Dziś w archikatedrze w Warszawie, jak co miesiąc, odbyła się dziś msza św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej.
Mimo upływu czasu, czyż nie mamy w pamięci tych kwietniowych dni i nocy, tamtego 2010 roku, gdzie ul. Krakowskie Przedmieście, Plac Zamkowy, jak powiedział jeden z kapłanów, miały na imię "Polska". Bo to wtedy była Polska, to była nasza ojczyzna, która płakała, która cierpiała, która się modliła
- mówił w homilii ks. Bartołd.
Jeden z harcerzy trzymając straż przy krzyżu, który potem zaczął niektórym bardzo przeszkadzać, który stał się obiektem szyderstw, pośmiewiska, a także urągania, powiedział do jednego z kapłanów: proszę księdza, a może ci, co zginęli pod Smoleńskiem, po to zamknęli oczy, abyśmy my oczy otworzyli
- wspominał kapłan.
I dlatego ta nasza comiesięczna modlitwa jest nieustannym wołaniem: panie Jezu Chryste ukrzyżowany i zmartwychwstały spraw, aby z tej śmierci wyrosło dobro, i abyśmy przejrzeli i zrozumieli, że w okresach największych prób dziejowych naród polski szukał i znajdywał siłę do przetrwania i do powstania z trudnych sytuacji w krzyżu Chrystusa i modlitwie do jego matki i nigdy się nie zawiódł, bo był mocny mądrością i mocą krzyża
- podkreślił.