Scholz w Moskwie "bez ogródek przestrzegał kremlowskiego przywódcę przed wojną. Jednocześnie parował i wyraźnie odrzucał niemal każde fałszywe stwierdzenie Putina, na przykład o misji NATO w Jugosławii pod koniec lat 90".
Zdaniem gazety przesłanie kanclerza dla prezydenta Władimira Putina brzmiało: "jestem gotowy do rozmowy - ale na moich warunkach. Scholz pokazał w ten sposób, że opanował dyplomację kryzysową".
Ale teraz "kanclerz musi udowodnić, że jest w stanie zaznaczyć swoją obecność na arenie międzynarodowej. Innymi słowy, za słowami muszą iść czyny" - pisze "Bild".
Konferencja Putina z Scholzem była uważnie śledzona na Ukrainie.
- Nawet jeśli kanclerz był postrzegany raczej krytycznie za odmowę dostarczenia broni defensywnej, konferencja prasowa, która odbyła się później, spotkała się z pochwałami
- zauważa dziennik. Mer Kijowa Witalij Kliczko powiedział "Bildowi", że Scholz "znalazł jasne słowa pod adresem Putina, publicznie wyjaśnił, kto jest odpowiedzialny za zbliżającą się wojnę. Jednak niemiecki kanclerz zdecydowanie powinien się sprzeciwić oświadczeniu Putina, że w Donbasie dochodzi do ludobójstwa, takiego jak kiedyś w Jugosławii. To nieuchwytne kłamstwo mówi Putin od lat, aby dać pretekst do wysłania żołnierzy".