatelskiej bezsilności, podobna do już zdemaskowanej pedagogiki wstydu za własną tożsamość (za naród, za polskość), jeszcze raz narzuci Polakom podporządkowanie się dyscyplinie eksploatacji i stagnacji? Odpowiedź przyniosą najbliższe miesiące.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane