Leszek Kraskowski, znany z ujawniania niewygodnych dla Romana Giertycha (KO) informacji, m.in. o sprawie Polnordu, został aresztowany we wtorek na 3 miesiące - postawiono mu zarzuty gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania pistoletu gazowego oraz amunicji bez zezwolenia.
Sytuacja oburzyła środowisko dziennikarskie w Polsce i część sceny politycznej. Głos zabrały organizacje dziennikarskie, w tym Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Press Club Polska, a także Rzecznik Praw Obywatelskich.
Dzisiaj do sprawy Kraskowskiego odniósł się ścigany przez prokuraturę Żurka i Korneluka Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości.
Gdy milkną pióra, zaczyna się prawdziwy strach… Jeśli w tak ostentacyjny sposób można uciszyć krytycznego wobec władzy dziennikarza, to kto będzie następny?
- zapytał Ziobro.
Przyznał, że "czuje się w obowiązku, by reagować na niesprawiedliwość". Odniósł się do tymczasowego aresztowania Kraskowskiego przy zarzutach o posiadanie broni bez zezwolenia i groźby.
"Jako wieloletni minister sprawiedliwości i prokurator generalny znam politykę karną i wiem, że w przypadku takich czynów, nawet jeśli ich sprawcami są typy znane z kryminalnych kartotek, niemal zawsze stosuje się środki wolnościowe. Zresztą gdyby policja traktowała groźby red. Kraskowskiego jako realne, to podjęłaby działanie natychmiast i zatrzymałaby go już w zeszłym tygodniu, kiedy miał wysłać mail, a nie dopiero teraz" - napisał Zbigniew Ziobro.
"Dlatego jestem przekonany, że sprawa domniemanej groźby i broni gazowej to tylko prymitywny pretekst, by odebrać dziennikarzowi jego najgroźniejszą broń, jaką jest pióro i by go ostatecznie złamać"
- dodał.
Podkreślił, że nie sposób nie dostrzec związków z aktywnością Kraskowskiego z opisywaniem afery Polnord i "obnażanie rzeczywistej roli Romana Giertycha w aferze".
"Tak, Leszek Kraskowski ujawnił, że Giertych odegrał kluczową rolę w złodziejskim rozgrabieniu spółki Polnord na rzecz miliardera Ryszarda Krauzego - postaci powiązanej ze światem rosyjskich służb, polityki i szemranego biznesu. Leszek Kraskowski konsekwentnie odsłaniał kulisy afery. Piętnował też skandaliczne skręcanie śledztwa w tej sprawie za rządów Tuska, Bodnara i Żurka. Robił to, pomimo że od miesięcy grożono mu pobiciem, a nawet śmiercią, jeśli nie skończy pisać o Giertychu i Polnordzie. Grożono nie tylko jemu ale też jego rodzinie. Ostrzelano nawet jego dom i auto. I mimo to żadnego sprawcy na 3 miesiące nie aresztowano. Nawet nie starano się zatrzymać"
- przyznał Ziobro.
Dodał, że dziennikarz znalazł w trudnej sytuacji zagrożenia dla zdrowia i życia jego i jego najbliższych.
"Ta historia pokazuje, że skala deprawacji wymiaru sprawiedliwości osiągnęła pod rządami Tuska zatrważające rozmiary. Prawo stało się narzędziem zemsty w rękach władzy, która nie ma już żadnych skrupułów" - wskazał były minister sprawiedliwości. Ocenił, że "atak na dziennikarza to drastycznego przekroczenie kolejnej granicy".
"W Polsce rodzi się nowa, niebezpieczna rzeczywistość – autorytaryzm selektywny. Zdemoralizowana władza zamieniła wymiar sprawiedliwości w narzędzie represji wobec tych, którzy najmocniej uderzają w jej interesy. Dziś te metody są stosowane wobec dziennikarza śledczego, który zaszedł władzy za skórę. W przyszłości mogą być użyte wobec każdego, kto stanie jej na drodze albo będzie ją za mocno uwierał"
- podkreślił Zbigniew Ziobro.