Od kwietnia zmienił się sposób rozliczania części świadczeń diagnostycznych wykonywanych ponad wartość umowy. Badania, które szpital będzie wykonywał ponad limit określony mu przez NFZ, będą opłacane według stawek degresywnych, tzn. 60 proc. dla badań endoskopowych oraz 50 proc. dla tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego.
Badania wykonane w pierwszym kwartale 2026 r. zostaną rozliczone jeszcze w 100 proc.
Zmiany nie obejmują m.in. dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych mających kartę Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego oraz osób objętych programem profilaktyki raka jelita grubego.
Ograniczenia budzą poważne obawy zarówno pacjentów, jak i środowiska lekarskiego.
Dyrektorzy szpitali obawiają się, że wprowadzone przez NFZ od kwietnia limity badań wykonywanych tomografem i rezonansem mogą pogorszyć i tak trudną sytuację na SOR-ach. W ich ocenie to właśnie tam będą szukali pomocy pacjenci, którzy nie zmieszczą się w limicie badań.
"Nielimitowany dostęp się nie sprawdził"
Ze strony rządu nie brakuje jednak dość butnych wypowiedzi dotyczących limitów.
- Nadwykonania oznaczają, że szpital realizuje więcej świadczeń niż się umówił. Pytanie jest takie, czy za zrealizowanie tego, co było ponad umowę, mamy płacić 100 procent? Czy mamy powiedzieć, że to nie jest uczciwe? To nie jest uczciwe, że umawiamy się z tobą na X, a ty robisz dwa razy X i mówisz: proszę mi zapłacić za wszystko. Czym wtedy jest ten kontrakt? - stwierdził miesiąc temu w Radiu Zet Maciej Berek, minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.
Teraz do katalogu wypowiedzi należy dołączyć także słowa wiceminister zdrowia, Katarzyny Kęckiej. Powiedziała ona w Radiowej Jedynce, że w praktyce "nie sprawdził się" nielimitowany dostęp do świadczeń medycznych.
- Ścieżka pacjenta w ochronie zdrowia jest taka, że najpierw mamy Podstawową Opiekę Zdrowotną, potem lekarza specjalistę. Po wstępnym zbadaniu przez lekarza specjalistę, postawieniu diagnozy i wyznaczeniu leczenia pacjenta, pacjent powinien wrócić do POZ. Ten pacjent nie wraca do POZ. (...) Chcemy spowodować, by pacjenci wrócili tam, gdzie jest ich miejsce w systemie ochrony zdrowia, czyli do POZ, (...) a też zauważyliśmy na przestrzeni ostatnich lat, że mamy dużą liczbę badań, które nie pokrywają się z przyczynami ich wystawiania. Trwają prace w MZ, pod kierownictwem prof. Edyty Szurowskiej, krajowej konsultant w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej, która z zespołem standaryzuje wraz z zespołem przyczyny skierowań na badania diagnostyczne i standaryzacją opisu. Sprawdziliśmy 12 tys. badań, z których 8 tys. wykazywało nieprawidłowości. Zdarza nam się, że pacjent ma wykonywane 3 badania niepotrzebne, a można to byłoby wykonać jednym badaniem. Trwają prace, by to ustandaryzować, by było to i bezpieczne dla pacjentów, i faktycznie potrzebne w ochronie zdrowia
- stwierdziła Kęcka.
"Prywatna służba zdrowia to nic złego"
Gdyby tego było mało, w programie "Rewolwer" na antenie TV Republika Adrian Klarenbach przypomniał dwie wypowiedzi polityków koalicji rządzącej, które padły w mijającym tygodniu na antenie stacji.
Dotyczą one ogólnej koncepcji w obliczu powiększającej się dziury finansowej w Narodowym Funduszu Zdrowia.
Michał Filipek, Stowarzyszenie Młoda Polska (PSL-Koalicja Polska):
Nie mówię, że wszystko będzie prywatne, tylko jakieś części, a oddziały publiczne będą łączone. (…) Prywatna służba zdrowia to nie jest nic złego.
