Senat w poprzednim tygodniu nie wyraził zgody na przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum ws. unijnej polityki klimatycznej, które proponował prezydent Karol Nawrocki. Gdyby pomysł został przyjęty, Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”. Za odrzuceniem prezydenckiego wniosku zagłosowało 59 senatorów, 32 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu.
Dziś, podczas porannej konferencji prasowej, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera, prof. Przemysław Czarnek, poinformował, że PiS złoży projekt ustawy o wyjściu Polski z unijnego systemu handlu emisjami ETS.
W odpowiedzi na skandal, bo trzeba to nazwać skandalem - odmowę Senatu w stosunku do inicjatywy pana prezydenta Karola Nawrockiego, dotyczącej referendum w sprawie polityki klimatycznej Unii Europejskiej... I po blamażu Tuska i rządu na arenie międzynarodowej... Tusk, przypomnijmy, wiosną tego roku chwalił się, że osiąga sukces na arenie międzynarodowej, ponieważ pani von der Leyen miała zrewidować politykę dotyczącą ETS-ów w Unii Europejskiej. Jak wiadomo, z tych zapowiedzi nie wyszło nic, poza tym, że więcej pieniędzy będzie trzeba przeznaczać jeszcze na dekarbonizację, czyli uderzenie znów w polską energetykę. Po tym skandalu, kiedy Senat odmówił narodowi wypowiedzenia się w sprawie obniżenia ceny energii, my składamy nasz projekt ustawy o wyjściu z ETS-u.
– podkreślił polityk.
"Tusk dla interesów Brukseli jest gotów poświęcić polską gospodarkę"
Decyzja Senatu to świadoma próba zablokowania referendum, ponieważ Polacy jednoznacznie opowiedzieliby się w nim przeciwko polityce klimatycznej UE. System ETS oznacza drastyczny wzrost kosztów w każdym obszarze życia – od energii i paliw po żywność. Senat działa w tej sprawie jako narzędzie Donalda Tuska, który z kolei jest zakładnikiem europejskich elit politycznych i wielkiego kapitału – komentuje w rozmowie z portalem Niezależna.pl Andrzej Kosztowniak, poseł PiS, były minister finansów.
Ich odgórnym celem jest wymuszenie rewolucji przemysłowej, co ostatecznie doprowadzi do utraty konkurencyjności europejskiej gospodarki na świecie.
– ostrzega nasz rozmówca.
W Europie jest dzisiaj testowane pewne doświadczenie społeczno-polityczno-gospodarcze, a Donald Tusk jest na tyle ogarniętym politykiem, że wie bardzo dobrze, w czym bierze udział i że tu nie będzie mógł zgłosić zdania odrębnego. Będzie mógł się tylko zgodzić. Dlatego nie podjął żadnych realnych prób zablokowania tych rozwiązań, ponieważ jest politycznie zależny od decydentów w Brukseli. Doskonale zdaje sobie sprawę z drastycznych skutków społeczno-gospodarczych, z jakimi wiąże się ETS. Mimo to godzi się na nie do tego stopnia, że w imię interesów unijnych elit jest gotów zapłacić za te decyzje najwyższą polityczną cenę.
– uzupełnia były minister.
Wyjście z ETS to dzisiaj nie kwestia programu konkretnej partii, ale absolutna konieczność i jedyny ratunek dla polskiej gospodarki oraz miejsc pracy – nie ma wątpliwości Andrzej Kosztowniak.
Nasza energetyka jeszcze przez dekady będzie w dużej mierze opierać się na węglu. Jeśli wdrożymy pełny pakiet ETS, a następnie ETS 2, nasz przemysł – zwłaszcza ciężki, chemiczny i rolno-spożywczy, które zużywają najwięcej energii – całkowicie straci rację bytu. Przy tak drogim prądzie i gazie przegramy z globalną konkurencją nawet wtedy, gdyby polscy pracownicy zgodzili się pracować za darmo.
– ostrzega.
Brak dostępu do taniej energii zablokuje nie tylko tradycyjny przemysł, ale uderzy też w technologie przyszłości. Nowoczesna gospodarka, oparta m.in. na sztucznej inteligencji i potężnych centrach obliczeniowych, wymaga gigantycznych nakładów energetycznych. Z tak wysokimi cenami prądu Polska traci szansę na jakikolwiek rozwój w tych najbardziej innowacyjnych sektorach.
– kontynuuje.
Dalsze podnoszenie kosztów życia i dławienie przemysłu doprowadzi do tego, że młodzi ludzie masowo wyjadą z Polski za pracą, a w kraju pozostanie jedynie starzejące się społeczeństwo. Ze względu na tę drastyczną wizję, inicjatywa wyjścia z systemu ETS z pewnością zyska poparcie prawicy, ale może również sprawić, że w obronie polskiej racji stanu wyłamią się niektórzy racjonalnie myślący parlamentarzyści z obecnego obozu władzy.
– kończy poseł PiS.