Himalaje hipokryzji?
Walka z Kościołem to dla systemu czy establishmentu III Rzeczypospolitej konfrontacja śmiertelnie poważna, ponieważ przemiany moralne i społeczno-obyczajowe, którym sprzeciwia się Kościół, są
Premier Ewa Kopacz 12 czerwca udała się do Watykanu, gdzie pół godziny rozmawiała z papieżem Franciszkiem. Szefowa rządu wręczyła m.in. Ojcu Świętemu drzewko jabłoni. „To jest niespodzianka – wyznała przy okazji. – To jest polska jabłoń, która będzie dawała najpiękniejsze polskie jabłka”. Premier Kopacz poprosiła papieża, aby odwiedził Warszawę podczas pielgrzymki do Polski w czasie krakowskich Światowych Dni Młodzieży w roku 2016. Pochwaliła też filozoficznie Kościół lokalny: komunikat watykańskiego biura prasowego stwierdza, że mówiono o „pozytywnym wkładzie Kościoła w Polsce w obecnym kontekście społeczno-ekonomicznym i w niektórych kwestiach o charakterze etycznym” (cytuję za portalem informacyjnym WP.pl).
Umocniona błogosławieństwem papieskim premier doprowadziła do przegłosowania dwa tygodnie później ustawy, która zapłodnienie pozaustrojowe (in vitro) kwalifikuje jako leczenie niepłodności. Ustawy, która definiuje zarodek ludzki jako „zbiór komórek”.
Polscy biskupi stwierdzili, że głosujący „za” posłowie koalicji PO-PSL i lewicy zlekceważyli nauczanie papieża Franciszka. Słowem – episkopat odmówił wniesienia „pozytywnego wkładu” w inicjatywę pani Kopacz i jej rządu w konkretnej kwestii „o charakterze etycznym”. Symboliczna jabłonka, którą obdarowała papieża szefowa rządu, wydała szybko owoce. Musiały one wywołać w Watykanie niemałe zaskoczenie. Widać na pierwszy rzut oka, że nie pochodzą ani z typowego polskiego sadu, ani z dobrej rajskiej jabłoni...
Potrzeby wizerunkowe
A teraz bez ironii. Pobyt Ewy Kopacz w Stolicy Apostolskiej najwyraźniej nie miał poważnego umotywowania. Jeśli chciała kurtuazyjnie przedstawić się papieżowi w premierowskiej roli – dlaczego z pierwszą wizytą zwlekała prawie rok? Dlaczego czekała aż do trzeciego pobytu we Włoszech? Dalej, omówienie bieżącego stanu przygotowań do papieskiej pielgrzymki nie wymaga spotkania na szczycie. Rozmowa z Ojcem Świętym obejmowała też kwestie ukraińskie (notabene dwa dni wcześniej gościł w Watykanie Władimir Putin), ale nie wydaje się, żeby superprofesjonalna dyplomacja watykańska traktowała Ewę Kopacz jako osobę ważną i decyzyjną co do sytuacji na Ukrainie. Trudno pojąć, czym kierowała się osoba – równie wpływowa w Stolicy Apostolskiej, co życzliwa władzom III RP – która zaaranżowała audiencję 12 czerwca.
Premier Ewa Kopacz wykorzystała wizytę zgodnie z regułami (podupadłej ostatnio) polityki wizerunkowej PO. Wypowiedziała się do kamer na temat 37. (okrągłej! nieprawdaż?) rocznicy pamiętnej pielgrzymki Jana Pawła II, która... upłynie za rok. Oryginalnie nazwała Franciszka „wiosną Kościoła”. Zadecydowała za rodaków, że kochają Franciszka równie mocno jak polskiego papieża. Troskliwie odnotowała, że jest on bardzo zapracowanym, zmęczonym człowiekiem. I to miało pójść w lud: premier poruszona i namaszczona przez Ojca Świętego do opieki nad ubogimi oraz do konstruktywnej współpracy z Kościołem w niektórych kwestiach o charakterze etycznym.
