Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Podopieczni ukraińskich domów dziecka bezpieczni w Polsce

Ponad tysiąc podopiecznych domów dziecka z Ukrainy sprowadziła w ostatnich dniach do Polski łódzka Fundacja Happy Kids. Dzieci trafiają do domów i placówek w całym kraju, m.in. 40-osobowa grupa z Równego dotarła do domu dziecka w Łodzi.

Autor:

"W naszej grupie jest 38 podopiecznych w wieku od 3 do 15 lat, pod opieką trzech wychowawczyń, które zabrały też troje własnych dzieci. Do Równego, skąd przyjechaliśmy, nie dotarła jeszcze wojna – rakieta tylko raz uderzyła w pobliskie lotnisko. Ale nie wiadomo, jak długo jeszcze moglibyśmy zapewnić dzieciom bezpieczeństwo"

– powiedziała jednak z opiekunek pani Łarysa.

Droga do Polski przebiegła dość sprawnie – autobus wyruszył z Równego w południe, a o czwartej dnia następnego był już u celu. W Łodzi dzieci zostały ulokowane w domu dziecka przy ul. Przyszkole. W czwartek na jego furtce można było przeczytać ogłoszenie, że nowi mieszkańcy bardzo dziękują za wszelkie dary i proszą o zanoszenie ich już w inne miejsce.

"Nasze dzieci są tu bardzo szczęśliwe. Bardzo im smakują posiłki. Dostajemy dużo wsparcia"

– dodała pani Łarysa.

Potężna moc wolontariuszy! 

W oswojeniu się z nową rzeczywistością pomaga uchodźcom 18 wolontariuszy pracujących dla Fundacji Happy Kids – to młodzi ludzie różnych narodowości.

"Jestem Ukrainką, ale mieszkam w Polsce już od sześciu lat. Studiuję psychologię na Uniwersytecie Łódzkim. Zgłosiłam się do pomocy, gdy usłyszałam, że poszukiwane są osoby z językiem ukraińskim. Chciałabym przede wszystkim bardzo podziękować Polakom za to, co dla nas robicie. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – teraz wiemy, że to wy jesteście naszymi największymi przyjaciółmi"

– podkreśliła Waleria, która z powodzeniem pełni funkcję tłumaczki i animatorki zajęć dla najmłodszych.

Prezes Fundacji Happy Kids Aleksander Kartasiński niemal od początku wojny zajmuje się koordynacją ewakuacji dzieci z domów dziecka i pieczy zastępczej na Ukrainie. Robi to w porozumieniu z Departamentem Ochrony Praw Dziecka i Adopcji Ministerstwa Polityki Społecznej Ukrainy. Do tej pory do różnych miejscowości w Polsce trafiło ponad 1 tys. podopiecznych tych placówek. Ale wciąż potrzeba nowych miejsc, bo kolejne potrzebujące dzieci są już w drodze.

"Na przejściu granicznym w Mikołajowie spodziewamy się nawet 900 dzieci z domów dziecka w Odessie. Musimy zorganizować dla nich transport. Na szczęście jest dla nich już przygotowane miejsce i opieka. W piątek mają też dotrzeć do nas 44 osoby z Łucka, które najprawdopodobniej znajdą schronienie w częściowo pustym domu dziecka w Łodzi"

– powiedziała Izabela Kartasińska, psycholożka z Fundacji Happy Kids.

Ciężkie wyzwanie, ale nie ma rzeczy niemożliwych!

Ewakuacja domów dziecka z terenów ogarniętych wojną jest zadaniem bardzo trudnym logistycznie. Wystarczy wspomnieć, że ukraińskie placówki są o wiele liczniejsze niż polskie – w większych miastach obejmują opieką nawet po 200 dzieci.

"Współpracujemy z władzami – to musi być sformalizowane. Na granicy przejmujemy opiekę nad dziećmi, zapewniamy im transport, lokum, ale też pomoc w adaptacji. To są różne grupy – ze względu na liczbę czy wiek. Trafiły do nas też dzieci niepełnosprawne z ośrodka specjalistycznego. Liczącą ok. 130 osób grupę potrzebujących – z różnymi schorzeniami – przyjęły Duszniki Zdrój"

– zaznaczyła Kartasińska.

Fundacja Happy Kids jest w stałym kontakcie z Ministerstwem Polityki Społecznej Ukrainy, które na bieżąco jest informowane, co dzieje się z dziećmi w Polsce.

"Pamiętajmy, że wiele z tych dzieci ma jakieś rodziny, czasem utrzymuje z nimi kontakt. Władze muszą wiedzieć, jak wygląda opieka nad ich małymi obywatelami. Najmłodszy uchodźca, któremu pomogliśmy, ma 10 miesięcy"

– podkreśliła psycholożka.

Mali uchodźcy docierają na miejsce zwykle z jedną niedużą torbą, w której niewiele się mieści. Jednak wszystkie dotychczasowe apele Fundacji o pomoc rzeczową związaną z wyposażaniem miejsc pobytu dzieci czy zapewnieniem im niezbędnych ubrań, spotykają się z natychmiastowym i pozytywnym odzewem osób prywatnych i firm.

"Niestety, brakuje nam pieniędzy na zatankowanie autobusów. Potrzeba ich sporo dla ok. 900 dzieci z Odessy, które mają być dowiezione w okolice Rawy Mazowieckiej. Jeśli więc ktoś chciałby nas wspomóc, to prosimy o wpłacanie pieniędzy na nasze konto"

– dodała Kartasińska.

Podkreśliła, że po dowiezieniu dzieci na miejsce docelowe Fundacja otrzymuje pomoc od samorządów w postaci budynków czy wyżywienia.

"Wszelka pomoc rzeczowa – jak pościel, łóżka, ubrania – jest dla nas naprawdę bezcenna, ale nie możemy poprosić o przekazywanie nam paliwa w beczkach. W dodatku z godziny na godzinę dowiadujemy się, że zmierza do nas kolejna grupa"

– wyjaśniła.

Polskie autokary nie mogą wjechać na terytorium Ukrainy. Koordynatorzy Fundacji oczekują przy granicy na sygnał o zbliżającym się transporcie dzieci. Mali uchodźcy przekraczają granicę na własnych nogach.

"To się dzieje często w nocy, 2-3-letnie maluchy są wybudzane, muszą wyjść na zimno. Powiedziano nam, że takie są zasady funkcjonowania przejścia granicznego. Po interwencji naszego prezesa ma się to zmienić"

– dodała Kartasińska.

Nie wiadomo jeszcze, ile domów dziecka i z jakich miejscowości uda się ewakuować. Na taką pomoc czekają m.in. dzieci z Kijowa, które przed bombardowaniami chronią się w piwnicach. Na razie nie ma możliwości zorganizowania dla nich bezpiecznego transportu.

Fundacja Happy Kids działa od 2001 r. Prowadzi 17 rodzinnych domów dziecka w Polsce, w których obecnie przebywa 140 dzieci.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Świat