Co składa się na cenę paliwa? To cena beczki (baryłki ropy), cena jej przetworzenia, cena sprzedaży gotowego paliwa w hurcie i wreszcie cena detaliczna na stacjach. Na te ceny warstwowo nakładają się podatki i marże.
Regulacja ceny
Ponad 50 proc. ceny paliwa stanowią podatki. Z tego wniosek, że to państwo ma największy wpływ na to, ile ono kosztuje. Są dwa rodzaje podatków – pierwszy od „sztuki”, czyli od litra, obejmuje: akcyzę około 1,5 zł za litr benzyny i 1,16 zł za litr diesla; opłatę paliwową – 18,7 gr od litra benzyny i 37,6 gr od diesla; oraz opłatę emisyjną – 8 gr za litr. Drugi podatek – procent od wartości wszystkich składników – to VAT wynoszący 23 proc.
Czyli państwo może zwiększyć lub zmniejszyć cenę, regulując któryś z tych podatków. I ma dużą elastyczność, bo przy 7 zł za litr prawie 4 zł stanowi suma wszystkich podatków.
Ale to niejedyny sposób regulacji ceny. Generalnie oprócz warstwowego nakładania podatków (VAT obejmuje wszystkie koszty, więc również istniejące podatki na paliwo) jest też warstwowy system nakładania marż. Nabywcy tankującemu paliwo wydaje się, że ma do czynienia z jedną marżą – stacji benzynowej, na której się znajduje. Nic bardziej mylnego. Tych marż jest naprawdę wiele. Nakładają je ci, którzy ropę wydobywają, ci, którzy sprzedają ją hurtowo, czy ci, którzy ją transportują. A to dopiero początek.
Polska jest niewielkim producentem ropy, więc interesują nas przede wszystkim marże narzucane od momentu przywiezienia tego surowca do rafinerii. Każdy tego typu zakład ma swoją marżę i ona wpływa na cenę ropy. Ale nie ta marża decyduje o cenie. Jak się okazuje, w polskiej praktyce największy wpływ na to, ile płacimy na stacjach, mają ceny hurtowe gotowego paliwa. Po wyjściu z rafinerii paliwa są sprzedawane tym, którzy rozprowadzają je w detalu. Nasz rynek hurtowy został zdominowany przez państwowy Orlen (większość akcji tej spółki posiada Skarb Państwa). W hurcie zaopatruje swoje stacje, franczyzy, stacje prywatne, a nawet inne koncerny. Czyli jest to najważniejszy mechanizm regulacji ceny oprócz podatków. Ostatnią marżą jest ta nakładana na paliwo przez stacje benzynowe. Co ciekawe, w większości wypadków to nie ona utrzymuje stacje. Zwykle ich zarobki są większe na towarach sprzedawanych przy okazji dystrybucji paliwa, jak: kawa, jedzenie, płyny do samochodu itd.
Kiedy jeden Donald podnosi ceny paliwa, a kiedy drugi
Przed wybuchem wojny w Iranie cena ropy wynosiła około 60–70 dolarów za baryłkę. W pierwszych kilkudziesięciu godzinach konfliktu skoczyła nawet do 120 dolarów, a ustabilizowała się na poziomie około 100 dolarów. Dla porządku przeliczam: przy 60 dolarach za baryłkę, po obecnej cenie dolara (3,7 zł), to około 1,4 zł za litr ropy; przy 100 dolarach – 2,3 zł. Piszę to w piątek 13 marca, w momencie ukazania się tego artykułu cena może być inna.
W Polsce ceny paliw na stacji skoczyły natychmiast. Wzrosty sięgały około 30 proc. Donald Tusk powiedział, że odpowiada za nie Donald Trump („inny Donald” – jak się wyraził), bo to prezydent USA podjął decyzję o ataku na Iran. Byłaby to prawda, gdyby ceny paliwa na stacjach skoczyły po około miesiącu od zwyżki u producentów. Od momentu kupienia ropy do chwili jej sprzedania w postaci paliwa mija przynajmniej miesiąc, o ile nie jest ono magazynowane. Jeśli jest, wówczas ten czas się wydłuża. Polska bez problemu może mieć rezerwy na trzy miesiące. W momencie wybuchu wojny w Iranie niestety były one mniejsze, ale i tak wystarczyłyby na wiele tygodni. Z tego wniosek, że ropa przetwarzana na paliwo była kupowana jeszcze za cenę około 60 dolarów za baryłkę. Efekt „amerykańskiego Donalda” powinien wystąpić sporo później. Tym bardziej że Polska nie kupuje większości paliwa na tzw. spocie, tylko ma je zakontraktowane. Cena hurtowa ropy mogła więc – w zależności od umów – utrzymać się jeszcze dłużej.
Zatem dlaczego paliwo na stacjach tak szybko podrożało? Zdecydował o tym faktycznie drugi Donald, ten znad Wisły.
Ceny hurtowe Orlenu przebiły sufit
Po wybuchu wojny w Iranie w ciągu kilkudziesięciu godzin wzrosły marże rafinerii Orlenu od 9 do 18 gr na litrze, co – biorąc pod uwagę rosnące ryzyka – można było jeszcze zrozumieć. Skoczyła też marża hurtowa o około 40 gr. Czego już wytłumaczyć się nie da, chyba że wykorzystaniem efektu psychologicznego. Marża detaliczna, czyli ta na stacjach, początkowo się nie zmieniła, a kiedy cena paliwa przebiła sufit, wręcz tę ostatnią marżę zaczęto obniżać.
Wzrost marż został spotęgowany podatkiem VAT. Co to oznacza? Orlen przetwarzał tańsze paliwo, ale sprzedawał je stacjom benzynowym z dużo większym zyskiem. Świadomie więc zwiększając swoje zyski, podniósł ceny.
W momencie gdy ceny hurtowe Orlenu zaczęły być problemem politycznym, obniżono marże detaliczne. Dlaczego właśnie te, a nie hurtowe? Bo spora część stacji, które kupują w hurcie paliwo od Orlenu, do niego nie należą. Oznacza to, że problem przerzucono na właścicieli stacji, wielu z nich po prostu dołując finansowo.
Dlaczego Tusk na to pozwolił
Podatki od paliw stanowią istotną część budżetu państwa. To obecnie około 80 mld zł rocznie. Niemal 40 mld zł stanowi VAT od paliw. Przychód z tego podatku jest większy, gdy rośnie cena detaliczna paliwa, a to oznacza większe dochody dla budżetu. Przy ziejącej dziurze budżetowej każdy grosz się przyda. Tusk skorzystał z okazji i kosztem naszych kieszeni podreperował odrobinę finanse państwa. Ale żeby wyciągnąć te około 20 gr więcej na litrze z naszych kieszeni, paliwo musiało podrożeć o ponad złotówkę. Więcej zarobił Orlen jako korporacja.
Szok cenowy na dłuższą metę może spowodować ogromne problemy gospodarcze i społeczne, ale ludzie Tuska – tak jak w wielu innych sprawach – specjalnie się tym nie martwią. Te rządy charakteryzuje taki sposób rządzenia, jakby przyszłości miało nie być. Tak stało się właśnie teraz.
Oczywiście Tusk może powiedzieć, że przecież Orlen to spółka handlowa i on nie będzie mu ustalał ceny. Pomijając to, że błyskawicznie zawsze może zmienić prezesa Orlenu, to jeżeli nie chciał wtrącać się w jego politykę cenową, mógł po prostu obniżyć podatki. No ale nie o to chodziło…
Inflacja – zabójca zarobków
Wyższe ceny paliwa to zwykle sygnał dla całej gospodarki do podniesienia wszystkich cen. Kilkudniowe utrzymanie się wyższych cen paliwa podwyższa ceny żywności (szczególnie dotkliwie odczuwają to rolnicy na wiosnę), usług itd. Rozkręca się spirala inflacyjna. Jej efektem jest oczywiście wzrost przychodów z podatków, szczególnie VAT, i kolejne zmniejszenie naszych przychodów. Początkowo budżet państwa na tym zyskuje. Wkrótce jednak inflacja zaczyna zmuszać do wzrostu wydatków budżetowych, zabija przedsiębiorczość i pogarsza sytuację kredytową. Ostatnim etapem inflacji może być jakiś rodzaj kryzysu gospodarczego.
Problem mógłby się szybko rozwiązać, gdyby ceny ropy na świecie spadły. Wtedy Orlen nie miałby wyjścia i musiałby się dostosować. Jednak niewiele na taki scenariusz wskazuje. Dojdzie więc realnie droższa ropa plus polityka Tuska generująca podwyżki. A to już mieszanka wybuchowa.
Już jest! Nowy numer tygodnika #GazetaPolska. Zobacz wideo i sprawdź co przygotowaliśmy!
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) March 18, 2026
Udostępnij i promuj niezależne media!
Prenumerata » https://t.co/P6zoug8Eh6
Więcej » https://t.co/OnIeddfVvX pic.twitter.com/HyJEPBfrRN