Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,​Piotr Lisiewicz,
10.04.2014 14:51

Młodzi, piękni, z sekty smoleńskiej

W naszym sporze z kłamcami smoleńskimi nie chodzi o prawicę i lewicę, tylko – kłamcy takiego stawiania sprawy bardzo nie lubią – o dobro i zło.

W naszym sporze z kłamcami smoleńskimi nie chodzi o prawicę i lewicę, tylko – kłamcy takiego stawiania sprawy bardzo nie lubią – o dobro i zło. Ale potok kłamstw w ciągu ostatnich dni przed czwartą rocznicą Smoleńska pokazał, że to także wojna z sowieckim brudem, brzydotą po stokroć opisywaną przez Polaków, którzy poznali Rosję w czasie wywózek na Wschód.

„Gdy miejsca katyńskich grobów porosły już trawą, Wy, nie bojąc się niczego, nie daliście za wygraną. Dla Was niepodległa Polska była najważniejszą sprawą, niech kajdany kłamstwa pękną, Polacy na nogi staną” – rapuje Tadek Polkowski w utworze o Żołnierzach Wyklętych.

Od czterech lat początek wiosny kojarzy się nam z tłumami na Krakowskim Przedmieściu. Ci, którzy „stanęli na nogi”, przyjeżdżają często z najdalszych krańców świata, bo wyrwali się spod kontroli medialnych nadzorców.

„Ohydne napaści reakcyjnych pisemek”

Pisarz Ferdynand Goetel był jednym z Polaków, którzy jako pierwsi zobaczyli odkryte przez Niemców katyńskie groby. „A oto zwłoki generała Bohatyrowicza – słyszę, przystanąwszy nad postacią leżącą na uboczu. Nie mogę dłuższy czas oderwać od niej wzroku, gdyż więzi mnie wstążka Virtuti na krawędzi płaszcza... Bohatyrowicz... Bohatyrowicz... skąd znam to nazwisko? Ach! prawda! To z powieści Orzeszkowej »Nad Niemnem«… Proszę profesora, aby odjął wstążkę Virtuti, gdyż chcę ją zabrać ze sobą do Warszawy. Biorę jeszcze szlifę leżącego obok generała Smorawińskiego, parę guzików z Orłem Polskim i garść ziemi z grobu” – pisał we wstrząsającej relacji „Na własne oczy”.

Goetel wrócił do Warszawy, gdzie – jak opisywał – musiał „stoczyć całą walkę, by sprawę narzucić Czerwonemu Krzyżowi. W pierwszych dniach nie chciano jeszcze uwierzyć, że zbrodnia jest dziełem bolszewików”. Gdy komuniści objęli w Polsce rządy, ścigany listem gończym, z fałszywymi papierami, Goetel uciekł z kraju. Zarzucono mu kolaborację z Niemcami, a jego książki wycofano bibliotek.

Gdy Ferdynand Goetel odważył się pisać prawdę, mając świadomość, że może zapłacić za to najwyższą cenę, byli tacy, którzy przedstawiali odmienną wersję wydarzeń.

Odezwa PPR z okazji 1 maja 1943 r. głosiła: „Zmasakrowane ciała polskich oficerów pod Smoleńskiem są dziełem bestii hitlerowskiej. Wypróbowanym sposobem bandyckim, krzykiem »łapaj złodzieja« chce ona święte oburzenie każdego Polaka odwrócić od właściwych zbrodniarzy, by skierować je przeciwko Związkowi Radzieckiemu. [...] Nie pomogą prowokatorom hitlerowskim »delegacje«, szmatławce i szczekaczki. Nie pomogą również ohydne napaści reakcyjnych pisemek sanacyjnych i oenerowskich. Społeczeństwo polskie z obrzydzeniem piętnuje wszelkiego rodzaju agentów hitlerowskich”.

„Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana”

Taktyka władz PRL‑u w sprawie kłamstwa katyńskiego ewoluowała. Do 1956 r. mówiły one o „perfidnej niemieckiej prowokacji w Katyniu”. Potem słowo „Katyń” zniknęło całkowicie – przez lata cenzura wykreślała je z każdej publikacji.
O tej bezradności władz PRL‑u pomyślałem, obserwując kolejne wrzutki medialne w pierwszych dniach kwietnia 2014 r. Bo one były po trosze jej wyrazem: tamci, kłamcy smoleńscy, wiedzą już, że nie mają żadnych argumentów, nie mogą też, w jak PRL‑u, całkiem zamknąć nam ust, więc pozostało im tylko walenie cepem. Jak u Herberta: „Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana/(Marek Tulliusz obracał się w grobie)/łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy/dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu”.

Przed 10 kwietnia 2014 r. nie wymyślili nic nowego. Trzymają się starych bredni, jak władza w PRL‑u trzymała się wersji z ulotki PPR‑u. Mieliśmy więc występ pewnego prawnika, który z wielce zadowoloną z siebie miną wysyłał Antoniego Macierewicza do psychiatryka. Zgodnie z PR-owym schematem wymyślonym przeciwko Macierewiczowi przez jakiegoś kagebistę dwadzieścia parę lat temu. I powtarzanym w polskich mediach po raz pięć tysięcy trzysta dziewięćdziesiąty czwarty. Bo co mógł wymyślić kagebista, jak nie psychuszkę? Zapewne mecenas był pełen podziwu dla własnej oryginalności.

Udało się im jeszcze wymyślić wywiad z byłym prezydentem, który po raz dwusetny powie, że to Jarosław Kaczyński kazał bratu przez telefon lądować i po raz dwusetny nie powie, skąd to wie. A kolejny dociekliwy dziennikarz po raz dwusetny będzie udawał, że prowadzi wywiad, a nie zajmuje się na zlecenie oficera prowadzącego, tfu, redaktora prowadzącego, rozpowszechnianiem plotki, czyli pomaganiem mordercom w uniknięciu odpowiedzialności.

W wersji przeznaczonej nie tylko dla debili, lecz takich, którzy są w stanie przeczytać dłuższy tekst, można zrobić wywiad ze słowem „siadajcie” w tytule i sugestią, że takie słowo mogło oznaczać, że ktoś kazał pilotom lądować. To nic, że nawet ze słów przepytywanego Macieja Laska wynika, iż nie wiadomo, czy takie słowo w ogóle padło. Nieważne, że cytujemy jako sensacyjnego newsa opinię jawną od ponad dwóch lat, która stwierdzała, iż nie ma dowodów na to, że jakiś generał był w kokpicie.

Poprzednie ordynarne kłamstwo połączone z cytowaną zmanipulowaną wrzutką tworzą medialny szum potrzebny smoleńskim kłamcom.

„Rosja jest najbardziej odrażająca w twarzach polskich”

Myślę, że zasadne jest pytanie, jak długo jeszcze tak można. A może precyzyjniej: jaką cenę poniosą tamci za służbę smoleńskiemu kłamstwu. I sądzę, że najbardziej dotkliwą dla nich ceną jest to, że brzydną. „Rosja jest najbardziej odrażająca w twarzach polskich, którym rysy i charakter nadaje niewolnicza służba Rosji” – pisał o tym zjawisku Henryk Józewski, współpracownik Józefa Piłsudskiego.

Najważniejszym problemem środowisk „Gazety Wyborczej” i „Polityki” jest to, że – ostrzegał przed tym pod koniec życia Mieczysław Rakowski – nie wychowały następców. Bo kłamiąc i służąc przez lata utrzymaniu przywilejów postkomunistycznej oligarchii, można dominować w mediach elektronicznych – wszak wyszkolenie sprawnego prezentera to tylko kwestia pieniędzy i odpowiedniej selekcji. Nie można jednak wychować wolnych i niezależnych umysłów. I to z czasem boleśnie daje o sobie znać.

Smoleńsk przyspieszył degenerację tych środowisk, bo trzeba było kłamać coraz bardziej ordynarnie, na chama, coraz bardziej obrażając inteligencję własnych sympatyków. Spadek potencjału tamtych środowisk dostrzeżono także w rosyjskiej ambasadzie, stąd próby wykreowania w Polsce prorosyjskich narodowców.

Nic na nas nie działa

Od Smoleńska minęły cztery lata i dziś, w kolejną rocznicę, już nie żałoba i wspomnienia są dla obozu niepodległościowego najważniejsze. Najważniejsza jest walka o to, by kłamców smoleńskich wyprzeć z życia publicznego. Oni nie są ani prawicą, ani lewicą, ani centrum, są po prostu wrogami niepodległości Polski.

Redakcje „Gazety Polskiej” i telewizji Republika są dziś pełne kłębiącej się na korytarzach młodzieży. To dowód na to, że pokonaliśmy wszystkie socjotechniki, mające zniechęcić nas do mówienia o Smoleńsku. Bo nudno. Bo w kółko to samo. Bo są ważniejsze tematy, ludzie nie mają za co żyć. Bo wystarczy, że po tamtej stronie wystawią przeciwko nam paru troglodytów kpiących z ofiar czy eksponujących makabryczne szczegóły ludzkiej śmierci, a i nasze wypowiedzi staną się częścią makabrycznej awantury. Bo teorie spiskowe wyznają wariaci i sklerotyczne mohery spod Krzyża Pamięci.

Nic na nas nie działa. Upominanie się o tych, którzy polegli za ojczyznę, jest pięknem, a pomaganie mordercom w uniknięciu odpowiedzialności brzydotą. To upominanie się o poległych, jak zawsze w polskiej historii, wiąże się z dniem dzisiejszym. Z poznawaniem przesłania tych, którzy zginęli i werbowaniem młodych do kontynuowania ich dzieła.

Polskość miała w sobie coś bardzo przyciągającego najwartościowszych ludzi młodych. Tego nie miała nigdy ani Rosja, ani tutejsi jej namiestnicy.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej