Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Prof. Grabowska miażdży decyzje Adama Bodnara co do liczenia głosów w SN. "Rząd czyni zawieruchę"

Prof. Genowefa Grabowska, konstytucjonalistka oraz znawczyni prawa międzynarodowego, a także była senator i poseł do Parlamentu Europejskiego, nie ma wątpliwości co do tego, że działania bodnarowców w Sądzie Najwyższym mają cele wyłącznie polityczne. "Jakie wrażenie może odnieść przeciętny obserwator życia politycznego, będąc świadkiem całej tej zawieruchy wokół wyborów, którą w zasadzie czyni rząd? Nie waham się tak tego nazwać, bo przecież Prokurator Generalny jest równocześnie Ministrem Sprawiedliwości, czyli członkiem rządu. A to od niego wychodzą wszystkie te niepokoje, których celem jest zachwiać pewnością co do minionych wyborów" - powiedziała prof. Grabowska w opinii dla portalu niezalezna.pl.


Prokurator Generalny przeszkadza Sądowi Najwyższemu w pracach i w rozpatrywaniu protestów wyborczych. Wygląda to tak, jakby usiłował zakwestionować wynik wyborów prezydenckich. Ma do tego prawo?

Reklama

Prokurator Generalny nie ma żadnego tytułu do zakwestionowania ważności wyborów, bo o tym, czy wybory są ważne czy też nie, wedle prawa decyduje wyłącznie Sąd Najwyższy. To, co obecnie robi Prokurator Generalny, to uzurpowanie sobie prawa do wkraczania w kompetencje Sądu Najwyższego. Nie wolno mu tego robić, bo w ten sposób narusza choćby art. 7 Konstytucji, który stanowi, że każdy organ działa w granicach prawa oraz na podstawie prawa.

Prokurator mógłby oczywiście wkroczyć do akcji, gdyby doszło do przestępstwa. Musiałby jednak działać w oparciu o konkretne i uprawdopodobnione doniesienie o popełnieniu przestępstwa, zgodnie z prawem karnym i kodeksem postępowania karnego. Jednak w sytuacji, kiedy przestępstwo jest oparte wyłącznie na domysłach, czy też wyliczeniach prawdopodobieństwa sfałszowania wyborów wydedukowanych z opracowania jakiegoś statystyka, ewidentnie brakuje podstawy do podjęcia działań przez prokuratora. 

Wkraczanie prokuratorów w tej chwili do Sądu Najwyższego i żądanie wydania dokumentacji dotyczącej ponad 200 „zakwestionowanych” komisji wyborczych, to absolutne nadużycie. Wiadomo zresztą, że zarówno akta, jak i karty wyborcze, są w tej chwili przedmiotem badania Sądu Najwyższego.

Sędziowie i urzędnicy sądowi potrzebują tej dokumentacji do rozpatrzenia złożonych skarg, wszak muszą zdążyć z postanowieniem oceniającym ważność wyborów prezydenckich w przewidzianym prawem terminie. Poza tym fakt wkroczenia prokuratorów do Sądu Najwyższego 30 czerwca br., dosłownie w ostatniej chwili i w trakcie procedowania, nazwałabym absolutnym brakiem szacunku dla tej instytucji. To jest Sąd Najwyższy!

Tam nie można po prostu ot tak sobie wejść, nawet z ramienia Prokuratora Generalnego, i zażądać: "Pokażcie, co macie".

Ponadto Prokuratura Krajowa ośmiesza się, gdy wysłani do Sądu Najwyższego prokuratorzy wkraczają na miejsce, a tam okazuje się, że właściwie nie wiedzą, czego chcą i jakie są procedury, bo dopiero na miejscu wypełniają kwity, by uzyskać dostęp do informacji, o którą wnioskują.

Jakie wrażenie może odnieść przeciętny obserwator życia politycznego, będąc świadkiem całej tej zawieruchy wokół wyborów, którą w zasadzie czyni rząd? Nie waham się tak tego nazwać, bo przecież Prokurator Generalny jest równocześnie Ministrem Sprawiedliwości, czyli członkiem rządu. A to od niego wychodzą wszystkie te niepokoje, których celem jest zachwiać pewnością co do minionych wyborów. To fatalny sygnał na dziś i na przyszłość.

Sygnał bardzo niebezpieczny dla demokracji w Polsce.


Adam Bodnar domaga się, by ważność wyborów rozpatrywała Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego - tak wynika z wniosku, jaki Prokurator Generalny złożył do SN. Jeśli nadal stwierdzenie ważności pozostanie w gestii Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, wówczas Bodnar zapowiada odstąpienie od przedstawienia stanowiska. 

