To złotoborowik wysmukły, znany wśród grzybiarzy jako borowik amerykański. Pochodzi z Ameryki Północnej i jeszcze dekadę temu w naszym kraju nie występował. Jak podaje National Geographic, w Europie pojawił się po raz pierwszy w 2007 roku, gdy zaobserwowano go na litewskim wybrzeżu Morza Bałtyckiego.
Jak tam trafił, do dziś nie ustalono jednoznacznie. Prawdopodobnie przyjechał razem z sadzonkami drzew importowanymi z Ameryki, ukryty w glebie przywiązanej do korzeni.
Grzybiarze wiedzą najlepiej
Od litewskiego wybrzeża zaczął marsz na zachód i południe. Polska była jednym z pierwszych krajów, gdzie się zadomowił, początkowo tylko w pasie nadmorskim. Naukowcy potwierdzili w 2025 roku na łamach IMA Fungus, że gatunek wbił się w polskie lasy na stałe, a jego zasięg sięgnął ponad 600 kilometrów w głąb lądu.
Gdzie dokładnie grzyb dotarł, wiedzą grzybiarze lepiej niż laboratoria. Ich znaleziska trafiają do platformy iNaturalist, na której działa dedykowany projekt śledzący jego rozprzestrzenianie w Europie. Polska jest w nim jednym z najbardziej aktywnych krajów, z ponad 150 zgłoszonymi obserwacjami z niemal wszystkich województw. Wrzesień to szczyt sezonu, gdy pojawia się najczęściej.
Znalezisko spod Zielonej Góry nie jest przypadkiem ani ewenementem. To kolejny sygnał, że gatunek wyszedł poza swoje pierwsze polskie przyczółki nad morzem i wchodzi w głąb kraju, tym razem do lasów województwa lubuskiego.
Jak rozpoznać nowego borowika
Zanim spojrzysz na kapelusz, patrz na trzon. To on natychmiast zdradza złotoborowika. Jest nieproporcjonalnie długi, smukły i pokryty wyraźnymi podłużnymi bruzdami, jakby ktoś przeciągnął po nim grzebieniem wzdłuż całej długości. Żaden rodzimy borowik tak nie wygląda.
Kapelusz ma barwę brązową lub czerwonobrązową, matową, a jego skórka lekko wystaje poza krawędź kapelusza, tworząc delikatną falbankę. Spód kapelusza u młodych owocników jest żółty, z czasem oliwkowy. Miąższ ma łagodny, lekko kwaskowaty smak i nie sinieje po przekrojeniu. Najczęściej wyrasta na piaszczystych siedliskach pod sosnami.
To grzyb jadalny
Gatunek uznaje się za jadalny, bez groźnych sobowtórów wśród grzybów trujących. Grzybiarze szybko go polubili z prozaicznego powodu: rośnie gromadnie i robaki go omijają. Nadaje się do sosów, marynat i suszenia.
Czy jego ekspansja zagraża rodzimym gatunkom? Badacze nie mają jeszcze odpowiedzi. Grzyb tymczasem pojawia się w kolejnych polskich powiatach.