Od początku rosyjskiej inwazji (24 lutego) do 30 marca Rosja straciła 605 czołgów, 305 systemów artyleryjskich, 131 samolotów i 131 śmigłowców – podał w środę w komunikacie Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.
Ponadto "na złom" trafiły:
1723 pojazdy opancerzone,
96 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych,
54 systemy przeciwlotnicze,
1184 samochody, siedem okrętów,
75 cystern z paliwem,
81 bezzałogowców i cztery mobilne systemy rakiet balistycznych krótkiego zasięgu.
Rosjanie wiedzą co ich czeka
Według informacji służb, na terytorium Ukrainy zabitych zostało już 17,3 tys. rosyjskich żołnierzy.
W związku z tak dużymi stratami, Rosja stara się zapełnić luki m.in. poborowymi. Jednak ci, nie chcą ginąć za zbrodnicze plany Putina.
"Żołnierze z 26. pułku czołgów 47. dywizji pancernej podpisali kontrakty w czasie wojny na Ukrainie. (...) Następnie zaczęli składać raporty z prośbą o rozwiązanie tych umów i odesłanie do miejsca stałego stacjonowania"
- podano w porannym komunikacie Sztabu Generalnego.
Przymus do kontraktu
Od początku inwazji Rosji na Ukrainę pojawiają się doniesienia, że po stronie rosyjskiej w wojnie uczestniczą żołnierze służby zasadniczej, których zmusza się do zawarcia kontraktu lub podpisuje go za nich.
"Na stronie internetowej Komitetu Matek Żołnierzy Rosji zamieszczono nawet apel, w którym ostrzega się poborowych przed wysyłaniem ich na wojnę. Z przekazu wynika, że dowódcy "podstępem" próbują podtykać poborowym umowy na misję wojenną, co jest niezgodne z rosyjskim prawem"
- informował wcześniej rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.
9 marca ministerstwo obrony Rosji po raz pierwszy potwierdziło "kilka przypadków" udziału żołnierzy z poboru w "specjalnej operacji wojskowej na terytorium Ukrainy".