Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Silni razem i KO grają narracją o "sfałszowanych" wyborach. Ich tezy nie wytrzymują konfrontacji z realiami

Politycy związani z Platformą Obywatelską i środowiska bliskie tej partii, w tym "silni razem", próbują w mediach społecznościowych wytworzyć narrację dotyczącą rzekomego sfałszowania wyników wyborów prezydenckich, które wygrał popierany przez Prawo i Sprawiedliwość dr Karol Nawrocki. Postanowiliśmy dokładnie przyjrzeć się głównym wątkom poruszanym przez zwolenników tej narracji i jak się okazuje - nie wytrzymują one konfrontacji z rzeczywistością.

Krótko po godzinie 5.00 rano 2 czerwca opinia publiczna w Polsce poznała wyniki II tury wyborów prezydenckich. Wygrał je popierany przez Prawo i Sprawiedliwość Karol Nawrocki, który uzyskał 10 606 877 głosów, a jego rywal z Platformy Obywatelskiej - Rafał Trzaskowski - o blisko 370 tys. głosów mniej. Kilka godzin później, podczas konferencji Państwowej Komisji Wyborczej, przewodniczący gremium, sędzia Sylwester Marciniak, ogłosił oficjalnie wyników wyborów i podkreślił, że zarówno pod protokołem, jak i uchwałą o wyborze Nawrockiego podpisali się wszyscy członkowie PKW.

Reklama

Środowisko koalicji rządzącej w oficjalnych komunikatach uznało wyborcze rozstrzygnięcie, jednak w mediach społecznościowych wśród polityków i sympatyków KO, związanych m.in. z grupą "silni razem" rozpoczęła się narracja mająca wytworzyć przekonanie o zafałszowaniu ostatecznych wyników.

5 czerwca sygnał dał Roman Giertych, już oficjalnie związany z Platformą Obywatelską poseł i adwokat. W mediach społecznościowych zaapelował, by "wszystkie przypadki fałszerstw lub nieprawidłowości wyborczych" zgłaszać na adres jego kancelarii, a on "rozważy, czy skierować protest wyborczy do Sądu Najwyższego".

Konkretnie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, której legalność ten sam obóz rządzący kwestionuje.

Od 2 czerwca wyborcy mają 14 dni na składanie do Sądu Najwyższego protestów przeciwko wyborowi prezydenta. Po rozpoznaniu wszystkich protestów wyborczych, na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW, Sąd Najwyższy rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta - musi to zrobić w ciągu 30 dni od podania wyników wyboru do publicznej wiadomości, czyli do 2 lipca.

Wioletta Paprocka, szefowa sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego, zwróciła się z podobnym apelem, by rzekome nieprawidłowości zgłaszać na specjalnie utworzonej stronie, a oni "zwrócą się do PKW, aby każdy z tych przypadków wyjaśniła".

W sieci od czwartku zaczęły krążyć narracje o domniemanych nieprawidłowościach w II turze wyborów prezydenckich, które łatwo podchwycili politycy KO i ich internetowi sympatycy, związani także z grupą "silnych razem". 

Kto zasiadał w krakowskiej komisji?

Pierwsza z poruszanych kwestii dotyczyła protokołów sporządzonych w drugiej turze wyborów przez obwodową komisję wyborczą nr 95 w Krakowie. Pojawiła się sugestia, że w dokumencie zamieniono wyniki między kandydatami. W informacji podanej na stronie PKW czytamy, że w drugiej turze Nawrocki otrzymał tam 1132 głosy, a Trzaskowski - 540. W pierwszej turze natomiast Trzaskowski otrzymał tam 550 głosów, a Karol Nawrocki - 218. Sprawę wyjaśnia obecnie Okręgowa Komisja Wyborcza w Krakowie.

Jak poinformował komisarz wyborczy w Krakowie Rafał Sobczuk, przedstawiciele obwodowej komisji zgłosili urzędowi miasta oraz komisji okręgowej pomyłkę. 

"Komisja głosy, które były oddane na jednego kandydata, przypisała drugiemu, taki dostarczyła protokół i takie dane zostały wprowadzone do systemu" – poinformował Sobczuk. Dodał, że członkowie komisji sami zauważyli błąd, ale na zmianę było za późno. Pomyłkę tłumaczyli zmęczeniem i nieporozumieniem.

W sieci jednak padły oskarżenia o polityczną motywację pod adresem przewodniczącego komisji, Stanisława Brzozowskiego. Brzozowski był jednak zgłoszony przez KWW Krzysztofa Stanowskiego, co więcej - w komisji zasiadali członkowie zgłoszeni przez komitety m.in. Piotra Szumlewicza, Adriana Zandberga, Magdaleny Biejat czy Rafała Trzaskowskiego, a nie było tam przedstawicieli komitetów kandydatów prawicowych - Karola Nawrockiego, Sławomira Mentzena, Grzegorza Brauna czy Marka Jakubiaka.

Pomyłki w obie strony

Możliwe pomyłki, które dziś służą jako polityczny oręż, miały zdarzyć się także w innych obwodowych komisjach na terenie kraju. 

Jednak jeśli się już myliły, to w obie strony, czego dowodzi analityk Jakub Kubajek. W mediach społecznościowych zamieścił wpis, w którym przekazał, że znalazł 13 komisji, które w jego ocenie popełniły błędy - "7 z nich na korzyść Nawrockiego, a 6 - na jego niekorzyść".

"Ich efekt netto wyliczyłem na około minus 890 głosów dla Trzaskowskiego" - napisał Kubajek.

