Do zdarzenia doszło 2 listopada 2023 roku w okolicy wsi Topiło na terenie Puszczy Białowieskiej. Żołnierze 1 Warszawskiej Brygady Pancernej zostali wezwani do wsparcia Straży Granicznej po wykryciu grupy około dziesięciu migrantów przekraczających granicę. Pod dowództwem podporucznika Ł. patrol rozstawił żołnierzy w lesie. Kiedy imigranci nie reagowali na wezwania „Wojsko Polskie, stop!” oraz „Polish Army, stop!” i ruszyli w kierunku patrolu, oficer oddał strzał alarmowy, a następnie ostrzegawczy z pistoletu maszynowego PM 98. Po chwili grupa zaczęła uciekać, a żołnierze podjęli pościg – relacjonuje w piątek Onet.
Podczas biegu podporucznik potknął się i upadł, w wyniku czego broń wystrzeliła niekontrolowanie. Pocisk trafił 22-letniego obywatela Syrii w kręgosłup. Ekspertyzy balistyczne potwierdziły, że z broni oficera oddano trzy strzały.
Natychmiast po incydencie żołnierze udzielili poszkodowanemu pierwszej pomocy, założyli opatrunek i stabilizowali go do przyjazdu wojskowej karetki. Syryjczyk został przewieziony do szpitala w Hajnówce, a następnie do Białegostoku, gdzie usunięto pocisk. Po kilku tygodniach opuścił szpital.
W zeznaniach postrzelony twierdził jednak, że nie otrzymał pomocy i że żołnierz strzelił do niego od razu. Relacje innych żołnierzy oraz nagrania z kamer temu przeczą – materiały wideo wskazują, że ranny był przytomny, utrzymywał kontakt i nie tracił krwi w sposób opisany w jego zeznaniach, a podporucznik Ł. i inni żołnierze zajęli się nim zgodnie z procedurami.
Mimo to - na początku listopada 2023 roku, Żandarmeria Wojskowa wszczęła dochodzenie w sprawie niezachowania ostrożności przy obchodzeniu się z bronią. 27 maja 2025 roku podporucznik Ł. usłyszał zarzuty z art. 354 §1 Kodeksu karnego dotyczące nieostrożnego obchodzenia się z bronią. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności. To jednak nie wszystko. Syryjczyk, który pozostał w Polsce, domaga się odszkodowania bezpośrednio od żołnierza.
"Polski żołnierz zachował się jak trzeba"
O komentarz do sprawy portal Niezależna.pl poprosił Piotra Kaletę, posła PiS, członka Sejmowej Komisji Obrony Narodowej (SKON).
W katalogu kulturalnych ludzi kończą się słowa, którymi można skomentować sytuację odnośnie zarzutów dla polskiego żołnierza. To nic innego jak bezszczelna podłość wobec żołnierza i polskiego munduru. Broni naszej ojczyzny i nagle dostaje zarzuty.
– wskazuje nasz rozmówca.
To bardzo destrukcyjna postawa ze strony władz i służb. Żołnierze nie mogą ze spokojem iść na służbę, wartę, bronić polskiej granicy. Pomyślą: "ktoś do mnie strzela, atakuje mnie, ale ja nie mogę odpowiedzieć, bo trafię do więzienia". Ta władza chce ubezwłasnowolnić armię.
– dodaje.
Jeżeli żołnierz nie będzie miał pewności, że za postępowanie w słusznej sprawie, bo w obronie ojczyzny, stoi za nim cały aparat państwa, to nie dziwmy się, że wśród polskich żołnierzy spadnie morale, bo nie będzie się wymagało od nich podstawowej rzeczy.
– ostrzega Kaleta.
"Żeby wróciła normalność, trzeba odsunąć tych ludzi od władzy. Oni są niebezpieczni" – postuluje poseł PiS.
Dodaje, że w omawianej sprawie wszystkie dowody są na korzyść polskiego żołnierza.
Żołnierze zachowali sią jak polscy bohaterowie. Zrobili to, co do nich należało. Bronili granicy, a w momencie, gdy trzeba było pomóc człowiekowi, tej pomocy udzielili. Żołnierz jest osobą niewinną, bo wykonywał swoje obowiązki.
– nie ma wątpliwości nasz rozmówca.
Teraz może się okazać, że polski żołnierz mógłby zestrzelić w bezpiecznych okolicznościach balon, który narusza naszą przestrzeń powietrzną. Ale tego nie zrobi, bo obawia się, że zestrzeli ten obiekt, a potem będzie za to ścigany. Jeszcze raz powtórzę: zakłada się kaganiec, który ubezwłasnowolnia polską armię.
– kończy.