Występując na amerykańskim cmentarzu wojennym w Colleville-sur-Mer, Hegseth przypomniał, że alianci podczas II wojny światowej tworzyli prawdziwy sojusz, w którym – jak mówił – „każdy partner wnosił w pełnej mierze swój przemysł, odwagę i poświęcenie”. Dodał, że współpraca ta opierała się na konkretnych działaniach, a nie na „pustych sloganach, wystawnych szczytach i komunikatach”.
- Prawdziwi sojusznicy robią prawdziwe rzeczy, ponoszą realne straty na rzecz wspólnej sprawy, wartej tego, by o nią walczyć i umierać
- oznajmił.
Dodał, że Stany Zjednoczone „powinny pokazać drogę i uczynią to”. - Jednak nasi sojusznicy powinni być z nami, ramię w ramię - zaznaczył.
Podczas obchodów rocznicy lądowania aliantów w Normandii szef Pentagonu porównał ówczesne wydarzenia historyczne do współczesnego zjawiska imigracji. - Dzisiaj niestety różne plaże w Europie są atakowane przez inne niebezpieczne ideologie. Na plaże w Hiszpanii, we Włoszech, w Grecji i Bułgarii przybywają łodzie i ludzie. Kiedy stolice europejskie zrobią coś z tą inwazją - czy też może jest za późno? - mówił Hegseth.
Agencja Reutera podkreśliła, że uwagi te są podobne do wcześniejszych krytycznych wypowiedzi administracji prezydenta USA Donalda Trumpa pod adresem Europy, która według Waszyngtonu ma słabą obronę, zbędną biurokrację i niewystarczająco zwalcza nielegalną imigrację.
Na uroczystości w Normandii Hegseth oznajmił też, że „pokój zapewnia się tylko poprzez siłę”, nie wymieniając przy tym wprost prowadzonej obecnie przez USA i Izrael wojny przeciwko Iranowi. - Po obu stronach Atlantyku mamy siłę, wzmocnioną przez gotowość, wspólne zdolności wojskowe i niezachwianą wolę polityczną - zapewnił szef Pentagonu.
Hegseth miał uczestniczyć w ceremonii międzynarodowej w sobotę po południu, wraz z premierem Francji Sebastienem Lecornu i ministrem obrony W. Brytanii Johnem Healeyem. Wycofał się jednak z udziału i wystąpił wyłącznie podczas uroczystości amerykańskich w Colleville-sur-mer.