Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Raport PKBWL po katastrofie Dromadera to kpina. „Wygląda na krycie winnych”

Wstępny raport z majowej katastrofy gaśniczego Dromadera nad Puszczą Solską, sporządzony przez Państwową Komisję Badań Wypadków Lotniczych, zawiera rażące braki, przeinaczenia i rodzi kolejne pytania. Brakuje w nim informacji, że pilot dopiero wiosną ukończył odpowiednie przeszkolenie. Wynika z niego, że pierwotnie pilot Dromadera był skierowany na obszar, gdzie nie było pożaru i dopiero później - już dawno po zachodzie słońca -  skorygował kurs.

O sprawie pisałem kilkukrotnie. PZL M-18 Dromader będący w dyspozycji Lasów Państwowych, rozbił się podczas gaszenia pożaru lubelskiej puszczy. Nie powinien brać udziału w akcji po zmroku. Maszyna runęła wraz z pilotem na ziemię o godz. 20.41, czyli 45 min, po zachodzie słońca, tuż po zmroku.  

Według informacji Niezależna.pl, pilot Dromadera pracował w spółce Mieleckie Zakłady Lotnicze ,od niedawna, od początku roku. Dopiero co – wiosną - skończył w Mielcu przeszkolenie na typ M18 Dromader oraz odbył szkolenie do wykonywanie lotów przeciwpożarowych.

To jego jedna z pierwszych akcji gaśniczych w których brał udział. Moim zdaniem pierwsza. Miał pecha, że miał dyżur w Warszawie i podjął się akcji. Był doświadczonym pilotem, ale nie na tych maszynach, a są wyjątkowo specyficzne

 – twierdzą nasi informatorzy.

Braki w raporcie. Złe współrzędne

Jakim cudem został tak późno wysłany? Przez kogo? Lektura opublikowanego 2 czerwca wstępnego raportu PKBWL jest porażająca. Brak w nim podstawowych informacji – o tym, że pilot dopiero co zaczął uczestniczyć w akcjach gaśniczych. Znajdują się w nim też wątpliwe fragmenty dotyczące korespondencji radiowej.

Jak wynika z wstępnego raportu, 5 maja 2026 r. o godzinie 18:33 1o gaszenia rozległego pożaru Puszczy Solskiej został zadysponowany samolot PZL M18B Dromader o znaku rozpoznawczym SP-ZUT, stacjonujący w bazie na lotnisku Warszawa Babice. Współrzędne miejsca pożaru zostały przesłane SMS-em na telefon Bazy. Przez kogo? Raport o tym nie mówi. Samolotem dysponują Lasy Państwowe, a należy do spółki MZL. To te dwa podmioty musiały wydawać dyspozycje  i wiedzieć o nich.  

Dyżurujący mechanik zatankował ok. 1900 litrów wody, po czym pilot wykonał przegląd przedlotowy, zajął miejsce w kabinie i o godzinie 19:10 samolot wystartował kierując się w rejon Biłgoraja.

Teraz jeden z najważniejszych fragmentów. O godzinie 20:20 samolot doleciał do wskazanego miejsca pożaru, jednak pilot nie potwierdził występowania ognia w tym rejonie – pisze PKBWL. Pilot został, naprowadzony na błędną lokalizację!

Błędy merytoryczne

Dalej można przeczytać w raporcie:

W związku z tym poprosił FIS o wektorowanie do punktu wskazanego przez innego pilota. Punkt ten znajdował się ok. 15 km na wschód od Biłgoraju. O godzinie 20:38 pilot zlokalizował pożar, na który zamierzał dokonać zrzutu wody. Zgłosił do FIS, że robi rozpoznanie wzdłuż linii ognia, następnie zrobi nalot i wyjdzie na prostą. Pilot po wykonaniu kręgu w rejonie pożaru faktycznie zrobił nalot, który zakończył się gwałtownym nurkowaniem. Samolot ścinając wierzchołki drzew o godzinie 20:40 zderzył się z ziemią. W wyniku zderzenia samolot uległ całkowitemu zniszczeniu, a pilot poniósł śmierć na miejscu. 

Pojawia się problem. Porozmawialiśmy z najlepszymi w kraju praktykami jeżeli chodzi o nawigację lotniczą, jak i pilotami przeszkolonymi na Dromaderach. FIS (Flight Information Service) w lotnictwie to Służba Informacji Powietrznej.

Jego zadanie to wsparcie i koordynacja. Ma zadanie doradcze i informacyjne. Nie może wektorować, może ewentualnie podać, zasugerować kurs – twierdzą eksperci.

PKBWL twierdzi też, że wcześniej „w trakcie prowadzenia korespondencji radiowej z FIS2 pilot otrzymał informację, że po zakończonej akcji ma na nocleg lądować na działającym do 22:00 lotnisku w Mielcu (EPML)”.  

Tymczasem FIS nie decyduje, gdzie samolot ma lądować. Czy ktoś z działu operacyjnego MZL lub Lasów Państwowych dzwonił, aby przekazać tego typu dyspozycje?

Nie ma czegoś takiego, że FIS informuje pilota, gdzie ma lecieć , jak w tym wypadku, na nocowanie. To jest jakaś kpina. To jest kompletne oderwane od rzeczywistości. FIS nie jest działem operacyjnym, nie dysponuje pilotem, nie ma nic do czynienia z ochroną przeciwpożarową.  Za to musiał odpowiadać dział operacyjny Mieleckich Zakładów Lotniczych i Lasy Państwowe. To wygląda na krycie winnych

– twierdzi  jeden z długoletnich pilotów pożarniczych, z którymi rozmawialiśmy. 

Źródło: Niezależna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska