Ustalone. Duża reforma ochrony zdrowia – reorganizacja szpitali, odwrócenie piramidy świadczeń i wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej oraz leczenia ambulatoryjnego. Od 2028 r. ruszy dedykowany fundusz do 20 mld zł z funduszy na realizację tych zmian. Dziękuję Minister Sobierańskiej-Grendzie, Katarzynie Kacperczyk za odważne i potrzebne działania” – zakomunikowała w mediach społecznościowych Pełczyńska-Nałęcz i opatrzyła wpis zdjęciem trzech uśmiechniętych pań.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Ustalone?
Założenia zmian, które mają nastąpić w ochronie zdrowia po kolejnych aferach – od szpitalnej w Warszawie po żerowanie na systemie spółek lekarskich takich jak Spine w Mogilnie (gdzie płacono lekarzom 28 tys. za godzinę) – nie zawierają niczego, co miałoby skrócić kolejki na badania, a także nie są jeszcze jasno sformułowane – komentują eksperci. Tak np. po spotkaniu minister zdrowia z lekarzami okazało się, że wprowadzenie limitów wynagrodzeń, a także projekt nowej ustawy o zawodzie lekarza będą jeszcze konsultowane. W najbliższy czwartek dojdzie do spotkania ze stroną społeczną podczas zespołu trójstronnego przy ministrze zdrowia.
– Czekamy na konkrety i dopiero wtedy będzie można powiedzieć, jak daleko sięgają propozycje resortu i rządu. Na razie w zapowiedziach nie było nic, co dotyczyłoby zwiększenia dostępności do świadczeń, skrócenia kolejek do leczenia ani reformy sieci szpitalnej w Polsce
– mówi członek zespołu trójstronnego Wojciech Wiśniewski. Zapowiedzi Pełczyńskiej-Nałęcz komentuje: – Z unijnych środków nie można finansować świadczeń. A to jest głównym problemem pacjentów – brak dostępu do leczenia i wydłużające się oczekiwanie w kolejkach.
– Te 20 mld zł w 2028 r. to dowód na to, że oni niczego nie rozumieją. Pacjenci nie mogą czekać na lepszą ochronę zdrowia tak długo
– komentuje Janusz Cieszyński.
Topione pieniądze, cofnięte reformy
Cieszyński przypomina, że ten rząd już wydał miliardy z unijnych pieniędzy i to niewiele zmieniło z punktu widzenia pacjentów, a także funkcjonowania ochrony zdrowia.
– Obecna władza wydała miliony na projekt „odwrócona piramida świadczeń”. Jest finansowany ze środków UE. Może warto, aby pani Pełczyńska-Nałęcz sprawdziła efekty tych zmian, zanim wyda miliardy na kolejne pomysły pań z resortu zdrowia. Tych efektów bowiem nie ma
– mówi Cieszyński. I dodaje, że obecna władza cofnęła zmiany wprowadzone za rządów Zjednoczonej Prawicy.
– Rząd PiS wprowadził zaraz po wygranych w 2015 r. wyborach fundamentalne zmiany w organizacji systemu. To np. sieć szpitali, bez której szpitale powiatowe byłyby dziś bezkarnie zamykane, „bo się nie opłaca”. Wbrew lobby, któremu zależy na utrzymaniu kastowości zawodu lekarza, wprowadziliśmy istotne zwiększenie liczby miejsc na kierunkach lekarskich i poprawiliśmy (po proteście) warunki dla rezydentów. To za naszych czasów powstał nowoczesny pion kontroli NFZ i powołano zespoły analityczne, które wykrywały oszustwa. Zespół w Centrum e-Zdrowia został za czasów pani Leszczyny rozwiązany, a NFZ został na lodzie bez danych, np. o tym, kto komu wystawia skierowania. Efekty widać dziś gołym okiem – wylicza Cieszyński.
Nowe cięcia w drodze
Zdaniem naszych rozmówców resort zapowiada mgliste reformy i bardzo konkretne cięcia.
– Te pierwsze nie są tak naprawdę reformami, tylko pudrowaniem patologii. By uzdrowić sytuację, konieczne są radykalne posunięcia, jak np. rozdzielenie systemu prywatnej i publicznej opieki zdrowotnej. Wprowadzenie rozdzielenia możliwości pracy albo w jednym, albo w drugim systemie. Z kolei kolejnych cięć szpitale powiatowe nie wytrzymają, a dla pacjentów poza dużymi miastami czekanie na leczenie jeszcze się wydłuży
– mówi Mariusz Trojanowski, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!