Radosław Lubczyk (Koalicja Polska):
Złożyliśmy ustawę dot. ochrony zdrowia w Sejmie i ona mówi dość jasno, że 10 proc. pieniędzy wydanych w prywatnej ochronie zdrowia będzie można sobie odliczyć od podatku. (…) Prywatna ochrona zdrowia w Polsce to jest kilkadziesiąt miliardów złotych, więc de facto ta ochrona zdrowia w Polsce funkcjonuje i ma się dobrze, czego ja też jestem przykładem.
Czy służba zdrowia podoła w trakcie kryzysu?
Sprawa wywołała w programie "Rewolwer" głośną dyskusję.
- Gdyby nie państwowa służba zdrowia, to mielibyśmy w COVID jakąś niewyobrażalną liczbę zgonów. To państwowa służba zdrowia całkowicie przejęła odpowiedzialność za poradzenie sobie z pandemią. Co było z prywatną służbą zdrowia? Wszystko było pozamykane, nie można było się tam dodzwonić. To jest kwestia kryzysu. Wyobraźmy sobie sytuację, gdyby nie daj Boże doszło do jakiegokolwiek wydarzenia, by ta służba zdrowia zafunkcjonowała dzisiaj w sytuacji kryzysu, mam poważne obawy, czy dziś w tej sytuacji podołałaby - mówił Piotr Nisztor.
Spoglądamy na służbę zdrowia, że dzisiaj, w czasie pokoju, jest niewydolna, ale to służba zdrowia, która w sytuacji kryzysu powinna być na pierwszej linii frontu, i teraz to jest najbardziej niepokojące, że to, co dziś dzieje się w państwowej służbie zdrowia, obnaża to, jak w sytuacji kryzysu jesteśmy nieprzygotowani na nic
- dodał.
Ewa Bugała zwróciła uwagę, że wciąż głównym tematem wokół służby zdrowia są kwestie finansowe.
Cały czas jest mowa o kasie. Albo cięcia, albo dosypiemy, jak znajdziemy, ale jak nie ma, to nie dosypiemy, a generalnie, to już jest tam dużo pieniędzy. Nie ma pomysłu na jakąś reformę, na to, co zrobić, by to działało, bo od lat wiemy, że to nie działa, że dosypywanie to worek bez dna. Cały czas jest mowa o kasie - wskazywała.
Polscy pacjenci cofnięci o 50 lat
W sieci rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, Jakub Kosikowski, zamieścił nagranie pokazujące to, jak nowoczesny sprzęt do diagnostyki obrazowej stoi nieużywany, a przyczyną są wprowadzone limity.
Dyrektor jednej z placówek diagnostyki obrazowej mogących robić 100 rezonansów dziennie pokazuje jak wygląda teraz praca w jego ośrodku
— Jakub Kosikowski (@kosik_md) April 17, 2026
Bezpośrednia przyczyna - limity wprowadzone 1.04.2026 pic.twitter.com/CfimXyEQGa
Ten sprzęt jest i nie można go wykorzystać, bo tym nieudacznikom skończyły się pieniądze. Mamy kwiecień
- alarmował Michał Rachoń.
Katarzyna Gójska wskazała, że cięcia dotknęły najbardziej zaawansowanej technologicznie części diagnostyki.
Oznacza to, że polscy pacjenci zostali cofnięci do lat 70., być może nawet 60., bo jeśli wszystko opierać ma się o zdjęcie rentgenowskie, to de facto to są te lata. To cofnięcie w czasie, bo to ta najbardziej zaawansowana technika diagnostyczna pozwala bardzo szybko wykryć, co się dzieje. Sama cytowałam komunikat zarządu jednej z dużych sieci przychodni działających w Polsce, mającej kontrakt z NFZ i realizującej MRI, TK wedle kontraktu. Reakcja była taka, że "zarząd uspokajał swoich akcjonariuszy", że "ograniczy badania diagnostyczne", a po drugie wdrożył już projekt "rozwoju oferty komercyjnej". Więc to było uspokojenie - "wszystko jest dobrze, nie musicie sprzedawać akcji, bo się rozwijamy, być może będziemy mieli złoty czas"
- powiedziała.