Ogromny pożar na Lubelszczyźnie
Od wtorkowego popołudnia straż pożarna prowadzi działania związane z gaszeniem pożaru lasu w powiecie biłgorajskim, na terenie nadleśnictwa Józefów. Ogień objął już około 250 hektarów. Podczas akcji doszło do tragedii - rozbił się samolot gaśniczy typu Dromader, w wyniku czego zginął pilot.
W nocy przerwano działania lotnicze. Krótko po północy zebrał się sztab kryzysowy. Na miejsce przybyli także minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński oraz minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował na platformie X, że do akcji zostaną skierowani żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej.
Rano do akcji gaszenia pożaru zaczęto wykorzystywać śmigłowiec Black Hawk oraz śmigłowiec z Lasów Państwowych.
Regina Klimaszewska, Rzecznik Lasów Państwowych w rozmowie z TV Republika przekazała, że powierzchnia obszaru, który jest objęty pożarem, na ten moment jest niedoszacowana i będzie większa.
Cały czas siły są kierowane, aby sytuację maksymalnie opanować, zabezpieczyć to miejsce. Lecą kolejne śmigłowe i samoloty z innych baz lotniczych. Mamy ich w Lasach Państwowych 30. Ten pożar to ogromna strata dla przyrody. Codziennie w Lasach Państwowych pracownicy obserwują lasy, dlatego wiele pożarów jest gaszonych w zarodku. Jest to bardzo duży nakład sił i środków codziennie, nie tylko w takiej tragicznej sytuacji jak obecnia
– wyjaśniła.
Nadmieniła, iż Lasy Państwowe na co dzień współpracują ze Strażą Pożarną.
Gdyby ta współpraca nie była dobra, nie mielibyśmy też tak dobrze funkcjonującego systemu przeciwpożarowego. Wszyscy gramy do jednej bramki. Najważniejsze jest, aby zabezpieczyć to miejsce i pożar nie zagroził okolicznym mieszkańcom i się dalej nie rozprzestrzeniał
– oznajmiła.
Andrzej Bartkowiak, były komendant główny Państwowej Straży Pożarnej, zwrócił uwagę, że w trakcie akcji gaśniczych strażacy zawsze skupiają się na tym, aby pożar nie zamienił się ze ściółkowego w wierzchołkowy.
Wówczas zaczyna się robić bardzo niebezpiecznie, rozwój pożaru jest niezwykle szybki. Wczoraj wierzchołki drzew zostały zajęte przez ogień. Z 80-100 hektarów pożar objął już około 250 hektarów. Jest to ogromne zagrożenie dla strażaków
– stwierdził.
Dodał też, że w jego opinii "jeżeli kierunek wiatru się nie zmieni, a dowodzenie i koordynacja będą na odpowiednim poziomie, powinniśmy sobie z tym pożarem poradzić i nie powinien on w jakiś niebezpieczny sposób się rozwijać". Ocenił także, że "na ten moment siły i środki są dysponowane prawidłowo".
Odniósł się też do katastrofy samolotu Dromader, w wyniku której zginął pilot.
Pożar wierzchołkowy ma swój mikroklimat. Pojawiają się tam różne wektory powietrza. Jest to niebezpieczne nie tylko dla samolotu, ale też dla helikoptera. Piloci muszą wykazać się niezwykłym kunsztem. Wiele czynników może się przyczynić do tego, że robi się niebezpiecznie i dochodzi do katastrofy
– powiedział.
Pytany o możliwą przyczynę pożaru wskazał, iż jej ustalenie jest "niezwykle trudne".
Oczywiście jest monitoring w lasach, dlatego jest bardzo łatwo zauważyć, że pożar wybucha. Wczoraj sytuacja wymknęła się spod kontroli. Szkoda, że helikopter nie przyleciał wczoraj. Przewagą helikoptera nad samolotem jest fakt, iż nie musi lądować
– oświadczył.