Jak zaznaczył, dostęp do wody pitnej jest problemem numer jeden w mieście. „Po prostu jest ona niedostępna, nawet niskiej jakości” – oznajmił.
Andriuszczenko zaznaczył, że według okupantów podłączono do wody bieżącej 502 budynki w mieście, także prywatne. Tymczasem – jak wyliczył – walki w Mariupolu w różnym stanie przetrwało 37 tys. budynków mieszkalnych, zatem dostęp do wody bieżącej ma tylko 1,35 proc. budynków i najwyżej 5 proc. mieszkańców, którzy pozostali na miejscu.
W Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy panuje katastrofalna sytuacja humanitarna. Pomoc zapewniana przez samozwańczą miejską administrację (dostawy żywności, wody, środków higienicznych) wystarcza tylko dla niewielkiej liczby osób; utrzymuje się również zagrożenie wybuchem epidemii chorób zakaźnych, m.in. cholery. W mieście nie ma też regularnych dostaw prądu i gazu. Szacuje się, że pozostaje tam ok. 100 tys. ludzi, przed Mariupol liczył ponad 400 tys. mieszkańców.