Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Skarżysko-Kamienna: Nie ma pieniędzy na dalsze leczenie pacjentów ze stwardnieniem rozsianym

30 pacjentów ze stwardnieniem rozsianym przerwie leczenie w szpitalu w Skarżysku-Kamiennej - ustaliła „Rzeczpospolita”. Powodem są opóźnienia w płatnościach przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

O możliwości zaprzestania leczenia tych pacjentów alarmowała już w lutym br. Fundacja StwardnienieRozsiane.Info. Jej prezes Monika Łada skierowała do szefa NFZ apel o pilną interwencję. Po tym ruszyły negocjacje szpitala ze świętokrzyskim oddziałem NFZ, jednak rozwiązania nie znaleziono. W efekcie od 1 maja placówka radykalnie zredukuje liczbę pacjentów, leczonych na stwardnienie rozsiane – z 70 na tylko 40. Placówka przestanie leczyć 30 chorych.

Potwierdza to w rozmowie z „Rz” dr Małgorzata Fudala, neurolog, kierowniczka Oddziału Neurologicznego i Udarowego szpitala powiatowego w Skarżysku-Kamiennej.

- Z końcem kwietnia musimy zaprzestać leczenia pacjentów trzema substancjami, mimo że do tej pory mieliśmy cały panel leków stosowanych w SM. Chodzi o chorych przyjmujących ozanimod, siponimod oraz ofatumumab. Lekarka tłumaczy, że hurtownia, która jako jedyna zapewniała dostęp do tych trzech leków, nie chciała podpisać nowej umowy ze szpitalem ze względu na długi placówki i brak terminowości w płatnościach. Zadeklarowała, że może sprzedawać szpitalowi leki za gotówkę po cenie hurtowej, bez dodatkowych prowizji. Jest to jednak ryzykowne ze względów prawnych dla dyrekcji

- wskazuje lekarka. 

Oprócz Skarżyska-Kamiennej, w województwie świętokrzyskim stwardnienie rozsiane leczy jeszcze siedem placówek: w Starachowicach, Końskich, Staszowie, Sandomierzu, Ostrowcu Świętokrzyskim i dwie w Kielcach. To oznacza dla chorych dalekie wyjazdy na dalsze leczenie.

O komentarz w sprawie „Rz” poprosiła też jedną z pacjentek.

- Nikt nie potrafi - albo nie chce - powiedzieć mi, co dalej - mówi Anna Tkaczyk, pacjentka z SM, która leczy się w Skarżysku-Kamiennej. O planach likwidacji programu została poinformowana jakiś czas temu, choć do dziś nie ma żadnego formalnego potwierdzenia. - Dyrekcja po prostu mnie ignoruje i nie odpisuje na maile. Z kolei NFZ twierdzi, że „przygląda się sprawie”. Nikt nie udzielił mi informacji, czy mam szukać nowej placówki na własną rękę, czy szpital mnie gdzieś przeniesie, czy może powinnam jeszcze czekać - tłumaczy.

Co z pacjentami, którzy utracą gwarancję leczenia w Skarżysku-Kamiennej? Jak podaje „Rz”, świętokrzyski oddział NFZ wysłał do najbliżej położonych szpitali prośbę „o dokonanie oceny możliwości przejęcia leczenia pacjentów” w programie lekowym B.29. Większość placówek odmówiła „przejęcia” chorych. Odmówił nawet Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach, największy szpital w regionie.

- Obecnie Klinika Neurologii monitoruje leczenie ponad 200 pacjentów zakwalifikowanych do programu lekowego B.29, co już teraz stanowi bardzo duże obciążenie zarówno dla personelu, oddziałów, jak i pracowników diagnostycznych. Nasza decyzja wynika z troski o zachowanie płynności leczenia i możliwości kwalifikacji nowych chorych. Przejęcie dużej grupy pacjentów z innego szpitala doprowadziłoby do całkowitego zablokowania możliwości kwalifikowania nowych pacjentów w naszej placówce

- tłumaczy dziennikowi dyrektor naczelny placówki, Marcin Martyniak.

Pacjenci ostatecznie odnajdą nowe miejsca leczenia, tylko ze względu na osobiste zaangażowanie dr. Fudali z skarżyskiego szpitala.

- Musiałam podjąć próbę zadbania o to, by pacjenci nie musieli sami szukać miejsca do dalszej terapii, co byłoby dla nich dużym stresem i wywołałoby chaos w systemie. Dzięki solidarności naszego środowiska neurologów, wykorzystując też moje prywatne relacje i 35-letnie doświadczenie w branży, udało mi się przekonać koleżanki i kolegów neurologów z innych szpitali, by na zasadzie dobrej woli zgodzili się przyjąć pacjentów z naszego ośrodka. Kierowałam się głównie względami logistycznymi i miejscem zamieszkania chorych. Jako lekarz nie wyobrażam sobie zostawienia pacjenta po dziesięciu latach leczenia z samym skierowaniem w ręku. Obecnie kompletujemy dokumentację, żeby pacjenci mogli płynnie kontynuować terapię w nowych miejscach. Chcę i umiem leczyć tych ludzi, ale z powodu splotu okoliczności po prostu nie możemy tego robić

- wyjaśniła.

Źródło: rp.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej