Pod koniec marca br. Żandarmeria Wojskowa zatrzymała żołnierzy, którym następnie postawiono zarzuty narażenia życia i zdrowia człowieka oraz przekroczenia uprawnień. Żołnierze zostali też zawieszeni w czynnościach służbowych. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ustosunkował się do zajścia dopiero dwa miesiące później, gdy sprawę opisały media.
- To, co się wydarzyło, wskazuje, że do dymisji powinien się podać Donald Tusk. To on jeździł na granicę jesienią ubiegłego roku i mówił o tym, że migranci to biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi. Teraz niby zmienił zdanie - zaapelował podczas konferencji prasowej były szef MON, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak.
Jego zdaniem „fakt skucia żołnierzy Wojska Polskiego i przemilczenia tego przez dwa miesiące obciąża Donalda Tuska”. - Ale obciąża również Ministerstwo Obrony Narodowej oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. Jeżeli miałby odrobinę honoru, powinien podać się do dymisji - dodał.
- Ta zmiana ma charakter wyborczy, retoryczny. Nie wspierali żołnierza polskiego wtedy, gdy takie wsparcie było konieczne. Pamiętajmy o konsekwencjach tego, co się wydarzyło. Żołnierze są dziś sparaliżowani strzegący granicy, bo nie wiedzą, czy mogą mogą używać broni. Powinni używać broni, ale obawiają się konsekwencji - ataku ze strony rządu Tuska
- mówił dalej.
- Odpowiedzialny za to wszystko jest Donald Tusk, który powinien podać się do dymisji - powtórzył.