Interwencja Rzecznik Praw Dziecka w sprawie ukrócenia zwyczaju oferowania darmowych lodów uczniom z czerwonym paskiem wywołała burzę. Aby ratować swój wizerunek, Monika Horna-Cieślak natychmiast pofatygowała się aż do Pszczyny. Chciała "wyjaśnić nieporozumienie" z właścicielką "Lodziarni Pod Dębem", która organizowała sympatyczną akcję. Zwieńczeniem wizyty było umieszczenie w social mediach wspólnego zdjęcia i nazwanie przez Rzecznik Praw Dziecka całej sytuacji "absurdalną manipulacją wobec p. Joli oraz mnie".
- Nie było żadnego zakazu! - przekonywała Monika Horna-Cieślak.
Poziom absurdalnej manipulacji wobec p. Joli oraz mnie osiągnął niebywałe szczyty. Nie było żadnego zakazu. Przesyłamy razem z ekipą z Lodziarni pod Dębem moc życzliwości! A już 26.06 razem z p. Jolą oraz starostwem organizujemy wspólnie wydarzenie dla każdego dziecka. Będziemy… pic.twitter.com/fHOdewi3hd
— Monika Horna-Cieślak (@MHornaCieslak) June 3, 2026
Rok bezczynności Rzecznik Praw Dziecka pomimo obietnic
O przebieg rozmowy i spotkania zapytaliśmy panią Jolę.
Pani rzecznik próbowała mnie przekonać, że "to nie jest tak" i że "szkoda, że nie rozmawiałyśmy wcześniej na ten temat"
– mówi nam właścicielka.
Jak się jednak okazało, pani Jola, właścicielka "Lodziarni", już prawie rok temu usiłowała skontaktować się z RPD. Wszystko wskutek pierwszego pisma w sprawie "lodów za pasek", które trafiło do lodziarni w lipcu ubiegłego roku. Jak relacjonuje pani Jola, pracownicy Biura RPD odesłali ją z kwitkiem. Obiecali jednak, że Monika Horna-Cieślak na pewno skontaktuje się telefonicznie w sprawie pisma.
Po roku braku jakiegokolwiek kontaktu ze strony RPD, pani Jola zdecydowała o poinformowaniu dzieciaków, że koniec z darmowymi lodami dla najlepszych uczniów.
- Zapytałam się nawet radcy prawnego, czy mogę w ogóle powiesić w lodziarni list od Rzecznik Praw Dziecka. Dowiedziałam się, że nie ma żadnych przeciwwskazań, wręcz muszę powiadomić dzieci, że nie będzie takiej akcji - opowiada pani Jola.
Dopiero ta sytuacja sprowokowała Rzecznik Praw Dziecka do ratowania swojego wizerunku.
Jak było do przewidzenia, ta wizyta zupełnie się odwróciła. Pani rzecznik starała się wytłumaczyć, że to tak nie wyglądało. Ja jej tłumaczyłam, że nawet jeśli w piśmie nie było napisane "kategorycznie zabraniam", to jednak było napisane, że powinnam to zatrzymać. Chciałam uniknąć problemów w sytuacji, gdyby ktoś jeszcze raz wysłał na mnie donos, że kontynuuję praktykę "lodów za pasek". Skąd mam wiedzieć, jakie konsekwencje by mi za to groziły?
– pyta pani Jola.
Wymuszone spotkanie, wymuszone zdjęcie
Jak się okazało, rozmowa Rzecznik Praw Dziecka z szefową "Lodziarni Pod Dębem" została po prostu wymuszona.
Nie będę ukrywać, że pani rzecznik nie zapowiedziała swojej wizyty. Zadzwoniła do mnie późnym popołudniem, że chciałaby się ze mną spotkać. Za wszelką cenę chciałam uniknąć tego spotkania. Zgodziłam się po dłuższych namowach
– mówi nam pani Jola.
Zapytaliśmy też, czy pani Jola wyraziła zgodę na wspólne zdjęcia z Rzecznik Praw Dziecka i publikację jej wizerunku w kontekście, w jakim przedstawiła to Monika Horna - Cieślak? W odpowiedzi usłyszeliśmy: "No cóż mam powiedzieć... proszę się domyślić".
Wymuszone wspólne działania
Zapytaliśmy też, jakiego rodzaju "wspólne działania" przeciwko mowie nienawiści zapowiedziała RPD w poście zilustrowanym wizytą w "Lodziarni Pod Pszczyną".
Pani rzecznik zaproponowała, że to sfinansuje. Że ewentualnie moja jakaś pomoc tam będzie, ale... ja po prostu powiedziałam pani rzecznik - jeśli ma ochotę, proszę bardzo. Proszę organizować takie coś. Ale ja jednak chciałabym być ostrożna w tym wszystkim. Ale zobaczymy. Wie pani, ja jestem dosyć uległa, to znaczy łatwo ulegam
– powiedziała pani Jola.
Właścicielka "Lodziarni Pod Dębem" kończyła refleksją, że jej życzeniem jest, "aby to wszystko się zakończyło".
- Ja nie potrzebowałam takiego rozgłosu. Chcę wrócić do codzienności, do tej ciszy i spokoju - stwierdziła szefowa lodziarni.