Anonimowi rozmówcy gazety podkreślili, że słowa, które wywołały reakcję rządu w Londynie i stały się tematem dnia w irlandzkich mediach, nie były spontaniczną wypowiedzią prezydenta USA, lecz „odzwierciedlają jego przekonania”.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
W komentarzu redakcyjnym „Sunday Independent” podkreślił, że nie jest łatwo zinterpretować znaczenie wypowiedzi prezydenta, który „mógł nie rozumieć, jak bardzo jego słowa mogłyby zaburzyć delikatną równowagę w stosunkach irlandzko-brytyjskich”. Przypomniał, że na podobną deklarację nie zdobył się nawet poprzedni prezydent USA Joe Biden, z dumą podkreślający swoje irlandzkie pochodzenie.
Gazeta oceniła jednocześnie, że uwagi Trumpa mogą przekształcić się w bardziej systematyczne stanowisko Waszyngtonu.
„Jego żądanie (dotyczące uzyskania przez USA) kontroli nad Grenlandią (…) też na początku wydawało się spontaniczną uwagą, ale szybko przekształciło się w oficjalną politykę Białego Domu” - zauważyła.
„Jednemu nie da się zaprzeczyć: dynamika wokół referendum granicznego wyraźnie wzrosła w ostatnich miesiącach i latach” - ocenił „Sunday Independent” .
Jednocześnie dziennik podkreślił, że przed listopadowymi wyborami do Kongresu USA Trump mógł też chcieć zaskarbić sobie sympatię ok. 30 mln Amerykanów irlandzkiego pochodzenia.
Publicystka gazety Eilis O'Hanlon nie kryła sceptycyzmu. „Uspokójcie się, prezydent (Trump) powie wszystko, byle tylko usłyszeć jakiś komplement” - napisała, dodając, że słowa o jedności Irlandii były zaskoczeniem dla wszystkich, „w tym prawdopodobnie dla samego Trumpa”. Wypowiedź prezydenta określiła mianem „słów rzuconych mimochodem”.
Irlandzki „Sunday Times” ocenił, że „jak na prezydenta USA była to nadzwyczajna interwencja w jedną z najbardziej delikatnych kwestii w polityce brytyjskiej i irlandzkiej, a także odejście od neutralności, z jaką (kolejne) amerykańskie administracje (...) odnosiły się do konstytucyjnej przyszłości Irlandii Północnej”. Gazeta podkreśliła, że Trump „zapuścił się na politycznie grząski teren”.
Prezydent USA, który w sobotę rozpoczął dwudniową wizytę w Irlandii, powiedział tego dnia w rozmowie z prasą, że „bardzo chciałby zobaczyć zjednoczoną Irlandię”. - To byłoby świetne. Myślę, że gdyby do tego doszło, byłoby to wielkim powodem do dumy dla wszystkich. To się w końcu stanie – powiedział przed spotkaniem z premierem Irlandii Michealem Martinem. - Jak mogłoby to być czymś złym? - spytał retorycznie. Zastrzegł przy tym, że „nie chce wywołać żadnych kłopotów”, a „Zjednoczone Królestwo będzie tu miało coś do powiedzenia”. W późniejszym przemówieniu w siedzibie ambasadora USA w Dublinie przyznał, że pytanie o jedność Irlandii jest jednym z tych, na które nie ma łatwych odpowiedzi.
Również w sobotę na słowa Trumpa zareagowała kancelaria premiera Wielkiej Brytanii Andy'ego Burnhama, podkreślając, że idea zjednoczenia Irlandii nie cieszy się szerokim poparciem, które na podstawie Porozumienia Wielkopiątkowego dałoby podstawę do zorganizowania referendum w tej sprawie.
Zjednoczenie Irlandii oznaczałoby koniec brytyjskich rządów w Irlandii Północnej. Jej obecny status po dekadach krwawego konfliktu nazywanego „Troubles” (Kłopoty) reguluje Porozumienie Wielkopiątkowe z 1998 roku, wynegocjowane przy dużym udziale Stanów Zjednoczonych. Republika Irlandii ze stolicą w Dublinie oddzielona jest granicą od Irlandii Północnej, która - wraz z Anglią, Walią i Szkocją - tworzy Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej ze stolicą w Londynie.