Ta sama polityk niespełna dwa tygodnie później będzie z dumą mówiła o dotrzymanych obietnicach w sprawie in vitro i przedstawiała odnośne regulacje jako „sukces polskiej wolności”. Polityk wrażliwa na ludzkie marzenia, stawiająca ludzkie szczęście ponad „jakieś tam” normy i doktryny.
Konfrontacja śmiertelnie poważna
Słusznie zauważono w publicystyce, że przekaz Kościoła katolickiego w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego nie jest szeroko znany wiernym w Polsce. Wielu z nich przychyla się do poglądu, że skoro ktoś bardzo pragnie mieć dziecko, to w imię czego ograniczać mu dostęp do jakoby ogólnie akceptowanych środków prokreacyjnych. Ani filozoficzny, ani religijny, ani medyczny, ani komercyjny aspekt problemu nie spędza snu z powiek przeciętnemu konsumentowi światopoglądu mediów. Przeważają dwie postawy: indyferentna (o co się tu wadzić?) i anarchiczna (nikt mi nie będzie dyktował...). Jest i trzecia, sentymentalna (szczęście dla wszystkich!).
Ustawa, o której tu mowa, została przez PO starannie skalkulowana. Partia władzy zbiera teraz kolejne cząstki elektoratu lewicy spod znaku tęczy i radykalnych przemian obyczajowych. Hasła wolności, nowoczesności, europejskości odgrywają tu kardynalną rolę, ale znaczenie mają też: zamęt sumień, inspirowany dziś przez sferę publiczną nie mniej niż w PRL-u, oraz prostactwo umysłowe i tania ckliwość ludzi nieustannie tresowanych przez kulturę masową.
Walka z Kościołem to dla systemu czy establishmentu III Rzeczypospolitej konfrontacja śmiertelnie poważna, ponieważ przemiany moralne i społeczno-obyczajowe, którym sprzeciwia się Kościół, są dla systemu głównym źródłem dominacji i legitymizacji. Pomagają czy raczej pozwalają dominować dlatego, że stymulują konflikt, który daje systemowi inicjatywę, agresję, ekspansję. Dlatego że oferują współczesnej masie ludzkiej coś lepszego niż realne życie – iluzje zamiast trudnego realizmu, łatwiznę umysłową zamiast dojrzałej rozumności, wolne od moralności poszukiwanie korzyści i beztroską konsumpcję zamiast ładu i godności.
Bogu świeczkę, diabłu ustawę
Platforma Obywatelska wyspecjalizowała się w polityce iluzji, łatwizny i cwaniactwa, w mirażach „zielonej wyspy” i „eurobłogostanu” – jednak Polacy stają się doj-rzalsi i mądrzejsi, niż zakładał ten propagandowy projekt. Wspólnota obywatelska Polaków okazuje się coraz bardziej wewnątrzsterowna. PO jeszcze o tym nie chce wiedzieć. Treść ustawy o leczeniu niepłodności i oprawa propagandowa, która temu wydarzeniu sejmowemu towarzyszy, niosą cechy gry obliczonej na łatwą korzyść polityczną. Korzyść osiągalną wskutek
m.in. domniemanej bylejakości polskiego katolicyzmu. Wizyta Ewy Kopacz w Watykanie może być traktowana jako element tej gry. Zbieżność w czasie audiencji u Franciszka oraz aktu ustawodawczego godzącego w nauczanie Kościoła bywa wręcz postrzegana jako próba karkołomnej manipulacji. „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek – na gorąco skomentował audiencję internauta. – HiPOkryzja do POtęgi. Wróci i znów będzie zwolenniczką aborcji i in vitro”. Czy wiarygodność PO kolejny raz mocno ucierpi? To już zupełnie nie zależy od pani premier i jej partii.