Według ustaleń Kubajka, w 8 innych komisjach także mogło dojść do pomyłek - po cztery na korzyść każdego z kandydatów, a efekt wyliczył na 42 głosy na niekorzyść Rafała Trzaskowskiego.

Wśród komisji, które dopuścić miały się błędu są - obok wspomnianej komisji z Krakowa - także komisje w gminach Strzelce Opolskie, Olesno, Sępopol, Staszów, Bychawa i Magnuszew, a także w Łodzi, Ostrowi Mazowieckiej, Gdańsku, Grudziądzu, Mińsku Mazowieckim i Tychach. 

Dużo hałasu o nic

"Sumarycznie możliwe, że różnica w głosach między Trzaskowskim, a Nawrockim powinna być mniejsza o niecałe 2 tysiące głosów. Nie ma to oczywiście żadnego wpływu na ostateczny wynik wyborów"

- wskazał analityk Jakub Kubajek. Przypomnijmy, różnica głosów między kandydatami w II turze wyniosła blisko 370 tys. głosów.

O tym, że ewentualne pomyłki komisji i ich konsekwencje nie mają żadnego wpływu na ostateczny wynik wyborów, wskazał także inny znany z mediów społecznościowych analityk Radosław Karbowski. 

"Nie rozstrzygam tego, z czego wynikają te różnice, natomiast widać po liczbie głosów, że na końcowy wynik II tury nie ma to żadnego wpływu"

- zaznaczył w zamieszczonym wpisie.

Analiza "po pijaku"

Kolejny spin wykorzystywany przez zwolenników jednej z partii opiera się na wpisie jednego z użytkowników serwisu wykop.pl o nicku "KoronaWuhan".

W skrócie - ma dotyczyć tego, że rzekomo za pośrednictwem aplikacji do weryfikacji zaświadczeń o prawie do głosowania, którą na potrzeby politycznej narracji złączono z posłem Dariuszem Mateckim, miano fałszować wyniki wyborów. Na podstawie stworzonego przez AI skryptu użytkownik miał wykazać, że rzekomo "realne" wyniki wyborów to niespełna 10 mln głosów na Nawrockiego i 10,4 mln głosów na Trzaskowskiego.

Wyliczenia te spotkały się z krytyką m.in. ze strony technicznej. Najlepszym komentarzem będzie jednak ten, który zamieścił na Wykopie sam "KoronaWuhan".

Jeszcze w czwartkowe południowe poinformował, że "musiał usunąć wpis, bo zebrał zbyt dużą popularność, a kod napisany był bardzo mocno na szybko i będzie musiał go dokładniej zweryfikować". Co więcej - podkreślił, że "nie chce, by ktokolwiek się na niego powoływał".

Jednak wieczorem w czwartek na profilu pojawił się kolejny wpis.

"Kur^2a, nie sadzilem ze moj wpis zacznie latac po twitterze. Oczywiscie ze wczoraj to sobie wygenerowalem po pijaku na szybko w LLMie bez wiekszej analizy Dzisiaj to przepisalem wlasnorecznie wynik pokrywa sie z Late Pollem. (…) Pozdrawiam cieplutko, nie wierzcie we wszystko co widzicie w internecie" [pisownia oryginalna]

- czytamy w nim.

Warto dodać, że Krajowe Biuro Wyborcze przekazało w rozmowie z PAP, że nie zanotowano żadnych prób cyberataków na systemy związane z obsługą wyborów".

Sztab Trzaskowskiego był gotowy

Od wielu miesięcy ze strony koalicji 13 grudnia i powiązanych z nią agend i środowisk płynęły sygnały, które można było odczytywać jako możliwą próbę wpływania na wynik wyborczy, lub wprost - podważenie wyborczego rezultatu. Począwszy od Szymona Hołowni i jego ustawy incydentalnej, która de facto podważała rolę IKNiSP jako organu uprawnionego do orzekania o ważności wyborów, i Ryszarda Kalisza z PKW, który wprost kwestionował Izbę Sądu Najwyższego, przez przykłady nielegalnego finansowania kampanii wyborczej, po wszystkie działania, które pozwalały wątpić w "równość" wyborów prezydenckich - bezprawne odebranie subwencji PiS, zaangażowanie nielegalnie przejętych mediów publicznych oraz wykorzystanie aparatu państwa przeciwko Karolowi Nawrockiemu.

Nie może w tym kontekście specjalnie dziwić fakt, że Platforma Obywatelska przygotowana była na akcję składania protestów wyborczych. We wspomnianym już na początku tekstu wpisie Wioletty Paprockiej ze sztabu Trzaskowskiego, podaje ona jako stosowną do zgłaszania wątpliwości stronę internetową protestwyborczy2025.pl.

Dziennikarz śledczy Marcin Dobski zwrócił uwagę, że komitet Trzaskowskiego był na realizację takiego scenariusza przygotowany, ponieważ domenę protestwyborczy2025.pl wykupił już 14 maja, na kilka dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich.

Chociaż w państwie demokratycznym wynik głosowania i późniejsze stwierdzenia ważności wyborów przez sąd powinny kończyć proces wyboru nowego prezydenta, to wydaje się, że świat polityczny i opinię publiczną w Polsce czekają gorące tygodnie pod znakiem próby zakwestionowania wyborczego zwycięstwa Karola Nawrockiego. Nowy prezydent rozpocznie urzędowanie 6 sierpnia, dzień po zakończeniu kadencji urzędującej głowy państwa.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama