– Paradoksalnie odbyła się debata, bardzo wstępna, pomiędzy najpoważniejszymi kandydatami i w moim przekonaniu inicjatywę w tej debacie utrzymał Patryk Jaki. Sprowokował bardzo poważną sprawę – to, czy prezydent może być człowiekiem partii – ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl prof. Kazimierz Kik, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
W moim przekonaniu ta debata miała cel bardzo generalny. Pokazanie 14 kandydatów w jednym miejscu to była raczej autoprezentacja, które miała na celu rozeznanie wyborcy. Wydaje mi się, że pytania były bardzo ogólne, a czasu było bardzo mało. Debata miała na celu selekcję dla wyborcy i można ją potraktować jako wstępną selekcję – co najmniej połowa kandydatów została wykluczona, a kilka odpowiedzi zasługiwało na uwagę. Uważam, że cel debaty został osiągnięty – widzowie zobaczyli wszystkich – jeden obok drugiego – i mogli porównać kandydatów – ocenił w rozmowie z Niezalezna.pl prof. Kazimierz Kik, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Zdaniem politologa "potrzebna będzie druga debata po I turze, która musi mieć inny charakter".
Paradoksalnie odbyła się debata, bardzo wstępna, pomiędzy najpoważniejszymi kandydatami i w moim przekonaniu inicjatywę w tej debacie utrzymał Patryk Jaki. Sprowokował bardzo poważną sprawę – to, czy prezydent może być człowiekiem partii. To, że przez ostatnie lata prezydentem stolicy była wiceprzewodnicząca PO i konsekwencje, jakie z tego wynikały dla dużej części warszawiaków, stawia ogromny problem – prezydent nie powinien być człowiekiem żadnej partii politycznej i to wyszło z inicjatywy Jakiego – dodał.
Prof. Kik zwrócił też uwagę na wypowiedź Piotra Ikonowicza – "jego zdaniem prezydent powinien być dla tych, którzy bardziej potrzebują prezydenta".
Pozostałe wypowiedzi to były schematy – każdy z kandydatów powiedział to, co chciał powiedzieć, a nie to, o co pytano. Zobaczymy, jak będą wyglądały sondaże po tej debacie, ale uważam, że powinny ulec zmianie – podsumował nasz rozmówca.