Stanowisko o ważności lub nieważności wyborów jako jedyny i wyłącznie uprawniony urząd przedstawia Sąd Najwyższy. Prawo nie wymaga w tej sprawie żadnego dodatkowego stanowiska ani od Prokuratora Generalnego, ani od jakiegokolwiek ministra, ani od premiera. Tak wynika z Konstytucji, z prawa wyborczego oraz z obowiązujących ustaw.

To, że ministrowi Adamowi Bodnarowi nie podoba się Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, nazwałabym osobistym problemem pana ministra. Przypominam, że ta sama Izba uznała jego wybór na senatora w ostatnich wyborach parlamentarnych - bo leżało to w jej gestii - i wówczas minister Bodnar nie miał nic przeciw niej i wybór przyjął! Trudno zatem uzasadnić tę rozbieżność w poglądach Prokuratora Generalnego argumentami zdroworozsądkowymi. 

Żądanie przekazania rozpatrywania protestów wyborczych z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych nie ma żadnych podstaw. Ustawa o Sądzie Najwyższym (2017) zmieniła przecież strukturę Sądu Najwyższego. Jedna ze zmian polegała na tym, że funkcjonującą wcześniej Izbę Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych niejako podzielono. Rozpatrywanie protestów wyborczych, skarg nadzwyczajnych, czy spraw z zakresu prawa publicznego wyłączono z jej kompetencji i przekazano do nowo utworzonej izby, czyli właśnie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Dlatego, owszem, do roku 2018, Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych rzeczywiście miała uprawnienia do rozpatrywania protestów wyborczych, ale od siedmiu lat tej izby już nie ma, a powołana w jej miejsce nowa Izba (Pracy i Ubezpieczeń Społecznych) zajmuje się tylko kwestiami związanymi z pracą i z ubezpieczeniami społecznymi. Protesty wyborcze, zgodnie z ustawową kompetencją, rozpatruje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.
 
Trzymajmy się zatem podziału zadań: każdy urząd, czy instytucja działa w granicach prawa i na podstawie prawa. I dlatego do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych nie można kierować spraw, które nie należą do jej ustawowych kompetencji, nie można także jej zmuszać do podejmowania działań poza jej kompetencjami, bo byłyby to działania pozaprawne (tzw. ultra vires), często obarczone domniemaniem nieważności. Zatem jedyną izbą SN kompetentną i umocowaną ustawowo do rozpatrywania spraw związanych z wyborami jest Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Natomiast to, co proponuje minister Bodnar, to już tylko i wyłącznie brzydka polityka. Jako reprezentant władzy wykonawczej ingeruje w kompetencje władzy sądowniczej, naruszając tym samym Konstytucję. Tymczasem w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych zasiadają sędziowie specjalnie powołani do tej izby, specjaliści i znakomici prawnicy, będący nierzadko profesorami, doktorami habilitowanymi prawa, często z praktyką orzeczniczą. Ich wiedzę naprawdę trudno merytorycznie zakwestionować, a min. Bodnar usiłuje łamać ich niezależność i pozbawić ich możliwości wykonywania przyznanych ustawą kompetencji.

A co dla Polski oznaczałaby sytuacja, w której marszałek Hołownia zdecydowałby się nie zwoływać Zgromadzenia Narodowego w celu zaprzysiężenia nowego prezydenta, Karola Nawrockiego?

Nie chcę w ogóle dywagować o tym, że marszałek Hołownia mógłby nie zwołać Zgromadzenia Narodowego, które zaprzysięgłoby nowego prezydenta.

Przecież wszyscy, łącznie z marszałkiem Hołownią, mamy świadomość, że w ten sposób naruszyłby prawo i dopuścił się deliktu nie tylko konstytucyjnego. Taką decyzją po prostu zdezorganizowałby państwo i pozbawił je możliwości normalnego funkcjonowania. 

Marszałek Hołownia musiałby wówczas wziąć za taki stan rzeczy pełną, osobistą odpowiedzialność. I nie miałoby już wtedy znaczenia, czy ktoś suflował mu takie rozwiązanie, żądał go od niego, czy próbował je na nim wymusić 

Wierzę zatem w jego konsekwentnie powtarzane zapowiedzi, że do takiej sytuacji nie dopuści. Miejmy nadzieję, że pozostanie wierny tym publicznym obietnicom, które słyszeliśmy już kilkukrotnie. Mam także nadzieję, że 6 sierpnia br., po złożeniu ślubowania przez Prezydenta-Elekta przed Zgromadzeniem Narodowym zakończy się ten polityczny spór wokół wyborów, a rząd skieruje całą uwagę i energię na sprawy ważne dla Polek i Polaków! A tych spraw przecież nie brakuje…
 

Źródło: niezalezna.pl
Reklama