Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Uśmiech premiera zamiast urlopu? Krzysztof Wołodźko o kiepskich wieściach na wakacje

Za rządów Zjednoczonej Prawicy w sezonie urlopowym niektóre media uwielbiały straszyć Polaków paragonami grozy. Dzisiaj, gdy do słonych rachunków za smażoną rybkę dochodzą pełzający wzrost bezrobocia, stagnacja płac i wydłużający się czas szukania nowego zatrudnienia, liberalne ośrodki władzy i opinii wolą chować głowę w piasek. Głupio im przyznać, że „20. gospodarka świata” wraca w balcerowiczowskie koleiny. A urlopowe wyjazdy – na co wskazują najnowsze badania – znów stają się przywilejem dla zamożnych.

Cóż tam, panie, w gospodarce? Nie trzyma się zbyt mocno. Parafraza z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego jak ulał pasuje do Polski rządzonej przez liberalno-postkomunistyczną władzę. Pan premier Donald Tusk, nasz lokalny Midas, tyle że pracujący z zupełnie innym materiałem niż złoto, otoczony przez szereg partyjnych i bezpartyjnych fachowców, twardo pracuje na recesję gospodarczą i zapaść rynku pracy. 

Coraz marniejszy rynek pracy

Dość metafor – wystarczy przyjrzeć się wskaźnikom. Pochodzące z końca czerwca dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających dziewięć osób lub więcej) w maju 2026 roku wyniosło 9173,24 zł brutto. To spadek aż o 357 zł wobec kwietnia! Mamy do czynienia z niepokojącym trendem: podobny spadek miał miejsce również w kwietniu. A to znak dużego wyhamowania wzrostu płac w bieżącym roku. Zdaniem analityków gospodarczych jest on najniższy od ponad pięciu lat. GUS podał również, że zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmalało w ciągu roku o 0,9 proc. Taka sytuacja trwa już od pół roku.

Pełzające bezrobocie w Polsce przybiera nową formę. Po fali zwolnień grupowych rośnie skala zwolnień indywidualnych. Między styczniem a kwietniem w urzędach pracy zarejestrowało się niemal 163 tys. osób, które straciły zatrudnienie z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy. Rok do roku to wzrost o 11 proc.! Analitycy renomowanej firmy LHH (branża HR) podają, że między styczniem a majem 2006 rok do roku o 12 proc. wzrosła liczba osób objętych programami wsparcia dla zwalnianych. To kolejny niechlubny rekord polskiej gospodarki – trend utrwalił się już w poprzednim roku. I na tym nie koniec: z analiz Instytutu Badawczego Randstad i Instytutu Badań Pollster, przygotowanych w ramach 61. edycji Monitora Rynku Pracy, wynika, że średni czas szukania pracy w Polsce wyniósł wiosną 2026 roku aż 4,5 miesiąca. I znów – idziemy na rekord! 

Moda na paragony grozy

Okazuje się, że to najwyższy wynik w historii pomiarów. Eksperci podkreślają, że w ciągu 15 minionych lat średni czas poszukiwania pracy nigdy nie był tak długi. Wzrost jest wyraźny zarówno w skali długo-, jak i krótkoterminowej: w pierwszym kwartale 2025 roku wynosił 3,3 miesiąca, czyli 45 dni krócej niż obecnie. Jak zwykle największe problemy ze znalezieniem nowej pracy mają osoby 50 plus: wśród nich średni czas szukania nowej pracy wynosi 8,7 miesiąca. Tylko w ciągu kwartału jest to wzrost z 7,2 miesiąca. A to przekłada się na coraz bardziej minorowe nastroje społeczne: z przywołanego badania wynika, że zmalał optymizm Polaków w kwestii poszukiwania pracy. Są to znaczące liczby: w ciągu pół roku z 83 proc. do 77 proc. spadł odsetek osób uważających, że łatwo będzie znaleźć jakąkolwiek pracę. Znacznie mniej, bo 56 proc. ankietowanych, ma nadzieję, że w ciągu pół roku znalazłoby pracę podobną lub lepszą od obecnej, gdyby zostało bez zatrudnienia.

W czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości polskojęzyczne media uwielbiały straszyć odbiorców klikbajtami poświęconymi paragonom grozy. Droga rybka nad Bałtykiem, jeszcze droższy zbójnicki schabowy pod Tatrami – wszystkiemu winni byli rządzący. Liberalne środki przekazu zapominały przy tym, że po 2016 roku wczasy rodzinne znów się umasowiły: pięćsetplusowej polityce towarzyszył znaczący spadek bezrobocia i rewolucyjny wręcz wzrost płac. Ludzie narzekali na paragony grozy, bo zrobiła się z tego wręcz moda i rozrywka właśnie wśród pięćsetplusowych wczasowiczów: każdy z nich mógł się pochwalić, że i jego stać, by solidnie przepłacić w smażalni ryb. 

Większe wydatki? To wzrost cen, nie luksusy

Za obecnych rządów znów się może okazać, że „nikt nie narzeka”, bo na duże rodzinne wczasy jeżdżą ci, których i tak zawsze było na to stać. Choć i dla nich to coraz większy wydatek. Przesadzam? W najnowszym badaniu Pollster, zatytułowanym „Polacy na wakacjach 2026. W poszukiwaniu świętego spokoju”, wprost zapisano, że znaczna część ankietowanych zwiększa wakacyjne wydatki, ale „odzwierciedlają one przede wszystkim wzrost cen, a nie wzrost wakacyjnego rozmachu”. Autorzy raportu podkreślają, że „deklaracja »wydam więcej« niekoniecznie oznacza więcej przyjemności. Przy rosnących cenach może to po prostu odzwierciedlać próbę utrzymania dotychczasowego standardu wypoczynku”.

Wyjazd na urlop w Polsce Donalda Tuska znów staje się luksusem? Autorzy raportu nie stawiają oczywiście takiej tezy, ale kto łączy kropki, szybko odkryje tego rodzaju smutny wniosek. Skoro rośnie bezrobocie, koszty „życia i przeżycia” też idą w górę, a w płacach jest coraz gorzej, to ekonomiczne podziały tylko się powiększają. I przekładają się również na urlopowe wyjazdy lub ich brak. Raport „Polacy na wakacjach 2026” mówi wprost, że wśród osób oceniających swoją sytuację materialną jako dobrą wyjazd planuje 76 proc.; wśród oceniających ją jako złą, 39 proc.”. Eksperci mówią bez ogródek: „Wakacje przestają być kwestią stylu, a stają się kwestią dostępu. Dla jednych to oczywisty element roku, dla innych, wydatek, na który trzeba się zdecydować lub z którego trzeba zrezygnować. Wskaźnik ten opiera się na samoocenie sytuacji gospodarstwa domowego; to subiektywna miara, ale różnica jest na tyle wyraźna, że trudno ją sprowadzić wyłącznie do różnic w postrzeganiu własnej zamożności”. Ankietowani przyznają, że na ogół o urlopie decydują pieniądze: 46 proc. nie ma na wyjazd środków, 18 proc. badanych wskazuje, że „wszystko zdrożało i wyjazd przestał być osiągalny”.

Polacy rzadko biorą kredyt, żeby jechać na wakacje, ale reklamy chwilówkowych biznesów nie kłamią: wśród osób w złej sytuacji finansowej co ósma (12 proc.) finansuje wakacje kredytem, wobec 1 proc. wśród dobrze sytuowanych.

Nie jest dobrze, gdy żar zbyt długo leje się z nieba. Jest jeszcze gorzej, gdy Polską rządzi liberalno-lewicowa klika, troszcząca się przede wszystkim o kieszenie swoich. W III RP urlop stał się przywilejem zamożniejszych. Pięćsetplusowa korekta na blisko dekadę wprowadziła w tej kwestii naprawdę dobrą zmianę. Dziś jednak wracamy w stare, balcerowiczowskie koleiny. A zamiast podróży za jeden uśmiech mamy dzisiaj coraz bardziej krzywy i nerwowy uśmiech pana premiera.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska