Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Niemieckie służby inwigilują obywateli. A polskie?

Niemieccy hakerzy z Chaos Computer Club w Berlinie złamali kod państwowego oprogramowania szpiegowskiego.

Autor:

Niemieccy hakerzy z Chaos Computer Club w Berlinie złamali kod państwowego oprogramowania szpiegowskiego. Było ono używane do podglądania przepływu danych na prywatnych komputerach - czytamy w "Naszym Dzienniku".

Złamanie systemu wywołało w całym kraju wielką aferę. Okazało się, że oprogramowanie było wykorzystywane m.in. do bezprawnego szpiegowania twardych dysków na prywatnych komputerach. Specsłużby zapewniają, że dotyczyło to tylko osób podejrzanych o przestępstwa, ale w praktyce możliwości programu nie były limitowane.

Według hakerów, chodzi o wyjątkowo inteligentnego i agresywnego "trojana", pozwalającego temu, kto go rozsyła, na zdalne śledzenie bieżącej komunikacji danego komputera. Co prawda rząd zapewniał, że trojan nie był powszechnie stosowany, to jednak najnowsze informacje temu zaprzeczają. MSW przyznało, że policja poszczególnych krajów związkowych działa w pełni samodzielnie w tym zakresie, co w praktyce oznacza, że może z programu korzystać na własną rękę. Jak się okazało, państwowy program szpiegowski był stosowany przez służby w Bawarii, Badenii-Wirtembergii, Dolnej Saksonii, Szlezwiku-Holsztynie, Nadrenii-Palatynacie oraz w Brandenburgii - czytamy w "Naszym Dzienniku".

Tymczasem - jak donosi portal korespondent.pl - polskie Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło konkurs na wykonanie projektów dla MSWiA oraz ABW "w zakresie badań naukowych lub prac rozwojowych na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa". Chodzi m.in. o:

- opracowanie narzędzi do identyfikacji tożsamości osób popełniających przestępstwa w sieci teleinformatycznej, kamuflujących swoją tożsamość przy użyciu serwera Proxy i sieci TOR
- opracowanie narzędzi umożliwiających niejawne i zdalne uzyskiwanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalanie
- opracowanie narzędzi do identyfikacji, lokalizacji serwerów i komputerów w sieciach lokalnych, w tym w sieciach bezprzewodowych
- opracowanie zintegrowanego zestawu narzędzi do prowadzenia analizy zainfekowanego oprogramowania badanych urządzeń
- opracowanie narzędzi do wizualizacji środowisk systemów teleinformatycznych oraz sieci
- opracowanie narzędzi do dynamicznego blokowania treści niezgodnych z obowiązujących prawem, publikowanych w sieciach teleinformatycznych.


Jacek Sierpiński, informatyk i publicysta, współtwórca portalu libertarianizm.pl, skomentował zakusy polskich służb następująco: 

Póki co jednak nic w rodzaju Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych nie obowiązuje, a „organy ścigania” nie mają podstaw prawnych do „dynamicznego blokowania” treści publikowanych w sieciach teleinformatycznych, nawet tych niezgodnych z prawem. Nie mają również podstaw prawnych do „niejawnego i zdalnego uzyskiwania dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalania” – takie uprawnienie chciano wprawdzie nadać policji w projekcie z 2009 r., ale jak na razie pomysł ten (proponowany art. 19 ust. 6 pkt. 4) nie wszedł w życie. Na jakiej więc podstawie MSWiA oraz ABW zgłaszają projekt mający na celu opracowanie narzędzi, których „organy ścigania” nie mogą obecnie legalnie użyć? Czyżby szykowała się powtórka z niedawnej sytuacji, kiedy to policja najpierw zakupiła urządzenia LRAD do obezwładniania dźwiękiem (twierdząc, że mają one służyć jedynie do „przekazywania komunikatów, informacji i ostrzeżeń”), a wkrótce potem pojawił się projekt nowej ustawy o środkach przymusu, zgodnie z którym stosowanie takich urządzeń ma być legalne?


Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Świat