W piątek Sąd Okręgowy w Radomiu oddalił apelację obrony i utrzymał w mocy wyrok wydany przez sąd rejonowy w sierpniu ubiegłego roku. W pierwszej instancji była policjantka została uznana za winną zarzucanych jej czynów i skazana na rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na dwa lata. Od tego rozstrzygnięcia odwołał się jej obrońca.
Sąd II instancji nie dopatrzył się jednak uchybień w postępowaniu prowadzonym przez sąd rejonowy. Uznał, że materiał dowodowy został prawidłowo oceniony, a wyciągnięte z niego wnioski były uzasadnione.
Ocena dowodów i wysnuta na tej podstawie wnioski w zakresie winy, stopnia społecznej szkodliwości, kwalifikacji prawnej i reakcji prawno-karnej przypisanych czynów nie nasuwa zastrzeżeń
– powiedział sędzia Dariusz Pietruszka, uzasadniając wyrok.
Zgłoszenie kradzieży BMW i podejrzenia śledczych
Sprawa dotyczy zdarzeń z grudnia 2022 roku. Wówczas funkcjonariuszka radomskiej drogówki Wioleta M. poinformowała policję o kradzieży swojego BMW, które – jak twierdziła – zostało później podpalone. W czasie, gdy miało dojść do przestępstwa, kobieta przebywała w szpitalu. Monitoring placówki potwierdził, że nie opuszczała jej terenu, a według jej relacji jedyny kluczyk do samochodu znajdował się przy niej.
Śledczy przeanalizowali również nagrania z monitoringu miejskiego. Zarejestrowano na nich mężczyznę z zasłoniętą twarzą, który podszedł do pojazdu, dostał się do środka, uruchomił silnik i odjechał. Do dziś nie ustalono jego tożsamości.
Prokuratura uznała jednak, że cała historia została upozorowana. Pod koniec 2023 roku do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko byłej już policjantce. W międzyczasie kobieta została zwolniona ze służby.
Zarzuty: fałszywe zawiadomienie i próba wyłudzenia odszkodowania
Śledczy zarzucili kobiecie złożenie fałszywego zawiadomienia o kradzieży z włamaniem własnego samochodu oraz składanie nieprawdziwych zeznań. Według oskarżenia próbowała również wyłudzić odszkodowanie, zgłaszając ubezpieczycielowi szkodę dotyczącą rzekomej kradzieży i spalenia auta.
Obrona przekonywała, że samochód mógł zostać skradziony metodą „na walizkę”, polegającą na przechwyceniu sygnału elektronicznego kluczyka i uruchomieniu pojazdu bez fizycznego dostępu do niego.
Opinia biegłego podważyła linię obrony
W związku z argumentacją obrony sąd odwoławczy zasięgnął opinii biegłego specjalizującego się w badaniach mechanoskopijnych i identyfikacji pojazdów.
Ekspert ustalił, że BMW należące do oskarżonej było wyposażone w system zapisujący historię użycia kluczyka. Z jego analizy wynikało, że po rzekomej kradzieży pojazd był uruchamiany przy użyciu oryginalnego klucza, który – zdaniem biegłego – współpracował z autem co najmniej dwa razy po jego zabraniu.
"Dlatego też sąd uznał, że odpalono pojazd przy użyciu tego kluczyka. Sugestia obrońcy, że pokrzywdzeni kradzieżą często traktowani są jako osoby nieuczciwe nie jest przekonująca. Przecież sprawca kradzieży zwykle nie kradnie auta po to, by je spalić"
– zauważył sędzia Pietruszka.
Sąd: kluczyk musiał zostać udostępniony
Sąd zwrócił również uwagę, że według aktu oskarżenia kobieta miała działać wspólnie z innymi, dotąd nieustalonymi osobami.
"Jeżeli brak jest dowodu na to, że w inny sposób pojazd został uruchomiony i zabrany, aniżeli przy użyciu właśnie przedmiotowego kluczyka, to zasadne jest przyjęcie, że kluczyk został komuś udostępniony" – powiedział sędzia Pietruszka.
przedmiotowego kluczyka, to zasadne jest przyjęcie, że kluczyk został komuś udostępniony – powiedział sędzia Pietruszka.