Od minionej soboty, kiedy to połączone siły Stanów Zjednoczonych i Izraela rozpoczęły operację wojskową przeciwko celom w Iranie, sytuacja wewnątrz tego kraju staje się coraz bardziej dramatyczna. Jak alarmuje organizacja Reporterzy bez Granic (RSF), irańscy dziennikarze znaleźli się w potrzasku – z jednej strony relacjonują konflikt w warunkach wojennych, z drugiej muszą mierzyć się z bezwzględnymi represjami aparatu bezpieczeństwa.
Skalę izolacji informacyjnej potwierdzają twarde dane. Organizacja NetBlocks, monitorująca cyberbezpieczeństwo na świecie, poinformowała o bezprecedensowej blokadzie sieci. „Dane pokazują, że łączność internetowa spada do 1 proc. normalnego poziomu w miarę eskalacji konfliktu w regionie” – czytamy w raporcie NetBlocks. W praktyce oznacza to, że reżim zaciągnął cyfrową żelazną kurtynę, odcinając ponad 90 milionów ludzi od jakichkolwiek wieści ze świata zewnętrznego.
W obliczu tej blokady głos zabrał Jonathan Dagher, szef Biura ds. Bliskiego Wschodu RSF. Podkreślił on we wtorek, że „dostęp do wiarygodnych informacji o wojnie (…) jest ważniejszy niż kiedykolwiek – zarówno w skali regionalnej, jak i międzynarodowej”. Dagher zaznaczył również, że mimo niestabilnej sytuacji, bezpieczeństwo pracowników mediów nie może być przedmiotem żadnych negocjacji.
Polowanie na dziennikarzy i widmo kary śmierci
Sytuacja reporterów na miejscu jest tragiczna. Jeden z niezależnych dziennikarzy, cytowany anonimowo przez RSF, obrazuje realia pracy w ogarniętym chaosem kraju: „Dziennikarze pracują pod obstrzałem rakietowym i odbierają telefony z pogróżkami od władz”. Presja ta ma bezpośredni związek z niedawnym ogłoszeniem śmierci najwyższego przywódcy duchowego Iranu, ajatollaha Alego Chameneia, co wywołało nerwowość w strukturach władzy.
Represje dotykają nawet tych, którzy teoretycznie działają zgodnie z prawem. Inny rozmówca z Teheranu wprost stwierdził, że obecnie „żaden niezależny dziennikarz nie ma prawa pracować”. Świadczy o tym brutalne traktowanie korespondentów posiadających oficjalne akredytacje. „Nawet ci reporterzy, którzy za zgodą rządu udali się na tereny dotknięte atakami, zostali zatrzymani (przez służby – red.), a wszystkie zdjęcia przez nich wykonane został usunięte” – relacjonował świadek wydarzeń.
Działania służb mają solidne oparcie w zaostrzonym w październiku 2025 roku prawie. Wprowadzone wówczas przepisy dotyczące szpiegostwa pozwalają na orzekanie kary śmierci za działania uznane za współpracę z „wrogimi państwami” – do których Teheran zalicza przede wszystkim Izrael i USA. Obecnie państwowa telewizja regularnie emituje komunikaty rządu, ostrzegając, że każda aktywność medialna uznana za „korzystną dla wroga” spotka się z surową karą.
Iran na dnie rankingów wolności
Międzynarodowe organizacje nie mają złudzeń co do intencji irańskich władz. RSF oraz Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) wystosowały wspólny apel o natychmiastowe uwolnienie przetrzymywanych reporterów. Według danych CPJ, we wtorek w irańskich katowniach przebywało co najmniej 15 pracowników mediów, a liczba ta może rosnąć z godziny na godzinę.
Stan wolności słowa w Iranie od lat ulega systematycznej degradacji, a obecna wojna jedynie przyspieszyła ten proces. W opublikowanym w 2025 roku raporcie RSF, Iran zajął niechlubne 176. miejsce na 180 sklasyfikowanych państw. Tym samym kraj ten ugruntował swoją pozycję w ścisłej czołówce najbardziej represyjnych reżimów świata, gdzie prawda jest traktowana jako największe zagrożenie dla władzy.